Tkacz
Siedział otulony we własną
tęsknotę, krwawe dłonie
podpierały ciężka głowę.
W oddali słyszał echo,
wołanie, ale jakieś zamglone.
Oparł z powrotem głowę,
jaskrawe światło przetoczyło
się przez jego chude palce.
„Już nie mogę” wymamrotał
posępnie.
Ona stała tuż obok,
przejrzysta niby woal
prawie niewidoczna.
Zrobiona z najcenniejszej
nici jaką była jego wyobraźnia.
Tkał więc ją przez wiele lat,
odziewał pięknem
odbijającym się w jego oczach.
Teraz gdy stała się prawie rzeczywista,
czas zapukał do jego drzwi
upominając się o swoją dolę.
On siedział tam, przygarbiony.
Czerwony fotel połykał jego drobną
sylwetkę, a raczej to co z niej zostało.
Ona wołała, i na ułamek sekundy
podnosząc swoją głowę poczuł
jej miękkie usta na swoim
zmęczonym czole.
Znikła, zastąpił ją dźwięk
czyichś skrzydeł.
Kochanie, Ty żyjesz!
https://youtu.be/_Fk0o7bZHcE