Wiedziałeś ile gwiazd spadło z Twoich ust,
ileż błękitów każde tchnienie wydawało,
a smutek wciąż rósł.
Twój bieg Jim dawno się skończył,
"Klub 27" to zakręt drogi jak Krzyż
opuszczony z baldachimem cierni.
Park wypełniony milionami chwilowych dreszczy.
Włosy jak u Dionizosa, półnagie i ciemne,
czy uwierzyłeś jak Nietsche, że Bóg się objawił?
Światem od dawna rządzą Penteusze,
tu drzwi są zawsze zamknięte.
jeszcze raz nabrać w pierś haust,
a potem objąć słowa drżącymi rękami.
To tylko znikający pociąg,
rys słońca z pełnymi refleksami.
Jak dobrze że ciągle są deszcze,
łzy w nich można schować,
nie pasują, za duże są.
Cisza tu.
Czy tam jesteście tacy sami?