Niepokoi kometa Heroda.
-Przepowiedni sens wierny kto poda?
Król żydowski się rodzi.
Ale gdzie? O co chodzi?
Kto wyjaśni, nań czeka nagroda.
Rwie ze złości jedwabną koszulę.
-Ktoś cokolwiek rozumie w ogóle?
Kiedy złapię dzieciaka,
zduszę go jak kurczaka,
bo jedynym żydowskim jam królem!
Tu doradca mu szepce do ucha:
-Królu, nie czas ci gniewem wybuchać.
W celi siedzą magowie,
może któryś coś powie.
Każdy waszej miłości posłucha.
Biegną straże po magów do lochów,
otrzepują im dresy z paprochów.
Przed Herodem wnet stają,
i słów pilnie słuchają.
A ten rzecze śród jęków i szlochów.
-Król żydowski się rodzi i oto
nie wiem kiedy i gdzie, a z ochotą
przed nim klęknę w pokorze.
Teraz przez was mu złożę
dary: mirrę, kadzidło i złoto.
Już wychodzą z pałacu Heroda.
Agent mówi: Zysk lepszy niż szkoda.
Gdy bobasa znajdziecie,
dajcie cynk, gdzie jest dziecię.
A jak nie, coś was spotka na schodach.
Z pewnych słów teraz czerpią nadzieję:
"Będę z wami przez tę odyseję.
Nie dam skrzywdzić nikomu
i sprowadzę do domu.
Drogi kres się znajduje w Betlejem.
Się dowiecie jak dojść od dzieciarni
do dzieciątka, Józefa i Marii.
I padniecie do nóg,
bo narodził się Bóg.
Ktoś bilety wam da do Szwajcarii."