Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

acatiiia

Użytkownicy
  • Postów

    9
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez acatiiia

  1. @Leszczym dziękuję!
  2. W lampionie okna pociągu siedzą płomienie wszelakie, chłodniejsze i te bardziej gorące. Płoną razem lub w tymczasowej rozłące, spotkają się kiedyś po nici szukając swoich granic. Złota łza na grzbiecie książki, zamyka w sobie emocje, emocji nadmiar i piękno. Jej błysk niknie zmieniony w parę. Największy płomień najbardziej mnie w oczy razi, piętrzy się w górę, zaraz sufit przepali. Woń wspomnienia o róży, która kaleczy nawet bez kolców, i brodzi w ranach głęboko, gdy składa się ogień w całość. Wielki pożar w pociągu, nie gaśnie pod zamieci skrzydłem, płonie prędkością serc bicia i niszczy po drodze ciszę. 28.11.2025
  3. Bardzo mnie cieszy dyskusja wywołana przez ten wiersz! Myślę, że istota czytania się trochę zmieniła. Kiedyś było mniej rozrywek i czytanie często tylko do tego służyło. Mam wrażenie, że wielu ludzi postrzega czytanie jako wysiłek intelektualny, mniej jako rozrywkę, dlatego antykwariaty właśnie umierają. Moda wraca, zwłaszcza wśród ludzi z mojego pokolenia i myślę, że dla książek jest jeszcze duża szansa. Coś realnego w świecie zmian.
  4. Zamykali antykwariat, a ja - widziałam jego śmierć. Opróżnione półki, jak bezzębne dzieci, pragnęły poczuć szorstki papier. Było słychać negocjacje, okładki drżały. Książki skazane lub niepewne przyszłości. I ta melodia końca istnienia, którą słyszą nieliczni, w rytmie żółtych kartek.
  5. @violetta małe firmy mają klimat bardziej domowy, sama teraz w takiej pracuję, inaczej się patrzy na człowieka @Wiesław J.K. dokładnie, cicho i spokojnie :)) @Annna2 bardziej czuję się zmuszona, tak bym to nazywała Dziękuję:))
  6. @violetta oh, musiało być ciężko, mam nadzieję, że już wszystko się układa dla mnie również lekki przełom, rzucałam pierwsze studia
  7. @violetta był w roku 2021 w Warszawie, teraz owszem całkiem cieplej :) @huzarc To prawda!
  8. @JuzDawnoUmarlem super!
  9. Nie muszę myśleć, że czegoś zabraknie Nie muszę śledzić czasu śladów Ciemnym brązowym liściem Zasłabł mój stróż anioł Podzielić minutę na dwie muszę inaczej zmieniam swoje imię Skrzydła mu zimne podnoszę Lecz w niepamięci ginie Po grubych strunach przewodu tramwajowego wzrokiem przesuwam pijanym Ciepło mi w tym wazonie Niszczę tą teraźniejszość Spokojem odebranym Zmieniam dystanse Wbijam nóż w szyb zamrażanie Znika gorycz wieczorów Lecz zniknęło też beztroskie kochanie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...