Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'rany' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 4 wyniki

  1. Tutaj nie można łowić. Więc może Pan zostawić w torbie swoje wędki i przynęty. Tak te sztuczne jak i naturalne. Żywe i martwe. W tej rzece jest tyle zbyt cennych ryb, nie można ich brutalnie schwytać na haczyk, wyrwać z błękitnej, czystej toni. Z ich uporządkowanego, rybiego, podwodnego świata. To nieludzkie. Polować na bezbronnych. Najlepiej jeśli w ogóle pan odejdzie. Ale ja nie jestem wędkarzem. Siadam nad brzegiem jedynie po to by odpocząć w cieniu drzew, by zastanowić się nad sobą i życiem. Wyborami na które i tak nie mam wpływu. Czasami przeklinam los. Wyrzutka i odszczepieńca. Dziwne, że w ogóle mnie zauważono, bo najczęściej omija się mnie jak śmiecia. Krzywią się twarze przechodniów, jestem zrównany do roli ciemnych zaułków najgorszych, miejskich ulic. Śmierdzących od pijackich posiedzeń. Zanieczyszczonych workami zgniłych resztek, pudłami pustymi jak oczy bezdomnych, którzy leżą na tej upodlonej nędzą włości, błagając o łyk wódki, działkę lub śmierć. Deszcz pada mi na głowę, lecz nie zmywa za sobą grzechu człowieczeństwa. Grzmoty biją wokół mnie, gdy ledwie żyw sunę pod most by rozpalić zamokniętymi zapałkami choć jeden płomyk nadziei. Płomień opala mi palce. A ja widzę w jego wnętrzu dom. Nie ten, który niegdyś miałem. Klatkę dysfunkcji. Pijaństwa, przemocy i zimnej obojętności. A prawdziwy. Poczęty we śnie. Otoczony miłością i zrozumieniem. Spokojną rozmową i wsparciem. A potem uświadamiam sobie, że to było tylko złudzenie. Znów przespałem noc. I nastał już koszmar dnia. Zmarnowanego życia. To kim pan wreszcie jest? Jestem nikim. Poetą. Wspomnieniem. Moją wędką są długopis i zeszyt. Przynętą wiersze. Wie Pan jak to jest. Wędka z marchewką u końca sznurka. Lecz ja muszę i zawsze chciałem być sam. Tak jak tu nad rzeką. Lecz widzi Pan, trawi mnie choroba umysłu i duszy. Jej nieuleczalnym objawem jest wena. Stąd te wszystkie nieplanowane przynęty na ludzi, którzy jeszcze potrafią współodczuwać. Da pan wiarę, że nie miałem w życiu innej kobiety niż poetki? Uzależniam je. A one mnie. Niszczymy się wierszami nawzajem. Tniemy się słowem. Trujemy rymem. A celem naszym nie jest miłość a wolność. A potem gdy wizję naszych dzieł się bezpowrotnie rozchodzą. To wracam pod most, na ławkę czy do noclegowni. I piszę znów. Nie z potrzeby wyrzucenia z siebie uczuć a z choroby umysłu. Przekleństwa poetyckiego. Nieznajomy wskazał kogoś na ścieżce opodal bulwaru. Ta panna przysłuchuję się nam i patrzy na pana jak w obrazek. Wygląda jak śmierć. Przyszła wreszcie po pana. Wiele już podobnych śmierci przeżyłem. Obawiam się za każdym razem, nie lądując finalnie w kostnicy, że jestem nieśmiertelny, bo nie umrze z miłości ten co w nią nie wierzy. Jeśli nie wierzyć w demony to one nie mogą nas opętać. A ona, wierzy i w miłość i w demony. Zakochała się w demonicznej postaci poety. Tak naprawdę kocha jego wiersze nie ciało. Bo ciała nie ma. Jest tylko wspomnienie. I rany na kartkach zadane długopisem. Uzależniły ją. Stygmatyzują ją, każda z osobna pod postacią blizn na przegubach. https://youtu.be/1YhR5UfaAzM?si=tEM4iH2L9oX92HPT
  2. Nie pozwól by krzywdy, które ci zadano, puściły korzenie i wżarły się w serce, bo wówczas chodzącą pozostaniesz raną i słodkich owoców nie wydasz już więcej. Te krzywdy, co spadły na ciebie jak ciernie rozpoznaj i przyjmij a potem pożegnaj, za sobą stań murem i kochaj najwierniej a łaski potrzebne u Boga wyjednaj.
  3. Pozostawiłeś mnie z wiarą że przeżyje, Teraz poszukuję cię z nadzieją że żyjesz. Biorę garść gwiazd które rzuciłeś na ciemne niebo, I chowam je dla siebie aby nie zapomnieć tego. Pozostawiłeś mnie z nadzieją że wrócisz, A ja martwiłam się że życie sobie skrócisz. Idę drogą życia którą wspólnie wytoczyliśmy, Jednak razem do celu dojść nie mogliśmy. Pozostawiłeś mnie z myślą że nie wrócisz, A teraz modle się że z głębokiego snu się zbudzisz. Widzę jak twe ciało znika pod gruzami, Tę tragedię wciąż mam przed oczami. Pozostawiając mnie zmarła w sekundę moja nadzieja, A teraz nie mam dość nadziei że życie się moje znów poskleja. Z ranami twe ciało pozostawię w pamięci, Teraz moje serce nosi większe rany po twej śmierci.
  4. Ukryta pod maską odwaga, nadmiernie okazana brawura, Umysł rześki i trzeźwy, dusza jednak niczym truchło, Pusta, martwa, bezdźwięczna i szara. Idąc przez morze krwi, biegnąc przez kolumny ciał, Leżąc wśród poległych i rannych, drążącymi dłońmi Chwytasz za broń. I jakby licząc na zbawienie, wychylasz się, płacząc. Posyłasz morze łez Srebrnych i błyszczących, za niego, za nią, za nich. W końcu sam padasz Zostałeś już przekreślony przez los. I jedynie odbijające się w szkiełku oka promienie słońca, Niosą szansę na jasną przyszłość.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...