Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Toyer

Użytkownicy
  • Postów

    203
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Toyer

  1. @LeszczymDziękuję -cieszę się że trafia
  2. Nie pytaj mnie o nic tylko przytul choćby słowem dalekim oddechem rozsypałem się rozsypał ból płacz zwariował stał się śmiechem Nie pytaj mnie o nic tylko przytul otrzyj łzy zatrzymaj smutku rzekę nie chcę z sobą żyć samemu nadzieją chwyć ciepło moją rękę Nie pytaj mnie o nic tylko przytul straciłem życie jak życie cenne pokaż słońce gdy żal pada z chmur pogłaszcz po głowie w czułości świętej Nie pytaj mnie o nic tylko przytul zagubiony w tej chwili się modlę niech poczuję że żyję bez strachu marzy się zwyczajne przytulenie Nie pytaj mnie o nic tylko przytul uratuj choćbyś był nieznajomym ciężar tak ogromny podnieś na duchu proszę ocal przed losem samotnym
  3. @huzarcDziękuję za komentarz
  4. Świat nie ma imienia, nie posiada twarzy, to ludzie się nazywają ludźmi, a ziemia się z grobu patrzy na ciała tych, co byli. Wystarczy zwykłe „odejdź” z ust Boga wypowiedziane, a już jesteśmy gdzieś — niedosięgnięci czasem. Jestem brzmi dumnie, Będę odprawia rytuały, Byłem — pożegnaniem. Z duszą jesteśmy sami. Czy za światem są światy, gdzie nie mieszka człowiek — ten okrutnie zmęczony od życia, co wciąż ucieka?
  5. To nie będzie wiersz o miłości chociaż to ona co dzień światłem kusiła to nie będzie wiersz o wierze razem z nadzieją odeszła zostawiając cień wspomnienia to nie będzie wiersz o życiu bo nie ma nic do powiedzenia cień światło smutkiem zakrył to nie będzie wesoły wiersz ciemność się nigdy nie śmieje jasne tylko łzy samotnie spadają w tym wierszu nie zaświta słońce zatrzymało się na zachodzie noc i dzień nie chce nadejść to wiersz o osobie która walczy z mrokiem bez miłości bez wiary bez nadziei ze wspomnieniem w którym żyła będąc dla kogoś światłem pozbawionym cienia zaświeć jeszcze dla mnie bądź moim słońcem moje nieważne maleńkie życie
  6. Zamknięty w klatce czterech stron świata gdzie każdy motyl wolny aż po świt leci okruchy szczęścia pragnienie latania marzą się zmierzchem który nie leczy karmiony strachem głodny nie chodzę cały świat widzę przez dziurkę klucza sam sobie jestem żalu więzieniem żałosnym śpiewem szczęście wykluczam drzwiczki z tektury kraty z bezradności dziobem próbuję choć trochę skruszyć bezsens na zewnątrz strażnikiem myśli stracone życie za życia dusi może istnieje gdzieś świat bez klatki taki zwyczajny zwyczajne skrzydła gdzie dusza latać jeszcze potrafi myśląc o niebie lecę od życia
  7. O pani jasna i pani w czerni opiekunko głupców kochająca matko oraz ty jej siostro wdowo wasze spotkanie planowane lecz niespodziewane stawia kropkę w zdaniu przeznaczenia tylko jedna z was śmiertelna czyni sierotami dzieci swoje dając je pod opiekę smutnej przewodniczce siostry sprzeczności jak dzień i noc jedna ofiarowuje druga zabiera spotkały się w nocy długo negocjowały o świcie umarła Nadzieja
  8. Myślę wierszem bo tak jest przyjemniej między wersami bezpieczny sam siebie nie pytam o siebie po prostu jestem wesoły mogę wymyślić szczęście zdrowie bogactwo nikt nie pozna że plączę przez to kłamstwo o jak jest pięknie wesoły siedzę nie wiesz czy kłamię tylko ja to wiem teraz się śmieję prawda czy fałsz razem ze mną się ciesz będę płakał sam mijam się ze słowami myślą bezwzględną radość smutek trawi z śmiejącą się depresją
  9. @Alicja_Wysocka To że napisze o miłości nie oznacza że ta miłość zdobędę To że napisze o zdrowi nie znaczy że zdrowie odzyskam pisałem już na tematów wiele ale to tylko słowa a nie rzeczywistość Chociaż kiedyś pisałem o pragnieniu miłości i się spełniło na 3 lata - wszystko zniszczyła choroba
  10. @Łukasz Wiesław Jasiński Tak to literówka nie dopatrzyłem - dziękuję @Alicja_Wysocka też chciałbym to poczuć @huzarc od ponad roku moje życie jest bezradne
  11. nie całowałem już od brzasków wielu zostawiam ślady stóp w osamotnieniu usta głodzone pamiętają znamię ktoś kiedyś do mnie szedł po zakochanie chodzę samotnie chodzi też wspomnienie cztery stopy to dwójki przytulenie jeden ślad dwojga na zawsze odlany jakby ze złota w sobie zakochany przychodzę zachodzę oraz odchodzę zostawiając wszędzie samotną stopę nie ma już śladów sam na nodze jednej skaczę wskakuję wyskakuję płaczę chciałem iść przez życie zabrakło nogi pochowały się nasze wspólne stopy
  12. Ważne żeby wiedzieć - kogo posadzić obok siebie - wtedy każde słowo kwitnie
  13. Wszystkie to słowa bywa że nic nie znaczą - a bywa też że wielka jest ich waga - czas wszystko weryfikuje
  14. Doskonałość to wieczny sen Boga my - budzimy się niedoskonali obdarowani prezentem istnienia śnimy kawałki prawdy chodząc cicho po doskonałej ziemi płaczemy perfekcyjnie że los co nam pisany nie jest prosty a jednak kochamy życie zakochani w tej niedoskonałości łatwo budzimy anioły miłości do drugiego brzegu rzeki ludzi niedoskonałych ale kiedy już pokochamy to co brzydkie pęknięte złamane widząc w tym obraz piękny sercem co pęka na dwoje niedoskonałe życie doskonale się wypełni
  15. To wiersz o walce z myślami samobójczymi - nie chce życia ale nie chce też umierać
  16. wytrwale żyjąc zawzięcie umieram śmierć zaprasza na herbatę życie częstuje ciastkiem słodkości niesmaczne raz się już zatrułem chcę pić gorące napoje ona w długą suknię ubrana ono bez szaty żadnej jedno się uśmiecha drugie wstydem płacze walczą o mnie kobiety dwie nie chcę żadnej zjadam ciastko dopijam herbatę opuszczam herbaciarnie
  17. strach się przyznać nawet nie wypada bać się odbicia życia w lustrze gdzie straszą czarne oczy chwile popełniają samobójstwo bo nie chcą nadejść stojąc z lękiem w miejscu tylko koszmar mówi dzień dobry zapaliło się światło czerwone na przejściu donikąd boję się przejść oglądam się za siebie tam przeszłość macha ręką odważna bo jej nie ma teraźniejszość trzęsie się jak staruszek tylko przyszłość nadejść się nie boi dokąd iść gdy każdy krok to labirynt a sens niekarmiony leży w grobie jak życie popełnić bez trwogi
  18. Pokora rodzi ciszę, uśmiecha się do złego, matka skrzywdzonego życia, czule głaszcze troski płaczące. Nawet gdy czas krwawi — nie zostawi blizny. Czasem w złości rozrywana, wybacza miłością. Uczy, chociaż boleśnie — życie prostuje linijką. Bywa, że daje lanie za winy jak rodzic. Samotna matka, bez ojca — kocha. Sama z dzieckiem z kłopotami walczy. Lecz gdy jej miłości się oddać — niestraszne żadne trudy. Kocham pokorę jak matkę własną Matki mam dwie — obie mnie kochają
  19. Jechaliśmy pociągiem kochając kierunek miłości w obie strony dwóch ciał jednej duszy oboje z bagażami ciążącej przeszłości byliśmy zakochani razem dnia każdego czasem pociąg przyspieszał prędkością oddechu ciała grzał w zakochaniu dusze pieścił słodko zawsze wracał torami dwoma imionami słowa wypowiadane brzmiały zakochaniem wykolejona miłość zostawiła zdjęcia to jedyna pamiątka twarze uśmiechnięte już razem nie ruszymy walizki zostały pamięć zakochania do dna podróżuje malutką ciuchcią jadę ze wspomnieniem wielkim kiedyś podróż kochałem teraz chcę zapomnieć że do pociągu wsiadłem jechałem z miłością myląc życia perony do dna tory wpadły
  20. Szukałem słowa na grobach duszy głęboko w myśli pragnącej światła znalazłem ducha który strach kruszy ubrana ciemność jak czarna szata zawodził cicho śmiejąc się czasem strasząc przecinki w szepcie zgubiony chciał się zapisać przeżytym wcześniej słyszałem ducha jękiem zmartwionym nie był mi straszny choć jęczał groźnie chcąc go zapisać na serca kliszy złamałem pióro na wersów drodze każda łza sama bez duszy milczy bez pióra jestem krzykiem po burzy błądzącą myślą w cienia krainie stojącym znakiem co już nie ruszy krzyczącym słowem które nie zginie zabrakło tuszu zabrakło siły duch zabłąkany chciał być poezją dotykał wersów strachem pobladły złamane pióro prysło wesoło
  21. W krainie przypadków Mianownik jest królem wiernych Dopełniaczy nie ma za wiele służą pokornie zostając czasem Narzędnikami celownik przyglądał się królowi gniewny i znudzony wycelował mu z pistoletu między oczy jeden z Dopełniaczy dopełnił obowiązku zasłonił władcę swoim ciałem i stał się Narzędnikiem po czym zginął Miejscownik kupiec opowiedział o tej historii ślepemu Wołaczowi który był Celownikiem uznał kupca za klamce i został Biernikiem jeden z Wołaczy przysłuchiwał się tej rozmowie zanim zmienił się w Celownik wykrzyczał o tempora o mores!
  22. Nie chce mi się pisać ten wiersz sam się pisze jak samodzielny dzieciak którego jestem rodzicem dałem mu czas do zabawy pustą kartkę i długopis powiedziałem czym są strofy nauczyłem co to rym bawi się sam ze sobą czasem na niego zerkam pomacham leniwą dłonią która jest jak piosenka on śpiewa ja siedzę w ciszy tylko w myślach nucę ciesząc się z jego zabawy odpoczywam gdy nie piszę potrzebowałem odpoczynku nabrałem nowej twórczej siły napiszę teraz puentę na końcu pełną z własnego dziecka dumy nie chciało mi się pisać ten wiersz napisał się sam
  23. Bóg pokarał świat Ewą i grzechem, bawiąc się żebrem Adama, utraconym rajem, owocem, wężem i drzewem, cały świat, został poważnie zmyślony. ich dzieci, dzieci, dzieci i (...) rodzice przyszłych pokoleń wciąż, tworzą się na nowo, nowi, zgoła innym sposobem. wszystkich łączy wola, w imię ojca i matki, bez amen, a z omenem, bez znaczenia, przeczytanym, ze spalonej kartki. do zobaczenia, do zobaczenia. płoną stosy, gaszone benzyną, cywilizacja, cywilizacja, cywil, z prawa, na lewo, za sprawą, kołysze się, w amoku, pijany debil. to wszystko było, zaplanowane, kara zmieniła się w nagrodę, nagroda szansą, szkoda tylko że, teraz, człowiek człowiekowi Bogiem.
  24. Ocal mnie, Boże – kochać nie potrafię, Serce jak kamień, bez uczuć odwieczny. Modlę się, zanim do piekła sam trafię, Żalem samotny. Karmisz mnie chlebem, choć głodny nie chodzę – Ocal mnie, Boże. Tego słabego, co siebie się lęka, Strachem poduszką oraz snem samotnym. Przed zaśnięciem wieczorami klęka, Sam niespokojny. Przed mrokiem, który w swojej duszy noszę – Ocal mnie, Boże. Życie przerosło – jak smutne jest drzewo, Korzenie mrokiem zniewoliły serce. Wystarczy jedno, tylko jedno słowo Dla duszy w męce. Cierpliwie ręce do modlitwy wznoszę – Ocal mnie, Boże. Znasz całą drogę, po której wciąż błądzę. Znasz mój początek, znasz też koniec smutny. Czy gdy do Ciebie pełen żalu przyjdę, Liczący grzechy, W ciężkiej zbroi idąc po wybaczenie – Ocalisz, Boże?
  25. Tępak tępo w siebie wierzył. Kat wytemperował mu głowę tępym toporem, w temporalnym tempie. Wtem, po egzekucji tępaki otępiały, w tle tępaki na koniach jechały stępem, równym tempem, korzystając z tempomatu. Słońce świeciło tępo, temperatura stępiała. Nikt kata nie potępił, że ściął tępą głowę. Tępy lud, tępi tępych tępaków. Było ich trzech, każdy miał inny temperament. Jeden empirycznie emanował tępotą, drugi miał dusze temperówki, trzeci, ten bez głowy już, po prostu tępo w siebie wierzył. Za tępotę płaci się głową. A tak na marginesie, kat też był tępy jak swój topór. Komu przyjdzie tępić kiedyś tępaków, niech użyje ostrego topora.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...