Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'bohater' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 4 wyniki

  1. Nie wiedziałem, że jesteś kuloodporny. Ja też nie. Ale widać mam grubą skórę i co ważniejsze głowę na karku. Nie wychylam jej bez potrzeby. Tętnica jest cała. Rana jest dość płytka. To bardziej szrama. Odkażę ją spirytusem. Zaciśnij zęby. Poczułem najpierw silną i gryzącą woń alkoholu a potem płomienny ból po zewnętrznej stronie uda. Nie zacisnąłem zębów. Przeciwnie, wylał się zza nich potok urągań i przekleństw na matkę, babkę i ojca medyka. Sam musiałem się znieczulić, więc pociągnąłem zdrowo z bukłaka. Wino jak ciemna krew, polało mi się z ust na rudą brodę z niej na pancerz i dalej ku klepisku pracowni alchemika. Otarłem się rękawem i splunąłem pod nogi. Trzeba szyć? Nie. Ale zostanie solidna blizna po zrośnięciu. Demony wypaliły Ci swój znak. Kula była bez wątpienia zatruta jakimś pradawnym, piekielnym zaklęciem. Z wiekiem straciłem nie tylko masę sił i refleks. Najgorsze, że utraciłem protekcję Najwyższych. Teraz jestem persona non grata zarówno na górze jak i na dole. A i na ziemi mało kto jest na tyle odważny, bądź prędzej szalony by spojrzeć mi w oczy. Nie mówiąc o rozmowie czy podaniu ręki. Przecież jesteś jak pradawna, zaginiona arka, nikt bez poniesienia śmiertelnych konsekwencji nie może Cię dotknąć. Czyżby? Właśnie przemywałeś mi rany, gołymi rękoma a na przywitanie uściskaliśmy się jak bracia. Alchemik wybuchł nerwowym chichotem. Przecież to Ty sam przybyłeś do mnie po pomoc. Zresztą wiesz jak jest. Znamy się od tysięcy lat. Niełatwo zrobić mi krzywdę. Nie twierdzę, że jestem nieśmiertelny. Ale moc kamienia wystarcza bym tak się czuł. Wiem, wiem. Mógłbym wyrwać Ci łeb. Rozczłąkować ciało toporem, wyciąć jajca i wsadzić je psu do gęby a Ty i tak złożyłbyś się po chwili niczym dziecinna układanka do kupy. Cholerna, filozoficzna esencja. I pomyśleć, że byłem tak głupi, że podwędziłem Ci kiedyś fiolkę i wypiłem z nadzieją, że nigdy nie umrę. Cóż… podziałało. Całkiem przystojny z Ciebie kawaler jak na przeżyte lata. Choć wiemy, że nawet pył z Ciebie nie powinien już nawet istnieć. Mało tego, imię powinno przepaść w odmętach wieków. A Ty nadal w świetnej formie. Pijesz, bijesz, gwałcisz i mordujesz. Wszystkich jak leci. Twój miecz i honor służy temu akurat, kto ma zasobniejszą kiesę w danej chwili. Gorzej gdy pieniędzy niestatek a Ty zarzucasz podwojenie kwoty. Wtedy przemawia przez Ciebie tylko śmierć. Tylko ją kochasz i jej służysz. Dlatego ostatnio dostajesz bęcki od każdego klanu, królestwa czy związku państw. A nawet Najwyższych. Fakt, że niewiele mogą zrobić, ot kilka blizn magicznych na Twej muskularnej posturze niedźwiedzia. Nie powinni się wtrącać, już nie jestem ich dzieckiem. Dziwisz się im? Stworzyli Cię po to byś udał się do raju i zabił węża nagabującego pierworodnych do grzechu a Ty wszedłeś z nim w spółkę, wymordowałeś wszystkich mężczyzn i w nagrodę przygarnąłeś sobie kobiety. Stąd wszyscy są teraz Twoimi potomkami. Stąd w genach ludzi chęć mordu, przemocy i wojny. To nigdy się nie skończy. Tak jak Twoje życie. A mimo to Najwyżsi przebaczyli Ci i od czasu do czasu mają dla Ciebie jakąś robótkę. Szaleńcy. Lepiej polej mi wina. Zostanę u Ciebie kilka dni. Aż rany się zasklepią. Cynowy puchar z trunkiem znalazł się w mojej prawicy. Przepiłem kilka podobnych rzędem. Alchemik opowiadał o ostatnich wieściach i plotkach w księstwie. Zrobiło się dość błogo i sennie. Czas płynął a ja raczyłem się wyśmienitym winem. Obudziło mnie walenie do drzwi. Zerwałem się z łóżka. Widać udało mi się do niego jakoś dotrzeć. Topór miałem w gotowości. W drugiej ręce połyskiwał krótki i wąski sztylet. Alchemika nigdzie nie było. Zostawił mnie? Zdradził? A może to on się dobijał? Pociągnąłem za zasuwę tak mocno jak tylko mogłem. Drzwi wręcz przefrunęły tą krótką odległość. Gotowy do zadania cięcia wychynąłem do wąskiej gardzieli porannego światła. To nie był alchemik. Nie był to strażnik, żołnierz gwardii, najemnik ani wynajęty zabójca. Była to dziewka, lecz nie taka pierwsza lepsza dorodna dziewoja spod bazarowego kramu czy miejskiej studni. Nie księżna i nie murwa. Choć to ostatnie byłoby najbliższe prawdzie. Bo spotkanie takiej jak ona było gorsze od zarażenia się syfilisem. A z pewnością równie śmiertelne dla kochanka. Był to demon w najpiękniejszej, nieludzko idealnej skórze. Kamuflaż był jej sidłami, które nie miały w zwyczaju wypuszczać ofiary bez uprzedniego zatracenia w szaleństwie i obłąkańczo, okrutnej śmierci. Angelisy były pełne pożądania. Niestety równie silnej pogardy, zemsty i chęci mordu. A ta była, sądząc po masce jaką przywdziała. Przeznaczona mi i tylko mi. Miała długie, opalizujące, czarne jak grudniowa noc włosy sięgające bioder. Piersi małe acz jędrne, ukryte pod ciasnym gorsetem sukni. Była wysoka i szczupła o talii gładkiej i symetrycznie wydłużonej. Stalowo, błękitne oczy. Idealnie zimne i bez wyrazu, przeszywały spojrzeniem lodowatej grozy. Ciemne piegi pod nimi i ledwie zaróżowione usta pozbawione jakby wystarczającej ilości krwi budziły dzikie pożądanie. Jej głos jedynie zdradzał nieludzkie pochodzenie. Był twardy, władczy, lekko ochrypły i zupełnie pozbawiony emocji. Najwyżsi wzywają Cię na audiencję. Zapewne zlecą Ci jakieś nowe zadanie. Mam obowiązek sprowadzić Cię do Raju. Angelisy władają szczególnie okrutną, demoniczną magią, której my mężczyźni nie możemy się oprzeć. Mi również jej wpływ mieszał delikatnie zmysły. Choć widywałem te demony często to jednak i ja musiałem się wreszcie złamać i ponieść zwierzęcemu instynktowi. Z dwuznacznym uśmieszkiem objąłem ją wzrokiem i nonszalancko dodałem. Wejdź demonie i rozgość się. Wszystko w swoim czasie. Pójdę do Raju za Tobą, jeśli Ty sprawisz staremu wojownikowi nieopisaną radość i udasz się ze mną na górę. Obiecuję, że nie spadnie Ci włos z głowy i nie uszkodzę tego ponętnego ciała ostrzem broni. Ale pozwól, że to najpierw ja zaprowadzę Cię do Raju i to nie raz i nie dwa. Akurat my mamy całą wieczność. Oddasz mi się posłusznie a pójdę i za Tobą na śmierć. Spełnię fantazję którymi mnie kusisz a potem przekażesz mnie Najwyższym. Przeczuwała taki obrót spraw. Gardziła męska, prostą chucią. Ale wiedziała że droga do Raju w tym przypadku wiedzie jedynie przez łoże. A ona zawsze wykonywała rozkazy. I zamierzała sprowadzić go do celu. Nie bacząc na cenę oddania. Postąpiła przed nim na schody a potem do alkowy. Niedługo potem ciche domostwo wypełniło się jej jękami i krzykiem. Zamierzałem dokładnie wykorzystać prezent od Najwyższych. Mając z tyłu głowy jedynie to by Alchemik nie wracał zbyt szybko stamtąd gdzie przebywał. A Bogowie, byli zmuszeni zaczekać na swego krwawego wybawcę.
  2. To wszystko zbyt boli. Cierpienie uszlachetnia, Ale nie pytał mnie nikt o zdanie, Czy chcę być chamem, czy panem. Commedia dell’arte przednia. Tylko szkoda, że nikt nie chce mojej roli. Smok, który zjada bohatera, Okazał się prawdziwy. Widownia szaleje, A bohater płacze i się śmieje, Mimo krzywdy, Bo też chciał zarobić na obiad teraz. Ot, i takie dzieją się dzieje.
  3. atramentowysmok

    Heros

    *** Pewien dzielny rycerz z Żelazowej Woli, miał tajemną klapę na tyłach swej zbroi, wszyscy się dziwili, na głos zeń szydzili, on jeden z rycerzy sraczki się nie boi. ***
  4. Czcij bohaterów, którzy oddali Krew pieśni swoją co wołali, "Wygramy bój, wygramy bój, Nie pójdzie na marne syn twój!" Ciemność goni ich, Nie oszczędza los, Ktoś zadać może ostateczny cios. Czcij bohatera, pana uwielbienia, Męża narodu i syna cierpienia. Miecz zakrwawiony, głowa wciąż w chmurach, Usłyszą o nim nawet w wielkich górach. Wino, chwała, sekrety i kochanki, To dla tych co staną z wrogiem w szranki. Zawzięci i uparci, Bardziej niż siebie, Bronią dusze tych co dawno są w niebie. Czcij bohatera, pana uwielbienia, Męża narodu i syna cierpienia. Być herosem gotowym na rzeź, Wolności, dobra dla wszystkich chcieć. Żyć na zawsze jako historia, To jest właśnie Twoja wiktoria! Strach duże oczy ma, Lecz kruszy go jak zimowa kra. Czerwienią splamione zwycięstwo, Oto jest właśnie jego męstwo. Tłumy idą za nim, Nie wybaczą mu tych win. Słodycz się wylała, A ona zawołała, Najpiękniejsze imię...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...