Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Pisarzowiczka

Użytkownicy
  • Postów

    47
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Pisarzowiczka

  1. @Le-sław bajki swego czasu też pisałam, może do tego wrócę... W każdym razie takie na pewno czuję przypływ motywacji, czytając taki komentarz! :)
  2. @Le-sław dziękuję za rady, na pewno to przemyślę i wezmę pod uwagę! :D
  3. @Le-sław @Leszczym bardzo dziękuję!!!
  4. @Le-sław Dziękuję! Kiedyś już próbowałam, wydawcy mnie nie chcą. :( Może pokuszę się na napisanie nowej serii wierszy, trzeba próbować do skutku.
  5. @Le-sław temat człowieczeństwa i dehumanizacji, zwłaszcza w erze sztucznej inteligencji, jest bardzo na czasie, ale to temat aktualny od wieków. Tym bardziej mnie zaciekawił przykład z tej wojny, daje do myślenia...
  6. @Le-sław dziękuję, tak lubię pisać najbardziej :)
  7. @Le-sław dziękuję, cieszę się! :D
  8. @huzarc ano właśnie, chwilowa ulga na niewiele się zda, niestety...
  9. Bardzo ładnie ujęte w słowach. :)
  10. Świetny wiersz!
  11. Siadłam z trudem przy jeziorze, cała mokra już od potu, i topiłam się w ferworze lepkich myśli, skutych w tłoku. Głośno, duszno… Tonę w sobie! Odpływałam – wodna zmora. Nie chcąc skończyć w ciemnym grobie, wpełzłam ciężko do jeziora. Na dnie, w głębi, odetchęłam. Chaos spłynął z mego ciała. Leżąc w ciszy, pustki pełna, swoje myśli przelewałam. Zlały się te troski z wodą, oczyszczając ranną duszę Lecz co zrobić z tą swobodą, skoro na brzeg znów wyjść muszę?
  12. @Jacek_Suchowicz pięknie ujęte! @Alicja_Wysocka ano właśnie :) @vioara stelelor tak, to właśnie taki motyw włóczęgi, błądzenia, by poznać siebie, dla mnie również to interesujący temat. Zaciekawiło mnie nawiązanie do Rimbauda, aż sobie odświeżyłam ten wiersz. :) Dziękuję wszystkim za komentarze!
  13. Miałam dosyć. Wyszłam z siebie. Zostawiłam tam kukiełkę – niech jak zwykle w piasku grzebie – i wybyłam w miasto wielkie. Zagubiona w tym chaosie, przez labirynt szłam uliczek. Płacz, ból, wrzaski, głos na głosie. Swych upadków już nie zliczę. Po miesiącach trzech błądzenia odnalazłam w końcu drogę. Prosta, jasna. Brak zwątpienia. Wrócić więc do siebie mogę. Znów znalazłam się w kukiełce; już nie jako obserwator, tylko czynne kukły serce, z głową ciężką, lecz bogatą.
  14. Dziękuję wszystkim za opinie! Wiersz miał być trochę niepokojący, a trochę wzbudzający refleksję... :)
  15. Alex do wojska czuł powołanie. Trzeba się bronić – czasy wątpliwe. Gdy wyszkolonym wojem się stanie, wróci pewniejszy, z nowym paliwem. Tak się złożyło, że go przyjęli do całkiem nowej, ważnej jednostki. Włosy zgolone, mundury w bieli, rękaw obcisły, spodnie do kostki. Trening od piątej aż do wieczora. Alex wciąż ćwiczył, strzały oddawał i chociaż padał, gdy przyszła pora, rad był, że co dzień rośnie mu wprawa. Gdy się dowiedział o nowym planie, nie mógł poradzić sobie z dreszczami. Nie miał pojęcia, że mordowanie przyjdzie mu ćwiczyć z androidami. Bał się niezmiernie, bo te roboty były najnowszej wręcz generacji – niemal jak ludzie. Nie miał ochoty czynić tak chłodnej eksterminacji. Wszczęli ćwiczenia na poligonie. Szwadron robotów był dość pokaźny. Alex, napięty, w samoobronie strzelił w sześć twarzy, wrogich i strasznych. Chociaż krzyczały, nie miały ducha. Łzy były sztuczne, krew podrabiana. Gdy Alex ujrzał kable w ich brzuchach, przestał się martwić. Walka udana. Twarze robotów uległy zmianom. Widział cywili niosących szable. „Strzelać we wroga!” – tak mu kazano, Alex więc strzelał, patrząc na kable. Przestał przejmować się ich krzykami. To algorytmy krzyczeć im każą. Choć tak prawdziwe, są robotami! Kto by się martwił ich sztuczną twarzą? Po dwóch miesiącach strzelał w każdego. Nawet przed dziećmi nie miał oporu. Nadal podziwiał kunszt robociego, tak realnego w swym fałszu tworu. Wreszcie czas przyszedł na test końcowy. Nocą wysłano ich gdzieś na misję. Alex był silny. Czuł się gotowy. Dzisiaj zachwyci swoją komisję. Plac boju bardzo był autentyczny. Razem ze swoją grupą żołnierzy wybił robotów zastęp dość liczny. Patrzył, jak ciało na ciele leży. Tylko, cóż… czegoś mu brakowało. Zajrzał na brzuchy, wejrzał w ich lica… Nie ma kabelków! To ludzkie ciało! Chociaż właściwie… co za różnica? Człowiek czy robot… Oba prawdziwe. Alex powrócił do swojej bazy. Test zaliczony. Uczcił to piwem. Jakie następne będą rozkazy?
  16. @Berenika97 o, świetne zwieńczenie wiersza! :D
  17. Brzuch mnie bolał. – Czemu? – spytał. – Bo się od motyli dławi. Zalegają na jelitach, wszak przestałam cię już trawić.
  18. Pisarzowiczka

    Zawód grabarza

    Pewien fakt jest nie do zbicia: brakło w naszym związku życia. „Póki śmierć nas nie rozłączy” – toż to zawsze źle się kończy. Ten krzyk ciągły, bezrozumny był dziś gwoździem do twej trumny. Powierzchownie jesteś słodka, za to martwa już od środka. Twoje ciało bywa sztywne; trochę mnie to kręci, dziwne… Ciągle wpędzasz mnie do grobu. Na nas nie ma już sposobu. Jestem w dołku. Boli głowa. Czas ten związek więc pochować.
  19. @UtratabezStraty to zdecydowanie temat na dłuższe rozważania. W wolnej chwili chętnie spojrzę na Twoje teksty! Ja również piszę prozę, właściwie od dawna, tylko na razie nie dzielę się z nią tutaj, na tym portalu. :)
  20. Mknąc przez pole całkiem bosa, tak beztrosko, z różą w dłoni, zawołałam z werwą: „O, sad!”, gdy ujrzałam rząd jabłoni. Zapał zniknął w jabłek stosach, bo się bliżej im przyjrzałam – widniał na nich pleśni osad i robaków cała chmara. Kto orzekał o ich losach? Moja róża też przygniła. Wyszeptałam z żalem: „O, sad… To nie pole, lecz mogiła”.
  21. @Berenika97 taki śmiech przez łzy... Dziękuję! :)
  22. Gdy mi się dzisiaj rozsypał wokół cukier, co wcześniej był w cukierniczce, to ułożyłam się przy nim z boku. Teraz jesteśmy razem w rozsypce.
  23. @bazyl_prost @Rafael Marius Wszystko, co stłumione, musi w końcu wyjść, a niektórzy lubią to wykorzystać... @Berenika97 Niestety. Dziękuję! :)
  24. @kasia652 dziękuję, bardzo mi miło!
  25. Pewien lider w pewnym mieście przejął główne stanowisko. Zaraz potem w dobrym geście zlecił ludziom tłumić wszystko. Każdy miał być sympatyczny mimo niezadowolenia. Gdyby ton ktoś miał krytyczny, wnet by poszedł do więzienia. Tłum się zatem zebrał tłumnie, by przegadać to tłumienie. Gdy ktoś krzyknął, lider dumnie zaserwował mu więzienie. Lider wszystko widział, słyszał. Nawet gdy ktoś zaklął w domu, straż go brała. Potem cisza. W pace było ich od gromu. Kiedy miasta już połowa poznikała za kratkami, każda jedna z tłumu głowa język skryła za zębami. Tak minęły trzy miesiące: cicho, miło i przyjaźnie. Nawet to palące słońce zaświeciło jakoś raźniej. Tłumił wszelkie tłum urazy i tłumaczył sobie tłumnie, że potrzebne te zakazy, lider myśli zaś rozumnie. Po pół roku do miasteczka przyszło jury na inspekcję. Poobserwowało z deczka. Drobne były ich obiekcje. Gratulując liderowi, nagrodziły go za wyczyn. Miłe miasto, co się zowie! Tak daleko mu do dziczy! Jury poszło. Tłum zaklaskał. Lider skłonił się niziutko. Teczkę z kasą swą pogłaskał, po czym odszedł. „Żegnaj, trzódko!”. Tłum odczekał tak z minutę. Potem przestał tłumić żale. Wrzeszcząc pod brutalną nutę, pozabijał się nawzajem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...