Wdzięki twe, urokiem mój umysł pojęły
Dla oblicza twego, poezyji bezmiar spisałem
W źrenicach twych swe białka zgubiłem
Ujęty pięknem, za twymi śladami biegłem
Ulokowany na skraju pieśni, wzrok ci oddaję
Skórę zrzucam, przed tobą się miła obnażam
Przed końcem żem stoję, o słowo cię błagam
Gdybyś choć oddech ze swych płuc wydała
Rzuciłbym się w podniebny romans z tobą
Lecz ty ciszy kolcami me serce przebijasz
Mą zdruzgotaną krwią, wciąż się raczysz
Małżonkę dla twych ust, mroku ofiarowałem
Och ma lubo! Wzbijasz się w mój krajobraz
Lgnę do ciała twego, od kroku się wzdrygam
Podleć choćże na milimetr, tchórzem żem ja
Dłoń na mym licu kładziesz, łza się wzmaga
Pełni jej nie czuję, jedynie chłód mnie otacza
Suknia w podmuchach wiatru się rozpływa
Pierś twa przez me poezyje rozgrabiona
Truchło mej milej czas bez tkliwości rozebrał
Kroku tego postawić poprzestałem się bać
Kilka chwil od odejścia do ciebie mnie dzieli
Pełni losowi się oddaję, wśród koron płynę
Dar życia niczym przy wieczności z tobą...