poprawilem dziekuje. Co do trudnosci to zazwyczaj prosto pisze wiec i sens mozna zalapac chyba.
Co do bardzo osobisty to nie wiem o co chodzi :D ale milo cie goscic
Dzieki za korekte i pochawlnosci mialo byc odczuwalne wlasnie
dobra najpierw dostalas klapa bo jakos sie nie moglem wpasowac. Jednak przyszedlem dzisiaj ze swiezym spojrzeniem i musze powiedziec ze niczego sobie satyrka.
Wpychasz powoli w moje usta
iluzje złączonych dłoni na wieki
a ja nie potrafiąc się podnieść
ciągnę z nadzieją
że zmienią się w prawdę
Przyciągasz mocniej
tylko dla ciebie jestem
niestety nic nie trwa wiecznie
kolejny raz przełykam kłamstwa
niesmak pozostał na końcu języka
i słone słowo
Jakbym cos po japonsku czytal :D
Wzruszony kielich konwali
otworzył się na pieszczoty
więc zasiadł z trzepotem skrzydeł
piękny królewski motyl
w takt bicia wieży zegara
i ruchów powolnych wahadła
motyl łechtał swą trąbka
to co mu dała konwalia
Gdzieś uciekła mi iskierka
Za nią druga odleciała
Chociaż szukam wołam w ciszy
Nie odpowie nikt
Mimo smutku żalu czary
Wskrzesić magię chciałbym bardzo
Więc pod nosem znów uparcie
Hej kolęda kooolęda
I po chwili się rozjaśnia
Jak z krzemienia iskry sypią
Teraz głośniej i odważniej
Zawtórują dwa chochliki
Płomień świąt rozgrzewa raźno
I wypełnia stare strzechy
Póki śpiewam tę koledę
będą przy mnie wiecznie żywi
od czarodzieja z Oz kolorów tęczę
ssij zielony, gryź niebieski
z czerwonym czekaj godzinę
by wreszcie
mieć uśmiech zgodny z ISO
i odpowiednią chemię
w świecie heheszków
możesz być jedynie
Radosny
Fakt można ominąć moich mam moje i wyjdzie jeszcze lepiej jeśli chodzi o niedopowiedzenia ale może zgubić sie podmiot liryczny. W nim dzięki tym zaimkom odkrywam czuła wrażliwą kobietę.
Chociaż życie próbuje inaczej
Ja nie pękam nie peniam nie płaczę
Tylko łapie promyki z dnia na dzień
A gdy noc mi nieboskłon przesłoni
Choć igliwo ukłuje zaboli
Ja nie pęknę
Nie potrafię żyć obojętnie
A ja wiersze piszę cięgiem
Wyobraźnia plecie słowa
Podmiot, zwrotki sam poprawi
Kiedy zaśnie moja głowa
Nie ma czasu na wzdychanie
Na kolejny kubek kawy
Nie odrywam pióra przecież
Kiedy z żył płynie atrament
Podpowiedz w co mam wierzyć
Wśród tylu różnych prawd
Czy słowa mogą zmienić
Tych kilkanaście lat
A może lepiej w ciszy
Popatrzę w twoją twarz
I oczu smutne rysy
Czy jeszcze znajdę nas