Chciałem się poczuć
jak sprzedawcy obwarzanek —
więcej mieć do powiedzenia
od tych wszystkich mówców,
co chcą począć wiedzę
na oczach wszystkich.
Rozpoczynam więc mowę
o miłości — i porównuję ją
do heliocentrycznej wizji świata.
Jak to sprzedawca obwarzanek,
wciskam: ze solą w oku,
z sezamem w gardle,
zwinięte jak embriony,
świeże, chrupiące zwroty.
Jak ptaki nieloty, potrafiące skubnąć
wiedzy z boskiego parapetu —
kilka słów słodkich jak ambrozja.
Mam złotą kartę od św. Piotra,
mogę parkować w pierwszym rzędzie,
zaraz obok Boga,
widok na Lowe Paradise.
Ość też niejedną potrafię połknąć —
jak to sprzedawcy obwarzanek.