Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Whisper of loves rain

Użytkownicy
  • Postów

    134
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Whisper of loves rain

  1. @Jacek_SuchowiczZ ta wrażliwością chrześcijańską to bym polemizował. Może kiedyś 20-30 lat temu to tak teraz świat i religia bardzo się zmieniły. Pozdrawiam
  2. @Alicja_Wysocka Najciekawsza jest ostatnia zwrotka. Sugeruje ona, że „zdrada” dokonuje się wewnątrz nas samych – dusza, nie mogąc zrealizować popędów poprzez starzejące się ciało, ucieka w sferę fantazji i grzechu „samą chęcią
  3. @FaLcorN Głęboki i dojrzały wiersz. To 'zawracanie w ramiona' z drogi pisanej bezsensem to chyba jedyne słuszne wyjście, jakie nam zostaje. Bardzo inspirujące
  4. @viola arvensis Mocne, poruszające i bardzo prawdziwe. Czuć w każdym słowie ten lęk przed zapomnieniem, a jednocześnie dziwny spokój. Pięknie napisane
  5. @Jacek_Suchowicz Wiersz z bardzo wyraźnym przesłaniem. Ciekawe jest to zestawienie polskiej wrażliwości z twardą oceną polityki. Na pewno skłania do refleksji nad tym, w jakim kierunku idzie dzisiejszy świat. Pozdrawiam
  6. @Berenika97 Magiczny tekst! Bije z niego taka czułość i spokój, że aż chce się zaparzyć tę wspólną kawę i po prostu patrzeć w czyjeś oczy.
  7. @Berenika97 @Jacek_Suchowicz @viola arvensis @wierszyki Dziękuję Wam za każde słowo — za to, że zatrzymaliście się przy tym wierszu i poczuliście jego ciężar. To dla mnie bardzo ważne, że ta historia zostawia ślad i porusza. Niestety to temat wciąż aktualny — i może właśnie dlatego tak boli. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, jedno pytanie… żeby coś zmienić. Pozdrawiam serdecznie.
  8. W izbie ciemnej, gdzie dym pod strzechą się snuje, Gdzie piec od dawna już ciepła nie daje, Siedziało dziecko — tak ciche, że ledwie się czuje, Jakby i ono w cień domu wsiąkało po trochu. Nie płakało już — łzy wyschły prędzej niż siły, Nie wołało — bo któż by je słyszeć tu miał? Tylko patrzyło, jak myszy po kątach chodziły, I liczyło dni głodem, co wracał jak żal. Matkę wynieśli — pamiętała ludzi i ciszę, I ziemię, co spadła na wieko z głuchym odgłosem, Ojciec odszedł — czy wróci, czy zginął gdzieś w świecie — Nie pytała. Zbyt wcześnie pojęła już los ten. Chodziła potem po progu, po błocie, po śniegu, Do drzwi obcych — z rękami zbyt lekkimi, pustymi: „Dajcie chleba…” — szept cichy, jakby ze wstydu, z lęku, Lecz drzwi się zamykały. I milczano nad nimi. A gdy przyszła noc jedna — jak wszystkie, a cięższa — Bo mróz szczypał ostrzej, a wiatr był jak nóż, Usiadła przy murze, gdzie ściana od wiatru ją strzegła, I skuliła się cicho, nie doczekała zórz. Nazajutrz ktoś rzekł tylko: „Zmarzło biedactwo…” Ktoś inny przeżegnał się szybko i odszedł do pracy. Ktoś trzeci przykrył ją płótnem — bez słów, bez świadectwa — Bo takich jak ona nie liczy się w świecie. I tylko ślad drobnych stóp w śniegu jeszcze został, Lecz i ten wiatr zawiał — i nie ma już nic. Tak kończą dzieci nie przez wolę Boga — Lecz przez ludzi, co patrzą — i mijają jak nic.
  9. @Berenika97 Mocny obraz naszych czasów – kiedy algorytmy potrafią pisać o bliskości, ale coraz trudniej nam ją naprawdę zauważyć tuż obok. Pozdrawiam
  10. @Migrena Pragnienie Boga jest jedynym głodem, który im bardziej rośnie, tym bardziej staje się łaską.
  11. @huzarc Przejmujący tekst. Najbardziej uderza to, jak obok tragedii pojawia się chłodna procedura i zwykła codzienność. Świat bywa okrutnie obojętny.
  12. @Le-sław Dziękuję za tak głęboki komentarz. Miło wiedzieć, że wiersz poruszył podobne myśli. Chyba wszyscy gdzieś po drodze uczymy się, że najważniejsze rzeczy w życiu to te, które dajemy innym ludziom. @Christine Dziękuję za taką interpretację. Myślę, że każdy z nas ma w życiu momenty, gdy wygoda wygrywa z obecnością. Jeśli wiersz skłania do chwili refleksji, to znaczy, że spełnił swoją rolę. Pozdrawiam. @Berenika97 Dziękuję za tak uważne odczytanie wiersza. Właśnie ten kontrast między słowami a czynami często najmocniej pokazuje prawdę o nas samych. Cieszę się, że te myśli wybrzmiały również w Twojej interpretacji. @huzarc Dziękuję serdecznie za przeczytanie i dobre słowo. Pozdrawiam.
  13. @Berenika97 To bardzo subtelny i nastrojowy wiersz, który w kilku wersach potrafi uchwycić moment budzenia się świata do życia. Szemrzące pod lodem strumienie stają się symbolem ukrytej energii i nadziei, która dopiero zaczyna przebijać się przez zimowy chłód. Obraz „panny rozkwitłej przedwiośniem” wprowadza do utworu delikatność i obietnicę nadchodzącej wiosny. Krótka forma sprawia, że wiersz działa jak poetycka impresja – zostawia w czytelniku spokojny, refleksyjny nastrój. Fajny na wiosnę wiersz :)
  14. To utwór, który zostawia czytelnika z niepokojącym pytaniem: ile z tego, co widzimy, jest jeszcze prawdą.
  15. Drzewa nie są tu tylko elementem krajobrazu – budzą się, myślą i niemal marzą o lecie.
  16. Piękny, bardzo oszczędny w formie wiersz o nieobecności i czasie, który po stracie traci swoje znaczenie.
  17. Idziemy przez życie z zimnym spojrzeniem, z sercem jak kamień i twardą powieką. Bierzemy od świata wszystko bez wahania, a dać coś drugiemu jest dla nas daleko. Patrzymy w lustra — tam jest bezpiecznie, tam nikt nie prosi o ciepło ni pomoc. W oczach drugiego czasem jest rozpacz, a rozpacz cudza to dla nas kłopot. Mijamy ludzi, którzy się kruszą, jak stare mury pęknięte w ciszy. Słyszymy krzyk, lecz udajemy głuchych, bo cudzy ból nam spokoju nie niszczy. Mówimy pięknie o sercu i dobru, o wartościach, które podobno znamy. Lecz gdy przychodzi chwila prawdziwa, to oczy w bok — i dalej idziemy sami. Tak budujemy nasze istnienie z pychy, wygody i pustych słów. Z życia, w którym najważniejsze jest tylko „ja” pośród wszystkich „tłumów”. A potem przychodzi cicha godzina, gdy wszystko nagle traci znaczenie. Milkną ambicje, pieniądze i racje, a zostaje tylko nasze sumienie. I wtedy prawda uderza najmocniej: Zostanie po nas tylko to, co daliśmy innym. A jeśli nie daliśmy nic — nie zostanie nic.
  18. @APM @andrew @Jacek_Suchowicz @lena2_ @Robert Witold Gorzkowski @Berenika97 @vioara stelelor @Christine Koleżanki i koledzy po piórze bardzo dziękuję za wszystkie słowa i komentarze. Kilka osób w pracy jest z Ukrainy i jednego kolegę co obok w pokoju pracuje spotkał los stracił syna na bezsensownej wojnie, która się tam toczy. Dowiedziałem się od niego ze to był jedyny syn. Łączę się z nim w bólu jak też z wszystkimi co kogoś stracili na wojnie. Wybaczcie, lecz kiedyś w inny sposób napiszę pod każdym komentarzem kilka słów. Zostawię tylko raz jeszcze Dziękuje.
  19. Mamo, Tato — piszę nocą, gdy ziemia przestaje oddychać, gdy między wystrzałami można jeszcze usłyszeć własne serce. Kartka drży jak moje dłonie, a atrament miesza się z kurzem, którego nie zmywa deszcz. Pamiętam zapach kuchni o świcie i skrzypienie drzwi, które zawsze otwieraliście pierwsi. Tutaj poranki są ciężkie jak kamień, a słońce wstaje tylko po to, by policzyć poległych. Mamo, mówiłaś kiedyś, że wojna jest słowem z książek — dziś wiem, że to twarze bez imion i oczy, które gasną zbyt szybko. Noszę w kieszeni zdjęcie z wakacji nad rzeką, już prawie nie pamiętam dźwięku waszego śmiechu. Tato, chciałem być silny jak Ty, ale siła nie polega na tym, by nie płakać. Najtrudniej jest patrzeć na chłopców młodszych ode mnie, którzy zasypiają w ciszy, z której już się nie budzą. Jeśli wrócę — usiądę przy stole i będę milczał długo, bo nie ma słów na rzeczy, których oczy nie powinny widzieć. Jeśli nie wrócę — nie szukajcie winy w sobie, wojna wybiera szybciej niż człowiek potrafi zrozumieć. A kiedy nadejdzie wieczór i wiatr dotknie okien naszego domu, pomyślcie, że to tylko mój szept wracający przez pola. Nie płaczcie nad losem, którego nie mogliście zmienić — kochajcie mocniej świat, aby nikt już nie musiał pisać takich listów.
  20. Bardzo lubię mitologię w rożnym wydaniu i tu trafiłaś w mój gust. Bardzo mocny, monumentalny wiersz — czuć w nim mit, grom i surową siłę dawnych wierzeń. Obrazy są plastyczne, a język podniosły, dzięki czemu całość brzmi jak fragment starej pieśni o bogach i prawie wykuwanym w ogniu. Czyta się jak hymn — z rozmachem i charakterem. Świetna robota! Niechaj topory lśnią!
  21. @Berenika97 To wiersz, który nie krzyczy, a mimo to mówi bardzo głośno. „Gniew jako domowe zwierzę” i „lęk z kierunkiem i temperaturą” — mistrzowskie obrazy. Czyta się go jak czyjeś wewnętrzne CV — bez upiększeń, za to z odwagą. Piękna, gorzka prawda. Pozdrawiam :)
  22. @Berenika97 @ChristineKac sobie po soku poszedł w siną dal. Człowiek wrócił do normalności i jak na razie za aniołem nie tęsknię :) Pozdrawiam.
  23. To wstrząsający zapis auto eliminacji. Podmiot liryczny uznaje, że jego istnienie było pomyłką, błędem natury, a śmierć jest jedynym sposobem na „naprawienie” tego stanu rzeczy. Ciężkie wiersze często "nie dają zapomnieć" o mroku i zmuszają do konfrontacji z emocjami, których zazwyczaj unikamy.
  24. @Christine U mnie zamiast Wergiliusza był kac, a zamiast czyśćca — woda z ogórków. Dzięki za tak ciepły odbiór! @Mitylene Trochę nieba, trochę piekła i klasyczne lądowanie w rzeczywistości 😄 Cieszę się, że klimat i powrót „na ziemię” wybrzmiały czytelnie. @vioara stelelor To brzmi jak epilog do mojego wiersza — tylko bez skrzydeł, za to z paragonem grozy. Rzeczywistość potrafi być jeszcze bardziej brutalna niż poezja. Dzięki za tę historię! @violetta Dlatego właśnie wróciłem z piekła. Nie każdy ma taką przepustkę 😄
  25. Wszystko zaczęło się od progu łazienki, Gdy w mojej wannie, pośród ciepłej piany, Ujrzałem Ciebie — nagą i senną, Zjawę radosną, choć bezimienną. Zbladłem, lecz serce wyrwało się z klatki, Bo sny me dotąd bywały tak rzadkie. Wyszłaś z tej wody, lśniąc kroplami, Z anielskimi na plecach skrzydłami. Ja, łajdak wierny męskiej naturze, Zrzuciłem ciuchy w miłosnej wichurze. Chciałem Cię porwać, dotknąć Twej magii, Lecz nagle w Tobie zdarzyło się więcej. Druga para skrzydeł wzbiła się w górę — Anioł Śmierci? Czy sny mam ponure? Lecz Ty podeszłaś, skrzydła mi dałaś, Wspólnym lotem oknem zawładnęłaś. Skok w nieznane, w błękitu przestrzenie, Pod nami zniknęło twarde podziemie. To był lot w niebie, miłość uskrzydlona, Ty oszołomiona, ja w Twoich ramionach. Muskając obłoki, wilgotne jak szept snu, Skrzydła cięły powietrzne potoki. W amoku rozkoszy, w tej boskiej zabawie, Rwąc pióra, tonęliśmy w ekstazie. Pióro po piórze — aż nastała pustka, Zamilkły jęki, zadrżały ustka. Gdy ostatni puch uniósł się w górę, Runęliśmy z hukiem przez czarną chmurę. Lecz zamiast na trawę, wpadliśmy z mozołem Wprost w czarną smołę, pod piekła kościołem. W tym kretowisku, brudni i lepcy, Wypełźliśmy z kadzi, choć strach nas krzepił. Na twardym kamieniu, ze smakiem goryczy, Gdy mrok nas ogarnął i diabeł zaryczał, Ty szepnęłaś czule: „Mój miły, mój złoty, Mam jeszcze na małe harce ochotę”. I gdy tak staliśmy w piekielnym pyle, Ciesząc się każdą tą grzeszną chwilą, Nagle głos żony przeciął te mroki: „Wstawaj, pij wodę z ogórków, na kaca!”. Otwieram oczy — świat wiruje wściekle, A było tak bosko, choć skończyło w piekle. Zamiast anielic — żona z miednicą, Zamiast skrzydeł — kołdra pod potylicą. Próżno na plecach szukać mi puchu, Został tylko kwas i burczenie w brzuchu. Wczoraj skrzydła, lot i niebo w pakiecie, Dziś — negocjacje z podłogą w toalecie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...