Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

tie-break

Użytkownicy
  • Postów

    527
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez tie-break

  1. @Amber Non omnis moriar, jak napisał Horacy :) Ci, co odeszli, zostawili dla nas, a przede wszystkim w nas - coś po sobie. Czasem tylko pamięć, czasem wielkie dzieła, czasem drobne, ale niezatarte ślady. Ich nieobecność nigdy nie jest absolutna. Muzyka, o której piszesz, wybrzmiewa w tych, którzy zostali, nadal żyją, mogą ją słyszeć i mogą przekazywać dalej. To symfonia życia :)
  2. @Waldemar_Talar_TalarOczywiście chodzi o MIŁOŚĆ !
  3. @huzarc Niesamowity, apokaliptyczny nastrój tego wiersza przytłacza w pierwszej jego części, aby w drugiej przynieść spokojne piękno. Zinterpretowałam Twój utwór jako opowieść o ludzkości. O człowieku w jego uniwersalnej odsłonie. Bo właśnie taka jest ludzkość, pełna wewnętrznych sprzeczności, oscylująca między złem a dobrem, niszczeniem a tworzeniem, rozpaczą a nadzieją, chaosem a harmonią. Człowiek potrafi pokazać najokrutniejsze oblicze bezlitosnej bestii po to, aby później stać się dobrotliwym, delikatnym artystą, piewcą szczęśliwości. Zwraca uwagę asymetria, gdyż jednak ta szlachetna strona stanowi margines, podczas gdy dominuje ta mroczna. Być może dlatego, że zło jest łatwiejsze, bardziej zauważalne, szybciej i agresywniej się rozprzestrzenia, ma większy zasięg i siłę rażenia. Ciekawie też w wierszu pojawia się Bóg, bo trudno nie odnieść wrażenia, szczególnie w wyróżniającej się łagodnym liryzmem końcówce, że mamy do czynienia z kimś o ogromnym potencjale kreatywności i o niczym nieograniczonej mocy sprawczej. Jeśli człowiek stworzony został jako obraz i podobieństwo, to przez człowieka i jego działania, poznajemy także Boga, który ma potężną władzę nad losami świata oraz przebiegiem historii. Widzimy w wierszu postać Boga gniewnego, bawiącego się kosmosem i istnieniami w sposób budzący przerażenie, a jednocześnie jakby mimochodem pokazującego nieskończoną czułość i wrażliwość. Te dwie perspektywy dobitnie się w utworze uzupełniają.
  4. @ToyerRomowie urządzają biesiady na grobach, przynoszą na cmentarz jedzenie, wódkę, a do modlitw za zmarłych dochodzi jeszcze wspólne z nimi świętowanie przy jadle i napitku, bywa też, że tańce i muzyka, żeby w tym dniu znów być w bliskości. Różne są obyczaje.
  5. Odmienia nasze życie, to fakt. Jak śpiewali w Budce Suflera - "A po nocy przychodzi dzień...", czyli uczucia dają jasną, dobrą energię do działania po okresie stagnacji.
  6. @Migrena Bardzo mi się w tym wierszu spodobała precyzyjna dbałość o szczegóły w przedstawieniu okoliczności śmierci. One są najbardziej wymowne, każdy element jest ważny w przekazaniu jakiejś emocji. To rzeczy opowiadają tę historię, a o rzadka umiejętność - dopuścić je do głosu i stanąć na chwilę obok. Największe wrażenie robi puenta. To dzięki niej odkrywamy, jak ogromną rolę może odegrać pozorny drobiazg, gdy dzięki magii poezji otwiera on rozległą przestrzeń dla empatii. Empatia to podstawa, aby między poetą a tym, kto czyta jego wiersz, zrodziła się wartościowa relacja, "pokrewieństwo dusz" :)
  7. @Alicja_Wysocka Ci, którzy potrafią ich słuchać. ;)
  8. Jedynie w miłości dojmujący ból i delikatna czułość mogą trwać przy sobie niewyobrażalnie blisko i nie ma w tym żadnej perwersji. Wiedzą o tym krople deszczu na opadłych liściach. Klon srebrzysty po deszczu - Tie-break/październik 2025
  9. @MigrenaCzytając większość Twoich wierszy o miłości i namiętności, mam wrażenie, jakbym cały czas czytała jeden i ten sam. Z tego wyłuskałam sobie ostatnie trzy wersy. Bo one mówią coś nowego i są bardzo intrygujące, otwierają szerokie pole do interpretacji i choć, podobnie jak cały wiersz, zapewne są obliczone na wywołanie mocnego efektu, tym razem wyłamują się z narzuconej im funkcji i prowadzą do ciekawych rozważań. Cielesna, zmysłowa miłość zazwyczaj jest stawiana w opozycji do sfery duchowej. No właśnie, dlaczego? Bóg, tworząc nas na swój obraz i podobieństwo i dając nam świat przeżyć seksualnych, musiał jednoznacznie wskazać, że jest to jeden z Jego pierwiastków, zaszczepionych w człowieku. I ludzie są w stanie zbliżyć się do Boga, ale być może Bóg, aby w pełni odczuć ten stan, z taką samą głębią i mocą jak kochający się namiętnie ludzie, musiałby sam narzucić jakieś ograniczenia na własną Wszechmoc, Wszechwiedzę, Wszechobecność... Raz to zrobił, ale w innym celu. Nie dla siebie samego.
  10. @Alicja_Wysocka @violetta @Annna2 @Berenika97 Dziękuję.
  11. @Gosława Najważniejsze chyba jest to, aby wobec tej własnej osobistej historii umieć odzyskać siebie. Nawiązać z sobą dobrą relację, w której będzie przestrzeń na zaopiekowanie się swoją duszą bez oceniania, bez przenoszenia na siebie cudzych wymagań, bez cudzych krzyków. Anna musi uwierzyć, że żyje dla siebie, nie dla matki, brata, czy kogokolwiek innego. I niczego już nie musi poza tym, co sama uzna dla siebie za dobre. Skreślenie "Wtedy i Nas" to dobry początek, bo daje wolność i emocjonalną autonomię. (może truizmy powtarzam, ale nic mądrzejszego mi nie przychodzi do głowy).
  12. Podobno istnieje coś takiego (w psychologii) jak zniekształcenia poznawcze, które polegają na wybiórczym działaniu ludzkiego mózgu. Ze wszystkiego,co się człowiekowi przytrafia, wybiera on, zapamiętuje i rejestruje tylko to, co pasuje do wcześniejszych doświadczeń i przekonań, żeby uniknąć sprzeczności między tym, co się wydarza a wytworzonymi już schematami myślowymi. Mam nadzieję, że w skrócie wyjaśniłam, o co tu chodzi. A piszę o tym dlatego, że czytając ten wiersz odniosłam wrażenie, że peel bardzo mocno idzie w te zniekształcenia. Nie sposób bowiem mieć aż tyle pecha na raz, na pewno można jednak koncentrować się tylko na negatywnych stronach życia, aby samego siebie utwierdzić w przekonaniu, że "jestem do niczego, ludzie się na mnie uwzięli, świat jest podły, nic dobrego mnie nie może spotkać...." A skutkuje to w najlepszym wypadku fobią społeczną: W najgorszym zaś paranoją: Nie zgadzam się zatem ze stwierdzeniem: A właśnie, że dzieje się to w głowie peela. Zniekształcenia poznawcze bardzo często odbierają nam poczucie kontroli nad własnym życiem. I nie chodzi tu o wrednego szefa, awanturującego się klienta, tylko o świadomość, że to ja decyduję o tym, jak moje życie ma wyglądać. To zupełnie coś innego, niż rola ofiary, na którą wszyscy i wszystko się uwzięli.
  13. tie-break

    przemijanie

    Pięknie komponuje się fotografia z tekstem, a zwłaszcza z drugą cząstką. Ważne jest, aby z tego czasu zamyśleń człowiek czerpał siłę. Przemijanie nie powinno nas przygnębiać, ale motywować do działania. Spokojna refleksja nad sensem życia i śmierci to dobry punkt wyjścia, aby postawić sobie wiele istotnych pytań, ze świadomością, że mamy bardzo niewiele czasu i powinniśmy go jak najlepiej wykorzystać. Mając na uwadze siebie i innych.
  14. Tę niesamowitą pieśń Cohena odkryłam niedawno i zainspirowała mnie do napisania wiersza. The crumbs of love that you offer me They're the crumbs I've left behind L. Cohen. Krokiem nieśpiesznym i spokojnym - szedłem. Po prostu. Nie wiem dokąd, aż mnie zaczepił niespodzianie przymilny głos zalotną nocą. Na oknie - uśmiech drżał w latarni. Mówiłaś - niech rozgrzewa słowa. Mój cień był blisko, coraz bliżej. Wabiła go łagodność złota. Ciepło się przędło przez północe. Myślałem - może po raz pierwszy ktoś mnie zatrzyma w ciemnej drodze przez bezlitosną kolej rzeczy. I choć bezradny język trzeszczał, jak lód stwardniały pod butami, szukałem w nim właściwych pojęć - by wszystko mogło się wydarzyć. Znosiłem z włóczęg - niczym kocur - ryby baśniowe, świetlne ptaki, od nowa ucząc się beztroski, wpatrzony w twój nimb delikatny. Lecz nieostrożnie wyszła na jaw dotkliwa prawda tego okna, że to nie dla mnie skrzy się lampka feerią szeptów i migotań. Byłem iluzją od początku, garsteczką imion niewybranych, jak zwykle - nikim. Wagabundą, wśród obcych złudzeń niewidzialnym. Zbiegły się myśli w rojowisko. Złowrogo skotłowane niebo świat na kolanach przeżegnało szaleńczą, zimną kantyleną. Czekałem chwilę przy granicy blasku i śniegu. Po co? Nie wiem. Liczyłem, że ułomna czułość wciąż ma swój ciężar i znaczenie, bo mimo błędów... Nic z tych rzeczy. Okno poświatę z siebie zdziera, jakby paliła coraz mocniej, wstydem się jątrząc przez wspomnienia. Wierzysz, że jeśli teraz sypniesz okruchy łaski w moje rany, będzie nam łatwiej w dwie odnogi rozdzielić jeden nurt zdziczały. A ja po śladach jasnych ścieżek przeciskam się, pędziwiatr błędny, czasoprzestrzenią, gdzie obrazy drzemią w domostwach zamarzniętych. Z tobą na zawsze zaś zostanie - nieprzemakalna, słodka cisza. Wszak ból to także pewien komfort. Tak pięknie można o nim pisać.
  15. Mogłoby się nieźle czytać, jako taki flow, usiłujący oddać akt twórczy w formie strumienia świadomości, tylko zrób coś z interpunkcją, bo raz jest, raz jej nie ma, to przeszkadza w czytaniu. Albo rezygnujesz świadomie, albo jednak dopracuj, bo na razie jest jeden misz-masz. Wielkie litery też nie wiadomo dlaczego od sasa do lasa.
  16. Ten wiersz jest na pewno bardzo emocjonalny. Nurtuje mnie jedno - dlaczego peelka bierze usilnie na siebie odpowiedzialność za rzeczy, które pozostają poza jej sprawczością? Przecież Anna (takie imię pojawia się w wierszu) to niemal podręcznikowy przykład osoby nauczonej, że wciąż MUSI wpływać na rzeczywistość, na innych ludzi, żeby było dobrze. Nie wolno jej było nigdy zawieść. A teraz się buntuje, bo niteczki się porwały, wysunęły z dłoni, stąd tak wielka wściekłość i frustracja. Śmiem przypuszczać, że niedojrzała, gówniarska postawa brata to właśnie pokłosie faktu że to Anna została obarczona dźwiganiem świata, za siebie i za niego.
  17. Z fascynacji złem nic dobrego nie może wyniknąć. Prawdę mówiąc, to wolałabym, aby interpretacja @huzarc była bliższa prawdy. Dlatego, bo w momencie, w którym przekraczamy granice bliskości zmysłowej, oddajemy się we władanie instynktów. Choć podobno w każdym akcie seksualnym jest jakiś element walki płci, gdyż tak działa natura. Bardzo trudno to opisać tak, żeby nie wypadło niepokojąco.
  18. Zawsze byłam przekonana, że poezja jest dla człowieka dodatkowym zmysłem, aby mógł więcej czuć i rozumieć, aby jego obraz siebie i rzeczywistości był pełniejszy, głębszy. Dlatego warto pisać i czytać wiersze.
  19. Uwielbiam Nox Arcana, idealnie pasuje do jesiennych zadumań. Wiersz też jest piękny, to poezja skryta wśród rzeczy codziennych, które przywołują tak wiele emocji, niby przypadkiem, ale na pewno po coś. Zastanawia się, kto może być adresatem tej Kołysanki. Myślałam najpierw o matce, ale wątek dziecięcych zabaw naprowadził mnie bardziej na zmarłą przyjaciółkę z dawnych lat, a może siostrę? Kiedyś wszyscy się Tam spotkamy. Warto patrzyć na tę prawdę z nadzieją.
  20. Niech cię uniosą w stronę nadziei, drogi peelu.
  21. W przypadku wojny nuklearnej bardziej szkoda by mi było tego właśnie świata, o którym piszesz, niż ludzkości.
  22. Dogadać się, jak Ukraina z ruskimi w 1996 r.? Oddała im głowice nuklearne w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. A miała bodajże 3 na świecie potencjał, jeśli chodzi o broń jądrową. Nie byłoby dzisiejszej wojny, gdyby wtedy się nie zgodziła "dogadać". Tacy ludzie, jak Putin, nigdy nie dotrzymują warunków jakiegokolwiek "dogadania się". Problem polega na tym, że kraje, które posiadają broń nuklearną,zawsze będą zagrożeniem dla światowego pokoju, bo nigdy nie wiadomo, czy nie dojdzie tam do władzy jakiś świr. Może to dotyczyć każdego państwa, Trumpowi w USA też nie wiadomo, co może strzelić do łba. W 2003 r. Amerykanie napadli na Irak pod fałszywym pretekstem (legendarnej broni masowego rażenia nigdy tam nie znaleziono) i świat nic nie zrobił, bo kto by się jakimś Irakiem przejmował. Oczekiwano jedynie, że może dzięki tej inwazji ropa stanieje. Najlepszą opcją byłoby prawo posiadania takiej broni dla wszystkich. Nie byłoby to rozwiązanie idealne, ale chyba lepsze, niż obecna nierównowaga sił. Oczywiście powyższy wiersz jest monumentalnym, mocnym, obliczonym na wywołanie emocji protest songiem przeciwko okrucieństwu wojny i masowym cierpieniu ludzi, których los nie obchodzi szaleńców u władzy. Brutalna prawda jest jednak taka, że z szaleńcem nie ma negocjacji. Nawet, jeżeli teraz chwilowo doszłoby do jakiegoś quasi-układu, to i tak wcześniej czy później zostanie on pogwałcony. Układy z wodzami pokroju Putina to tylko przybliżenie wydarzeń, o których mówi wiersz. A zamiast wymachiwania szabelką (Zachód) trzeba było wcześniej nie kręcić z Putinem biznesów i nie dać mu obrosnąć w piórka. Po aneksji Krymu i wybuchu wojny z Gruzją chyba politycy wiedzieli, z kim mają do czynienia. Myśleli, że są bezpieczni, jak będą przymykać oczy na działania Putina i kupować od niego gaz, to zostanie ukontentowany, obłaskawiony, i nie będą mu chodziły po głowie dziwne pomysły. Może liczyli też, że zacieśnianie więzi gospodarczych również w jakiś sposób gwarantuje Europie bezpieczeństwo. Nomen omen, ja bym powiedziała, że to też pewna forma "dogadywania się", która, jak widać, poszła się czochrać. Si vis pacem, para bellum.
  23. Dziękuję również, za tę przenikliwość.
  24. No przecież to zależy od nas, jakie ono będzie. Jeśli ograniczymy się tylko do czekania, będzie pewnie podobne do wczoraj i dzisiaj. I w ten sposób właśnie odkładamy życie na później, a jutro nigdy nie będzie takie, o którym... ;)
  25. Zasadniczo to życie można sprowadzić do tego, co piszesz, bo jakby nie patrzeć, każda aktywność człowieka ma służyć osiągnięciu jakiegoś celu, mniej lub bardziej odległego w czasie. Myślę sobie jednak, że szczęśliwym ludziom udaje się jak najczęściej o tym zapominać. ;)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...