Gerber
Użytkownicy-
Postów
719 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Gerber
-
Leżąc na szpitalnym łóżku, czuł, że niedługo pożegna się z życiem. Nowotwór żołądka z przerzutami na węzły chłonne, zrobił swoje z jego podstarzałym wnętrzem. Za późna diagnoza, za późne leczenie, siedemdziesiąty piąty rok życia, również przyczyniał się do ostatecznej klęski. Pomiędzy działaniem środków przeciwbólowych, a bólem, bywają chwile, kiedy przez głowę przelatują obrazy wspomnień. Niektóre zatrzymują się na dłużej, inne tylko wypełniają pustą przestrzeń. W jego świadomości, jest taki jeden szczególny. Nie związany i nie mający wpływu na jego życie. Zachował się w bardzo dobrym stanie. Twarz młodej kobiety, którą przed wielu laty zobaczył, w pewnej, krakowskiej restauracji. Widział ją tylko raz w i było to ponad pięćdziesiąt lat temu. Studiował wtedy dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego wielką pasją była poezja i właśnie z tego powodu, a ściślej mówiąc, konkursu jednego wiersza, znalazł się w tym lokalu. Udało mu się go wygrać, a za zwycięstwo otrzymał wieczne pióro, słownik literacki i trochę gotówki. Pieniędzy było w sam raz tyle, by pójść z dziewczyną do restauracji i mile spędzić wieczór. Niestety nie miał dziewczyny, ale restaurację postanowił odwiedzić i poczuć się trochę jak prawdziwy poeta, który zazwyczaj w takich miejscach porządkuje myśli przy lampce wina lub koniaku. Usiadłszy przy stoliku, zauważył samotnie siedzącą, młodą kobietę. Popijała kawę i o czymś rozmyślała. Miała jakieś trzydzieści, trzydzieści pięć lat. Długie czarne włosy, bez najmniejszej fali, jak u Azjatki. Oczy, okrągłe, duże, ciemnoniebieskie. Dość nietypowy typ urody, jak na Polskę lat siedemdziesiątych. Z tego co zauważył, nie była w najlepszym nastroju, być może chciała skończyć z dotychczasowym życiem i zacząć wszystko od nowa? Albo czekała ją ważna rozmowa, która miała zadecydować o jej przyszłość? Oczywiście nigdy się tego nie dowiedział, ale chyba ta melancholia na jej twarzy, sprawiła, że uwiecznił się w jego świadomości. Przez dłuższą chwilę, nie mógł oderwać od niej wzroku. Na szczęście, szybko dotarła do niego myśl, że może wyjść na jakiegoś świra, wpatrując się w nią zbyt nachalnie. Kiedy kelnerka podeszła do niego, zamówił lampkę koniaku, niespecjalnie się nad tym zastanawiając, wypadało po prostu zamówić jakiś alkohol z górnej półki. Ledwie zrobił delikatnego łyka, a tajemnicza nieznajoma podniosła się z krzesła. Podeszła do baru, zapłaciła i wyszła. A jemu jakoś trudno było się z tym pogodzić. Tak po prostu, minęła jego stolik, nie mając pojęcia jak bardzo go dotknęła. Nigdy nikomu o tym nie opowiedział, nie raz chciał to wyrazić w wierszu, lub poetyckiej prozie. Niestety, wychodziły same gnioty, nienadające się nawet do szuflady. Kiedy skończył studia, został w Krakowie i pisał artykuły do różnych czasopism kulturalnych. W miarę mu się wiodło. Na imprezie u kolegi poznał Katarzynę, dwa lata młodszą, również jak on, dobrze zapowiadającą się dziennikarkę. Po trzech latach chodzenia ze sobą zdecydowali się na małżeństwo. Niestety po roku postanowili się rozejść. Oboje byli zbyt dużymi indywidualistami, by stworzyć trwały związek. Lata mijały, a on coraz bardziej utwierdzał się w tym, że nie chce mieć kolejnej Katarzyny, rodziny i tym podobnych rzeczy. Poświęcał się pracy, chociaż ludzie kultury przy bliższym poznaniu, coraz bardziej go denerwowali. Najczęściej pisał felietony, na temat jakiegoś literata, bądź malarza. Większość z nich była zadufana w sobie, uważając, że to właśnie on, tworzy nowy styl, który stanie się prawdziwą rewolucją. Z czasem zaczęło go to śmieszyć i w jego artykułach pojawiało się coraz więcej sarkazmu. W końcu się doigrał. Zeszyty Literackie i inne czasopisma kulturalne, zerwały z nim współpracę. Wiedział, że tak to się skończy, ale miał już dość zachwalania rozlazłej monotonii. Potrzebował świeżego oddechu, dusił się w klimacie nadętej bufonady o zapachu zjełczałego masła. Przez ponad dwa lata było mu ciężko, żeby jakoś przeżyć, pracował fizycznie, jako pomocnik murarza w kilku firmach budowlanych. Niestety kompletnie się do tego nie nadawał, nie tyle ze słabej wydolności fizycznej, co z niemożności słuchania robotniczych opowieści o weekendowych rekordach w piciu alkoholu i relacjach z otaczającym światem. Dużo lepiej było w hurtowni artykułów spożywczych, gdzie każdy robił swoje i nie było czasu na jakiekolwiek rozmowy. Niestety, to co dobre szybko się kończy i po półrocznej pracy, hurtownia upadła. Wreszcie udało mu się znaleźć pracę, w pewnym niszowym czasopiśmie literackim. Został redaktorem odpowiedzialnym za dział poezji. Młodzi twórcy byli dla niego wybawieniem, dzięki nim mógł oderwać się od intelektualnej nicości, towarzyszącej mu od kilku lat. Wielu z nich miało pewne braki warsztatowe, ale nadrabiało ciekawą formą i świeżością nowomowy. Uwielbiał z nimi dyskutować, słuchać jak odbierają świat, co dla nich jest ważne, a czego nie cierpią. Kilku takich zbuntowanych poetów udało mu się wypromować. Znowu czuł, że żyje i może swoją fascynacją literacką zarazić innych. Lata mijały coraz bardziej rozkwitał, zarówno jako poeta jaki i animator kultury, młodzież go uwielbiała. Co jakiś czas organizował spotkania dyskusyjno – literackie, w swoim mieszkaniu lub jakimś pubie. Nigdy nie żył tak intensywnie i z taką pasją. Młodzi ludzie dostarczali mu sporo energii, niestety on już nie był młody i niestety często o tym zapominał. Po jednej takiej imprezie, wracając do domu, wszystko w nim zaczęło pulsować. W pewnym momencie przewrócił się na chodnik i gdyby nie przechodnie, nie doczekałby jutra. W szpitalu zdiagnozowano lekki wylew, po dość intensywnej rehabilitacji, szybko doszedł do siebie i mógł wrócić do tego co robił. Niestety dwa lata później zaczął się skarżyć na bóle żołądka i po szczegółowych badaniach wydano wyrok śmierci. Musiał się z tym na szybko pogodzić. Na początku było takie: Mam jeszcze tyle do zrobienia. Kiedy jednak ból go przytłoczył, zrozumiał, że to koniec. Dotarło do niego, że był zdziwaczałym facetem. Stworzył jedynie mało zauważalny margines, dla niezrozumiałych fascynatów, o bardzo dziwacznej strukturze. Jedynie obraz młodej kobiety z przed lat, sprawiał, że umierał w towarzystwie tajemniczego piękna, które dotyka tylko bardzo wrażliwych, z czuciem głębokim, pozbawionym powierzchownych błysków.
-
Ciekawy wiersz, to taki pejzaż miasta, niby taki obcy a jednak to my.
-
@bazyl_prost No wiesz, wielkie słowo ze słów brzmi kiepsko, większość wymyśla od zera. Wydaje mi się, że nie wiesz jak ją tworzyć i coś tam sobie piszesz, każdy może, ale mnie to nie przekonuje, w Twoim przypadku równie dobrze można tworzyć zdania oznajmujące w stylu: co mi się podoba, co nie z czym się zgadzam z czym nie itd.
-
@bazyl_prost Ważne tematy poruszasz, ale to nie jest poezja, niestety dla mnie kiepskie.
-
@hollow man Dzięki za komentarz. @Berenika97 Dzięki za komentarz, dobrze czujesz.
-
nabój wyleciał z mojego brzucha trafiając prosto do lufy pistoletu czas się zatrzymał przestrzeń ruszyła świat się oddala zniknął pistolet powód przyczyna ja zostałem w oderwanej chwili nieprawdopodobieństwa
-
Ten wiersz jest zdecydowanie ciekawszy od reszty Twoich wierszy, prosty, ale fajny.
-
No cóż, po tylu komentarzach, dodam tylko, że podoba mi się.
-
@andrew Powiem szczerze, to prosty i naiwny tekst i kiepsko napisany np: co lustro wie o mnie co twoje o tobie, oczywiście, to jest przenośnia ale wyświechtana i kiepska. Sorry, ale ja tu widzę tylko grafomanię.
-
Bez zmartwychwstania
Gerber odpowiedział(a) na huzarc utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Hm... Mocny wiersz. -
Tak subtelnie a zarazem żywiołowo, erotycznie. Cóż... czasem na chwilę można poddać się żywiołowi i poczuć ten rodzaj głębi, który unosi. Ona była wodą a on brzegiem suchych plaż.
-
@Leszczym Dzięki.
-
@Berenika97 Dzięki za komentarz, dokładnie to chciałem przedstawić, co napisałaś w komentarzu.
-
czyste sumienie nie pasuje do brzmienia organów wewnętrznych dobre serce wydaje fałszywy dźwięk zagłuszając fakt o słabej wydolności oślizła wątroba ma w sobie coś z heavy metalu taki niski ton wewnętrznej harmonii dzięki niej mogę powiedzieć kiepsko tańczę ale mam piękne wnętrze
-
śmiertelna nieoznaczoność
Gerber odpowiedział(a) na Gerber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym No, to cieszy mnie to, dzięki za zainteresowanie. -
śmiertelna nieoznaczoność
Gerber odpowiedział(a) na Gerber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Dzięki za odwiedziny. -
śmiertelna nieoznaczoność
Gerber odpowiedział(a) na Gerber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar Dzięki za odwiedziny. -
tam, gdzie kończą się słowa
Gerber odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Cóż, po nieodwracalnej stracie można napisać tylko dobry wiersz. -
śmiertelna nieoznaczoność
Gerber odpowiedział(a) na Gerber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Bardzo dziękuję za komentarz, dokładnie opisałaś to, o co mi chodziło. -
śmiertelna nieoznaczoność
Gerber odpowiedział(a) na Gerber utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@huzarc Dzięki za komentarz. @Christine Cieszy mnie, że to dla Ciebie ważny wiersz. Dzięki za komentarz. -
ostatnio codziennie w telewizji oglądam śmierć widać wyraźnie jak w jednej chwili jest w wielu miejscach na raz śmierć w Ukrainie śmierć w Afryce śmierć w strefie Gazy można się przyjrzeć z bliska śmierć od kuli śmierć od bomby śmierć od zasad obojętnych na życie prędkość zasięg miejsce wszystko jest określone nie wiadomo jeszcze kto zmieni się w statystykę często wyłączam mówią telewizja kłamie chciałbym w to uwierzyć niestety śmierć nie jest kwestią wiary
-
Dobry wiersz, no bo wiesz, nic nie zdarza się nawet raz, bo nic to nic, ale wystarczy jeden zbieg okoliczności i wszystko może się zdarzyć.
-
Cóż, po tych komentarzach to tylko powiem, że dobry wiersz. Wiesz... kiedyś pewien fizyk powiedział, że fizyka to prosty przedmiot, bo jak ktoś w kogoś rzuci kamieniem, to łatwo obliczyć siłę, prędkość, gdzie lub na kogo spadnie. Tylko dlaczego go ktoś rzucił? Na to fizyka nie odpowiada, od tego są inne dziedziny nauki, ale nawet jak określą powód, to i tak są bezradne.
-
@Berenika97 Dzięki za komentarz. Cóż, wiedza nie daje szczęścia, ją się dźwiga, by na końcu powiedzieć: wiem, że nic nie wiem.
-
od pewnego czasu wszystko się skomplikowało zachód słońca przestał być zachodem księżyc udaje że świeci a niebo nie jest niebieskie światło stało się niejasne faluje tworząc masę prawdopodobnych zderzeń ponoć w podczerni można zobaczyć Boga grającego w kości a ja w takim świetle cóż... nie wierzę w nie wierzę bo nie wierzę i nic