Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Wakss

Użytkownicy
  • Postów

    57
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Wakss

  1. Wdzięki twe, urokiem mój umysł pojęły Dla oblicza twego, poezyji bezmiar spisałem W źrenicach twych swe białka zgubiłem Ujęty pięknem, za twymi śladami biegłem Ulokowany na skraju pieśni, wzrok ci oddaję Skórę zrzucam, przed tobą się miła obnażam Przed końcem żem stoję, o słowo cię błagam Gdybyś choć oddech ze swych płuc wydała Rzuciłbym się w podniebny romans z tobą Lecz ty ciszy kolcami me serce przebijasz Mą zdruzgotaną krwią, wciąż się raczysz Małżonkę dla twych ust, mroku ofiarowałem Och ma lubo! Wzbijasz się w mój krajobraz Lgnę do ciała twego, od kroku się wzdrygam Podleć choćże na milimetr, tchórzem żem ja Dłoń na mym licu kładziesz, łza się wzmaga Pełni jej nie czuję, jedynie chłód mnie otacza Suknia w podmuchach wiatru się rozpływa Pierś twa przez me poezyje rozgrabiona Truchło mej milej czas bez tkliwości rozebrał Kroku tego postawić poprzestałem się bać Kilka chwil od odejścia do ciebie mnie dzieli Pełni losowi się oddaję, wśród koron płynę Dar życia niczym przy wieczności z tobą...
  2. Do przyjaciół mych Obecnych, odeszłych Kieruje ten wiersz Rzucam pęk słów Zwartych na kartce Rzec ich nie potrafię Ściskam wasze dłonie Słowami obejmuje was W wyobrażeniu mym Wątpliwej jakości wspomnienia Powoli już we mnie pływają Upiększone, czasem zgorszone Zawsze z tą samą bazą Z wami moi drodzy Niezastąpionym składnikiem Obecność waszą w momentach trudu Z pozłacanym skarbem utożsamiam Choć nigdy okazać tego nie potrafiłem Dziś odsyłam jedno słowo Lekkie, lecz ciężkie w znaczeniu Dziękuję! Nie zapomnę
  3. Brnąłem z mym ziomkiem wśród głosów waszych Spogladaliście z bliska, bełkotając cichym jękiem Wzniecilliście obłęd nikły, niegdyś spiący pod spokojem Wy, obrońcy kurtyzan w których każdy już gościł Pełni sytuacji nie znając, osąd wydałeś kmicica zgrywając Płaskimi palcami gwałtownie muśnięcie wyprowadzileś Twą twarz kostkami mymi przyozdobiłem gwałtownie Bluzgami twą ladacznicę ubrałem w godziwy ją strój Moment jedynie wystarczył byś wnet się opanował W lisa usposobić się ze swoją zgrają starałeś uporczywie Kłamstwo w fałsz niezmiennie ubrać próbowaliście Do damy upadłej odszedłeś, my ku słońcu się udaliśmy
  4. Cóżżeś uczyniła, ma miła, pod lipą? Skóra pęka z żalu, serca bicie słabnie. Skradłaś je w blasku lichego piękna, Słowem szkaradnym ugodziłaś strasznie. Me usta spękane lgną do twych wilgotnych, Lecz ty uciekasz jak sarenka w rosie. Podążałem za zapachem twym zgubnym, Ścieżką zwodniczą, w noc ciemną, bez końca. Sztywno spoczywam w grobie nieznanym, Martwy złożony w ziemi chłodnej, cichej, Okryty liśćmi, jesiennymi snami – Pod lipą, gdzieś między dniem a nicością.
  5. @kacper_ciura Piękne!
  6. Och jakże pięknie wylegujesz się Uwikłany w słońca topiące promienie Twe włosy wilgotnym mchem porośnięte Z powiekami zakrywającymi puste ślepia Pozbawiony trosk, zbędnego pożądania Usta popękane pokryte sinym fioletem Flanelowa koszula, rozdarta brutalnie Strzępy twych wnętrzności okrywają ją Pięści twe zaciśnięte w martwej purpurze Paznokcie skruszone unoszą się na wietrze Serce rozgrabione przez larwy żerujące Ich coraz więcej, twej osoby coraz mniej Me oczy brną coraz głębiej w ciebie Na wątrobie blizny, okryte marskością Wtapiasz się w chłodną ziemię, odchodząc Wracasz do korzeni, budując na nowo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...