Andrzej_Wojnowski
Użytkownicy-
Postów
3 546 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
39
Treść opublikowana przez Andrzej_Wojnowski
-
@violetta Dwoje ludzi jak motyle — lekkie, jaskrawe i rozpuszczone w ciepłym, letnim zachwycie. Pozdr.
-
Wiatr słoneczny
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Lidia Maria Concertina utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lidia Maria Concertina Fajny obraz egzystencjalnej pustki. Pozdr. -
Inne spojrzenie
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Nata_Kruk utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Nata_Kruk Czas nie płynie — czas krąży, wraca, przysiada na powiekach i nie daje zasnąć. Pozdr. -
Poza rymem
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 „Pomiędzy” — między słowem a ciałem, między kropką a oddechem. Pozdrawiam -
Tłum to tylko pusty hałas, co zagłusza każdą prawdę, Głośno krzyczy cudzym głosem i uważa, że ma rację. Słowa biją w zimne ściany Nic nie znaczą, nic nie ważą Karmią głodne serca ludzi co nie mają własnych marzeń Ja wybrałem inną drogę, mam od lat własne demony, które powracają nocą, nawet gdy są nieproszone Tłum jest dla mnie już za głośny i ta pewność - aż do bólu, a samotność cicho milczy i mi nie sprzedaje złudzeń. Lepiej iść samemu w nocy, zamiast w słońcu biec jak tłum, lepiej słuchać własnych strachów a nie cudzych pustych słów. Prawda mówi tylko szeptem, jej nie słyszy głośny świat, W ciszy słucha się najlepiej - trzeba tylko ciszę znać.
-
Życzenia dla przyjaciela
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 @tie-break @Rafael Marius Dziękuję za komentarze. Życzenia były dla tego łysego co śpiewa. Słodki Całus od Buby - Blues rybaka @ YAPA 2013 Pozdrawiam -
@infelia Czas jest naszym największym tyranem, nawet kiedy jest tylko budzikiem na szafce. Pozdrawiam
-
Oddech za oddechem
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na tie-break utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@tie-break Budowanie bliskości po zamarznięciu relacji. Nieźle Ci to wyszło. Pozdr. -
@huzarc „Skalpel i narkoza.” Bardzo dobre domknięcie, bo jest dwuznaczne. Pozdr.
-
Zamiast słów
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Czyta się z przyjemnością. Oszczędny wiersz o miłości rozumianej nie jako deklaracja. Pozdrawiam -
Życzenia dla przyjaciela
Andrzej_Wojnowski opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dziś kolejne urodziny warto złożyć Ci życzenia nie ukrywam - jesteś dziwny ale ty się już nie zmieniaj dużo z dziecka w każdym calu takich jak Ty jest nas wielu jedno życie to za mało żeby w końcu dojść do celu i dlatego Cię rozumiem życzę, żebyś wreszcie znalazł to, co błędny rycerz szuka niepoświęconego Graala niech Ci drogi się prostują choć kręciły się bez mapy sny się nie dewaluują i nie toną w pustej szklance niech Ci starczy wiary w ludzi trochę szczęścia, trochę czasu i niech w duszę ciągle budzi światło wolne od hałasu -
Cisza rośnie
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Kwiatuszek Dziękuję za komentarz. Zgadzam się - relacje nie składają się wyłącznie z motylków, a cisza potrafi być momentem do myślenia i zmiany. Pozdrawiam serdecznie. -
Płatność
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Dobra ironia i trafna metafora relacji jako „transakcji”, z ciekawym odwróceniem w finale. Pozdrawiam -
@Gosława Czytam to w kluczu tokarczukowskim: codzienność jako metafora pionu, ciche przejście między tym, co zwykłe, a tym, co istotne. Czytam z przyjemnością. Pozdrawiam
-
Cisza rośnie
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Stary_Kredens Dziękuję, cieszę się, że to „drugie dno” zostało zauważone. Pozdrawiam serdecznie. -
a co?
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Stary_Kredens utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Stary_Kredens Lubię taką zwyczajność - bez patosu, bez ambicji, z wyczuwalnym dystansem. Bardzo cichy, a przez to wyrazisty tekst. Pozdrawiam -
Cisza rośnie
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Papierowy Lis Dziękuję za uważne czytanie i dobre słowo. Miło, że tekst został odebrany właśnie w tej chłodnej, delikatnej tonacji - dokładnie o to chodziło. Pozdrawiam serdecznie. @Charismafilos Dziękuję, cieszę się, że trafiło. Pozdrawiam. @bazyl_prost Ten etap mam już za sobą - syn 26, córka 21 🙂 Teraz raczej czas na wiersze. Pozdrawiam. @Marek.zak1 Myślę podobnie. Dziękuję za to dopowiedzenie. Pozdrawiam serdecznie. -
Obiecałaś, że do końca - że po grób, dwa oddechy, zawsze razem uczuć cud, wspólne cele, ciągle głośno, u stóp świat lecz po latach coś nie poszło - mamy pat cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje wieczorami, każde gaśnie w swym pokoju Bardzo często, powtarzałaś to ma sens a dziś milczysz, czy to koniec, czy to kres jeszcze wczoraj, nam wystarczył jeden znak dzisiaj rzadko twoje usta szepczą tak cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje wieczorami, każde gaśnie w swym pokoju Na zakręcie, nagle zgubił się nasz ślad niby razem, ale to nie tamta gra w Twoich oczach, coraz częściej widzę chłód chcę go stopić – nie wychodzi – pusty trud cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje po omacku, szukam Ciebie w swym pokoju
-
Porcelanowy związek
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Bardzo celny dialog o miłości, która zamienia się w układ funkcjonalny. Metafory codziennych przedmiotów świetnie obnażają emocjonalną asymetrię, a zakończenie boli swoją prostotą. -
przebłyski na skraju nocy
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Sylwester_Lasota Wiersz o wyraźnym romantycznym nerwie - bliżej mu do Mickiewicza niż do współczesnej ironii. Jest tu wizja zbiorowego obłędu, pochodu ku przepaści, w której jednostka traci twarz i życie jeszcze przed upadkiem. Bardzo mocne są obrazy „upiornej mary człowieczej” i tłumu podobnych postaci - działają jak moralitet, nie reportaż. Rytm i rymy nadają całości balladową, niemal apokaliptyczną tonację. Finał celny i gorzki: to nie śmierć jest tu tragedią, lecz fakt, że człowiek już wcześniej przestał być żywy. Wiersz ciężki, mroczny, konsekwentny - niepokojąco aktualny. Takie bardzo lubię. -
Pamiętanie
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Ten wiersz boli w ciszy. Zostaje poczucie, że pamięć może być wygodnym grobem dla tego, co kiedyś żyło. Przeczytałem z przyjemnością. -
Wodo_spady
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Nata_Kruk utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Nata_Kruk Czytam to jak zapis zmęczenia światem i jego powtórkami. Dużo tu prawdy o tym, jak czas potrafi przytłoczyć. Dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam -
korpo day
Andrzej_Wojnowski odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 To nie reportaż z HR, tylko piosenka 🙂 Dobrze wiedzieć, że są korporacje z happy endem. Ta z tekstu jest raczej z czasów „przed zmianą na lepsze”. Pozdrawiam! -
Jak co dzień rano szybki bieg Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko Zaciskasz zęby marszczysz twarz Bo przecież kredyt trzeba spłacić Trudno ci teraz zmieniać pracę Nie chcesz bez premii kolejny raz O ileż kurwa można tak Wstawać i wracać - dzień za dniem I nie mieć siły na długi sen I pytać, czy ja jestem tłem A w biurze znów codzienny syf Ktoś łapie plusy, lecz nie ty Bo ty masz w dupie integracje Bo tobie dziecko w domu płacze Bo ty masz żonę trójkę dzieci Korpo nie widzi takich rzeczy W korpo się liczy uśmiech, gest Wynik tu najważniejszy jest Ty robisz swoje, jak ten wół Co ciągnie w polu ciężki pług Nikt nie dziękuje, nikt nie spyta Marzysz o nocy, noc też zimna A kiedy wracasz - miasto śpi Latarnie świecą jakby łzy Na klatce schody - wciąż pod górę Dasz radę - silną masz naturę A jutro znowu będziesz biec Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko
-
Rok 1990 był dla mnie rokiem powtórek. Nie z historii - z życia. Po raz drugi byłem studentem trzeciego roku Technologii Żywności na ART w Olsztynie. Dlaczego po raz drugi? Powiedzmy delikatnie: brak zaliczenia. Nie pierwszy urlop dziekański, nie pierwsza uczelnia i - co ważne - nie pierwsza porażka, która wcale nie bolała. Ten temat przerabiałem już wcześniej na Politechnice Gdańskiej. Tam również okazało się, że świat akademicki nie zawsze jest gotowy na studenta, który: - zadaje pytania nie w porę i za często ma własne zdanie - czasami mówi je głośno - na zajęciach zawsze zmęczony po nieprzespanej nocy - namiętnie gra w brydża i nie umie pogodzić tej pasji z nauką Nie rozpaczałem. Transformacja ustrojowa dopiero się rozkręcała, a ja odkryłem, że życie poza planem studiów bywa znacznie ciekawsze. Od kilku lat w wakacje jeździłem do Szwecji na zbieractwo – ogórki, truskawki, cokolwiek rosło i dawało się zebrać. Dzięki temu: - miałem pieniądze, - miałem niezależność, - mogłem studiować długo, - pyskować prowadzącym, kiedy uznałem to za stosowne. Tym razem pyskowanie skończyło się urlopem dziekańskim. I bardzo dobrze. Bo dzięki temu trafiłem do Wiednia. Piękne miasto. Trafiłem tam na kilka godzin, ale było warto. Pierwsza połowa lat 90. to był osobny ekosystem. Gospodarka niedoboru właśnie się kończyła, a gospodarka „kombinowana” dopiero zaczynała. Popyt na zachodnie drobiazgi był gigantyczny: - kalkulator z napisem po niemiecku, - długopis, który „inaczej pisze”, - zegarek Casio (najlepiej z melodyjką), - walkman, - cokolwiek, co pachniało Zachodem. Autokary zaczęły kursować jak pszczoły do rzepaku. Austria była wtedy El Dorado drobnicy. Koledzy z Politechniki Gdańskiej – tej samej, którą parę lat wcześniej opuściłem w atmosferze umiarkowanego niezrozumienia – właśnie jechali do Austrii na handel. Była na to moda. A ja, wolny student z wolnym rokiem, dołączyłem bez wahania. Ekipa była absolutnie reprezentatywna dla epoki. Mieliśmy: - studenta PG Wojciecha zwanego Zabiegiem, - pracownika naukowego PG Leszka D., ksywa Dębula, - Włodka W. – pracownika administracyjnego PG, - Stefano – wschodzącą gwiazdę firmy spedycyjnej Hartwig, - Prezesa – sklepikarza z Pruszcza Gdańskiego, - i mnie – Fonicza – studenta ART. Na urlopie dziekańskim. Dlaczego Fonicz? To nie było przypadkowe. I wcale nie chodziło o żadną fonetykę ani technikę. Ksywa przyszła z literatury. A dokładniej z książki Siergieja Piaseckiego „Kochankowie Wielkiej Niedźwiedzicy” – tej prawdziwej, nieocenzurowanej, z drugiego obiegu, wydanej przez paryską „Kulturę”. Miałem dostęp do takiej literatury i – jak to bywa z rzeczami zakazanymi – pożyczałem ją przyjaciołom. Jednym z bohaterów tej książki jest Miszka Zubow, zwany Foniczem – oficer Armii Czerwonej, człowiek wyjątkowo ograniczony, ideologicznie nabuzowany i kompletnie pozbawiony autorefleksji. Postać karykaturalna, ale przez to niezwykle prawdziwa. A książka, będąca jego wspomnieniami zaczyna się mocnym uderzeniem. „Noc była ciemna jak sumienie faszysty, jak polityka polskiego pana i amerykańskiego imperialisty…” Mój kolega z ogólniaka, z którym zacząłem studia na PG, znany pod pseudonimem Syfaks, uznał najwyraźniej, że to świetny materiał do złośliwości. I któregoś dnia, nazwał mnie Foniczem. Dlaczego? Syfaks był moim przyjacielem, ale – jak to bywa w przyjaźniach młodzieńczych – czasem przesadzał. Podczas pewnej akademickiej imprezy jego przesada osiągnęła poziom krytyczny, więc obiłem mu mordę. Może, to była jego zemsta. Ksywa została, a my byliśmy dalej przyjaciółmi. I tak Fonicz – zamiast sowieckiego oficera z książki Piaseckiego – pojechał po latach do Wiednia autokarem pełnym Polaków, kalkulatorów i długopisów, handlując Zachodem w wersji kieszonkowej. Towarzystwo doborowe, negocjacyjne, odporne na stres i umiarkowanie odporne na alkohol. Autokar ruszył nocą. A noc była długa. Dojechaliśmy do Cieszyna. Odprawa graniczna trwała długo. To było oczywiste. Więc wyskoczyłem „na jedno piwo”. Czeskie. Dobre. Zimne. Jedno zamieniło się w trzy. Czwarte już się czaiło, ale wtedy pojawił się Hoło. Mariusz H., zwany Hołem – człowiek o parametrach fizycznych z górnych widełek: - prawie dwa metry wzrostu, - długie ramiona, - masa argumentów. Dowiedziałem się później, że autobus chciał odjechać beze mnie. Ale Hoło: - zabrał kierowcy kluczyki, - oznajmił spokojnie: „Bez Fonicza nie jedziemy.” Nie było kluczyków zapasowych. Był protest kierowcy. Było poparcie pasażerów (w większości już lekko wstawionych). Demokracja bezpośrednia wygrała. Hoło znalazł mnie w barze. Nie miał pretensji. Wypiliśmy po piwie. Ja czwarte. I wróciliśmy do autobusu. Transformacja ruszyła dalej. Dojechaliśmy do Wiednia nad ranem. Trzy godziny snu na parkingu. Trzy godziny trzeźwienia. I sygnał do ataku. To nie była odsiecz wiedeńska. To było zdobycie Wiednia. Horda skacowanych Polaków ruszyła na sklepy. Pierwszy bastion: Mariahilfer Straße. Największa, najtańsza, najbardziej przygotowana na najazd ze Wschodu: - elektronika, - artykuły biurowe, - zegarki, - kalkulatory, - długopisy. Sprzedawcy mówili łamaną polszczyzną. My mówiliśmy łamaną niemczyzną. Wszyscy się rozumieli. Kupowało się zestawy legendarne: - kalkulator + długopis, - czasem zegarek, - czasem rajstopy, - czasem kosmetyki. Łatwe do przewiezienia. Łatwe do sprzedania. Symbol Zachodu w plastikowym opakowaniu. Po napełnieniu plecaków wataha polskich husarzy wróciła do autobusu. Ja również - z pełnym plecakiem i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Jako miłośnik piwa czeskiego kupiłem je w sklepie obok. Tak na wszelki wypadek. Nie chciałem, żeby Hoło znów musiał kierować ruchem. Autokar ruszył na północ. A ja wiedziałem jedno: ten rok akademicki może i był stracony w indeksie, ale zyskałem coś znacznie cenniejszego. Doświadczenie. Historię. I świadomość, że w życiu czasem wystarczy kalkulator, długopis i dobry kolega z dużymi ramionami, żeby wyjść na swoje.
-
2