Toyer
Użytkownicy-
Postów
203 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Toyer
-
Karierowiczostwa skutki uboczne
Toyer odpowiedział(a) na Manek utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Małpy mają drabinę społeczną - ta wyżej świeci nad tą niżej dupą - a wszystkie jak najwyżej wchodzić chcą -
Aż wspomnienie morza przyszło do głowy - i tamten czas różowy
-
@Alicja_WysockaOdwiedzę chociaż dobrym komentatorem się nie czuję
-
@violettaZ którą konkretnie?
-
Kochała strugi myślącego deszczu w kałużach widząc drogi nienazwane mokły kawałki jej duszy porwanej chowała troski pośród smutku śpiewu bez parasola przez życie ulewne czesała włosy wiatrem niespokojnym wplatając liście na warkoczu mglistym spadała z chmury udając królewnę płakała deszczem była każdą kroplą biorąc samotność na mokrego świadka nic nie słyszała była niema głucha wsiąkała w ziemię wodniki się modlą na skraju rzeki zatrzymała serce dziewczyna deszczu przez słońce zdradzona przestała padać nastała pogoda nieraz powróci w szumie kropli jeszcze
- 6 odpowiedzi
-
10
-
jestem tylko łzą w oku świata spadam w jednym mrugnięciu tnę poplątane nici uczuć przychodzę jak płacz odchodzę uśmiechem zarażony czasem chwytam bezpańskie chwile jak psy szczekające o zmierzchu czuję oddechy tych co byli dla nich świeże kwiaty ode mnie znicz zegar wariat do grobu złoży poetę który nie czuł że żyje
-
6
-
Przyjdzie czas na śmierć tak jak był na życie ona zabierze mnie nic nie zabiorę ziemi zostawię parę łez bezpańskich oczu pamiątkę Żaden ślad stopy nigdy nie powstanie miejsca gdzie byłem nawet nie zapłaczą ziemi zostawię zeszyt krótkich wspomnień kroków pamiątkę Już nie przytulę ale będę blisko ręce zmęczone noszeniem istnienia ziemi zostawią wszechobecną bliskość dłoni pamiątkę Nic nie zabiorę niewiele zostawię uczucia ludzi co żyć będą dalej wiersze pisane na znak tego życia myśli pamiątkę
-
1
-
Na oklep szczęściem daleko nie dojedziesz potrzebuje osiodłania głaskania po łbie rytm kopyt dodaje odwagi wesoło rży razem cwałujemy prędko bo ulotne jest lecz z sensem bo w nim sens ihaaaaaaaaaaaa osiodłałem szczęście niepodległe ja w nim a ono we mnie trzymając życie za lejce w stronę zachodu słońca bez lęku po przyjacielsku aż do świtu przejażdżka w centrum błękitu
-
Poczekaj jeszcze za wcześnie dopiero kogut zapiał słońce wschodzi na czworakach poznaję świat poczekaj jeszcze za wcześnie daj zjeść śniadanie wsłuchać się w czas na dwóch nogach uczę się żyć poczekaj jeszcze za wcześnie na obiad radość i marzenia ciekawość tego co za zakrętem poczekaj jeszcze za wcześnie kolacja z niepewności i strach leżę patrząc w sufit zdarzeń Już czas
-
liście spadające tkają melodię o przemijaniu, które dźwiga zawsze ciężar wspomnień. dyrygentem — nagie drzewa, znają na pamięć jesienne chłody, zimne deszcze, rytmy życia spokojniejsze, lecz dłuższe niż to w ludziach zakorzenione. śpiewa wiatr niepowstrzymany: odejdziesz, bo byłeś, będziesz — nawet gdy odejdziesz. wieje niepokój, jak koniec, który nadejdzie. drzewa zmartwychwstają każdego roku. człowiek czeka na pierwszy raz — życie to podróż bez mapy, po drodze pełnej dziur. nim zdążymy zaśpiewać o końcu świata, świat skończy się na czas.
-
6
-
Może ktoś nad grobem zapłacze poety co nie żyje bo przecież mogło być inaczej a wiersze są niczyje Może ktoś łez uroni parę nad grobem złoży dłonie przypomni sobie strofy stare wspomnienie w nim zapłonie Może nie pisał jak potrzeba choć niosła go muzyka ziemski kawałek pełen nieba a dzień za dniem umykał Może ktoś odmówi modlitwę poezją choć tak marną rymy jak nici poplątane Wena niesie ku gwiazdom
-
Rozpacz modli się po cichu Nadzieja modlitwę śpiewa a ja nie mam już niczego tylko modlitwa mi została idę przez życie na kolanach ludzie klęczą w kościołach modli się ten kto przez sobą ucieka goniąc siebie szukając Boga Bóg rzadko odpowiada modlitwa to często monolog lecz ten kto wierzy i się spowiada wie że odpowiedź to tylko prolog powiedział Pan idź i nie grzesz więcej jako człowiek mam w sercu grzech i krzyż przybity do siebie on na barkach ja z nim klęczę lecz nie tylko ja muszę go dźwigać wielu niesie swój w samym sobie i będzie go miał gdy przyjdzie umierać tuż nad sobą na swoim grobie
-
Tylko raz jedyny w roku gdy ciepły blask zniczy rozświetla to co w mroku każda dusza na bal liczy panowie i panie z dalekich stron o balowy strój się nie martwią ciała ich umarły na wieki duchy niewidzialnie się bawią bezgłośnie przy braku muzyki rytm w tańcu i tak czują po co im głośników ryki na cmentarzu balują mija godzina duchów po balu wszyscy w zaświaty wracają nie zostawią po sobie bałaganu na kolejną imprezę czekają
-
Zapomniałem, o czym chciałem pisać, próbuję odkurzyć pamięć — pełno w niej kurzu i pajęczyn myśli dawno zapomnianych. Szukam tej jednej, co gdzieś się zapodziała, jest tam, na dnie, gdzie światło nie dociera. Biorę latarkę — lecz blask ciemności nie rozprasza. W sobie samym błądzę, taka już dola człowieka. Zaczyna mi świtać w głowie, świt nadchodzi, a z nim słońce. Miało być coś o miłości i szklance wody — więcej sobie nie przypomnę.
-
Rano wyciągnąłem kopyta na łóżku bardzo wyspany przeciągnąłem się cały kopnąłem w kalendarz bo spadł ze ściany plątał się między nogami w południe poszedłem do piachu na budowie ładować betoniarkę wieczorem wykorkowałem ruskiego szampana u kolegi ze studiów Abrahama powiększyliśmy grono aniołków wąchaliśmy kwiatki od spodu to była dobra impreza daliśmy czadu na koniec umarłem ze śmiechu
-
Nadzieja ma kolor zielony to fakt ogólnie znany moja w kolorze czerwonym jest nadzieją która walczy płonie niczym pochodnia chociaż często przegrywa nikt nie ugasi jej ognia umiera wciąż żywa nawet gdy wygasa odradza się jak feniks z popiołów pisklęcia mniej realna niż sny czerwony kolor nadziei zagrzewa do walki nic mi po zielonym w rubin wiary wtulony płonę nadzieją natchniony
-
Jeszcze nie narodzony wiersz zaledwie embrion z niewykształconymi metaforami bezrymowy po porostu biały delikatny i bezbronny z dala od sadystów krytyków jeszcze bezpieczny w łonie zagubionych myśli karmiony tylko dobrym słowem rozpieszczany nieśmiało się rozwija chuchany i dmuchany oczko w głowie tatusia beztrosko dryfuje w umyśle czasem impuls go zarzuci ale nie chce wychodzić tu jest mu dobrze nie poddam go aborcji własne dzieci kocha się najbardziej jednak kiedyś muszę go wypuścić z rodzinnego gniazda chciałbym patrzeć jak dorasta poznaje czytelników do serc ich się przytula zapada w pamięć ale to jeszcze nie jego czas
-
Odchodzę z każdym oddechem we wszystkich uderzeniach serca z kroplą rosy promieniami słońca przemijając przemijam biegnę choć nikt nie goni czasem przystanę poczekam na nikogo co minie się ukradkiem ciągle dalej daleko podążam czekając uciekam uciekając czekam nie nadążając przyśpieszam żyjąc ominąłem życie czekało niezauważone ono nie widzi mnie a ja jego nie możemy się odnaleźć chociaż czujemy to samo z tęsknotą niewypowiedzianą nim zniknę odejdę przeminę porozmawiaj ze mną jeszcze przez chwilę rozstańmy się z myślami o pożegnaniu
-
patrzyłaś spokojem bezchmurnego nieba wiecznym zielonym marzeniem na oczy niebiesko zwyczajne tonąłem w spojrzeniu w głębinach patrzącego świata każde mrugnięcie było serca zagadką zgadywałem czy kochasz spoglądałaś na mnie jak na obraz a ja w tobie widziałem arcydzieło bez słów oczy mówiły pragniemy złe spojrzenie ślepnącego losu zgasiło zapatrzenie na moich oczach skończył się świat nasze spojrzenia już nigdy się nie spotkają
-
3
-
Pamięć pragnie zawitać do piekła spalić gorącej miłości wspomnienie zakochanie największy wróg diabła człowieka gdy się na niej zawiedzie spalić gorącej miłość wspomnienie przez płonąca tęsknotę tak trudno człowieka gdy się na niej zawiedzie wciąga samotności ciemne bagno przez płonąca tęsknotę tak trudno zapomnieć iskry szczęścia kochane wciąga samotności ciemne bagno topi się serce na pół złamane zapomnieć iskry szczęścia kochane ciężko gdy miłość się czarno dymi topi się serce na pół złamane wspomnieniami dobrymi i złymi ciężko gdy miłość się czarno dymi pamięć pragnie zawitać do piekła wspomnieniami dobrymi i złymi zakochanie największy wróg diabła
-
3
-
Nikt mnie nie kocha nikt nie nienawidzi jestem po środku wszystkim i niczym czasem coś mnie rozweseli czasem zasmuci myślą sięgam nieba lub chowam ją w piwnicy w błękitnym cieniu bez światłości słońca opalam się marzeniami na różowo z wiatrem zaprzyjaźniony po prostu trwam uczuć mam w sobie błędne koło szukam tego jedynego dnia w nocy o nim śnię czy poznam go kiedyś z twarzy czy po imieniu nikt mnie nie kocha chociaż miłość mam w sobie jak zatrzymam zegar bezkresny czas i tak poleci nigdzie się nie wybieram nigdzie nie śpieszę z miejsca na miejsce w różnych miejscach nieistotne chmury śpieszą się przed siebie oglądam się za nimi mówię do nich kocham nie odpowiadają myślą razem ze mną o trudzie upływających pokoleń puszczając oczko deszczem skropią radosnym gestem lub dziwnym smutkiem ktoś mnie pokochał ktoś znienawidził nadzieja obmywana w beznadziei a ja jestem tylko kimś i nikim wszystko i nic we mnie siedzi
-
W pewnym niewidzialnym królestwie, gdzie każdy mógł zobaczyć tylko siebie, niewidzialny król postanowił wydać za mąż swoją niewidzialną córkę. Zorganizował bal, na którym niewidzialna księżniczka miała wybrać swojego przyszłego męża. Księżniczka była niewidzialnie brzydka, ale nikt o tym nie wiedział, ponieważ była niewidzialna. Z całego królestwa i z poza jego niewidzialnej granicy, na bal przybywali niewidzialni książęta. Ponieważ córka króla, nie chciała wychodzić za mąż, powiedziała ojcu, że wybierze tego kandydata, który ją zobaczy, a było to niemożliwe, ponieważ wszyscy byli niewidzialni i widzieli tylko siebie. Pierwszy kandydat zawołał na balu — Księżniczko, gdzie jesteś? — Tutaj kawalerze, powiedz jak wyglądam? — Jesteś piękną blondynką, o długich prostych włosach(...). Masz szafirowe oczy, blade policzki, smukłe ciało(...). Książę opisywał wygląd, najpiękniejszymi słowami jakie tylko przyszły mu na myśl , jednak nawet w najmniejszym stopniu, nie zgadzało się to z wyglądem księżniczki. — Przykro mi kawalerze, ale nie masz racji, szukaj dalej swojej księżniczki. Następny mężczyzna, zawołał — Księżniczko, gdzie jesteś? — Tutaj kawalerze, powiedz jak wyglądam? Dało się usłyszeć kolejny wyidealizowany opis, na który młoda kobieta odpowiedziała – Przykro mi kawalerze, ale nie masz racji, szukaj dalej swojej księżniczki. I tak kolejni kandydaci próbowali odgadnąć wygląd księżniczki opisując ją słowami swojego synonimu piękna. Wszyscy dostawiali tą samą odpowiedź — Przykro mi kawalerze, ale nie masz racji, szukaj dalej swojej księżniczki. Aż w końcu pojawił się książę, który tak jak księżniczka nie chciał brać ślubu, ale namawiał go do tego ojciec. Do tego był nie w humorze i zawołał — Paskudo, gdzie jesteś? Przez chwilę zapanowała kompletna cisza, którą przerwała odpowiedź — Tutaj... panie... powiedz... jak.... wyglądam? Książę nie przebierał w słowach i opisał księżniczkę najpaskudniejszymi słowami jakie tylko można było sobie wyobrazić, pomyślał, że dzięki temu nie będzie miał najmniejszych szans u księżniczki. Zanim kobieta zdążyła odpowiedzieć, zadrżało, zaszumiało, zaświeciło, wszyscy stali się widzialni i nagle oniemieli. Okazało się ,że każdy był brzydszy od każdego i nie było tam nikogo, którego można było nazwać nawet trochę ładnym, chociaż sami siebie widzieli się jako piękne osoby. Tak została zdjęta klątwa niewidzialności, rzucona przez czarownicę, która przybyła kiedyś na zamek, a wszyscy szydzili z jej brzydoty. Księżniczka zobaczyła księcia, a on spojrzał na nią, oboje uśmiechnęli się krzywo. Widzialny już, brzydki król, zgodnie ze słowami swojej córki oznajmił: — Droga córko, ten o to kawaler bezbłędnie opisał twój wygląd, dlatego, też zostanie twoim mężem. Księżniczka nie protestowała, książę nie miał wyboru i musiał się ożenić, chociaż niechętnie. Ślub odbył się jakiś czas później, wszyscy goście z niesmakiem patrzyli na brzydotę innych, a nawet z niej szydzili. Na uroczystości była również czarownica, która wmieszała się w tłum, ona najgłośniej składała życzenia — Niech żyje para młoda! Z czasem między tymi dwojga, pojawiło się uczucie, zaakceptowali swoją brzydotę i uznali nawet, że są dla siebie piękni. I tak została zdjęta kolejna klątwa wiedźmy — klątwa brzydoty. Przystojny książę i piękna księżniczka, żyli dalej długo i szczęśliwie. Miłość nie szydzi z brzydoty, a nawet nie zna takiego słowa. W jej oczach wszystko jej piękne. Kochaj każdego sercem, nie oczami i pamiętaj o czarownicy, która potrafi rzucać klątwy.
-
Łza spada zawsze nieproszona przychodzi jak zmierzch po cichu nie pyta niczego nie wyjaśnia zaprasza kolejne w niepokoju czysta więc duszy nie brudzi boli ale solą znieczula chce coś powiedzieć nic nie mówi smutkiem płynie jak rzeka dobrze poznana nie ma imienia przedstawia się żalem gdy za długo gości nie chcesz jej znać zebranie łez krzyczy płaczem Nadzieja kończy zebranie zamyka drzwi dla gości parę łez jeszcze wypłaczę z powodu straconej miłości
-
Za sto lat będę mieć sto lat narodziłem się właśnie w tej chwili to co przeżyłem już się nie liczy dzisiaj zaczynam od nowa bez płaczu co początek życia obwieszcza już chodząc mówiąc marząc rodzę się sam z siebie bez udziału matki poród ten nienaturalnie zwyczajny zaśpiewaj mi sto lat w dniu moich drugich narodzin chcę żyć tak jak jeszcze nie żyłem życie nie wyszło kolejny raz się rodzę pewnie jeszcze nie raz o siebie się potknę upadnę wstanę i znów się narodzę zaśpiewaj mi sto lat dzisiaj odchodzę żeby przyjść na świat ponownie
-
Płonąłem żarem nie z tego świata gdy całowałem cię iskrą w szyję ogniem wiecznego pożądania czułem że płonąc żyję drżała ziemia namiętnością oczy jak ogniki błyszczały kochaliśmy się z miłością ty dla mnie cała ja dla ciebie cały między nami napięcie co wciąż narastało budziło podniecenie aż wszystko się stało leżeliśmy przytuleni patrząc w oczy błyszczące tysiące pragnień ogni prosiło by nie stało się końcem wspomnienie jak wulkan przygasa nie ma nas nie ma ognia została ze mnie wypalona zapałka łza samotna gorąca – popiół z nas
-
2