Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Toyer

Użytkownicy
  • Postów

    203
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Toyer

  1. A gdy muzyka ucichnie tanecznym krokiem do tańca prosząc ciszę nieśmiała pani melodii słyszeć nie może serce na dźwięki głuche jednak do pary wybiera osamotnionych bez taktu tańczy z gracją w rytmie powolnym z cichą orkiestrą zadumy słuchacze patrzą trwają na bal zaprasza jak burza niespodziewanie grzmią niesłyszalne nuty dźwięki z dźwiękami koncertowo samotne grane na skrzypcach ciszy tylko z nią tańczyć potrafię nie gubiąc kroku ona rozumie muzykę duszy nucącej tańczącej we własnym wnętrzu kocham ciszy perkusję
  2. Zjadam szczęście na śniadanie na talerz kładę porcję nową popijam uśmiech niczym kawę gdyby to było takie proste zjadam szczęście na obiadek potem deserek jem ze smakiem zawsze proszę o dokładkę nie łykam wtedy tabletek zjadam szczęście na podwieczorek łasy na wszelkie słodycze wypchaną buzię mam od ciastek pieszczą mnie słowa liryczne zjadam szczęście na kolację garść tabletek na depresję gdyby to było takie proste jadłbym radości o wiele więcej
  3. Tak się cieszę że żyję że śnić mogę noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę uśmiecham się przez sen aż się obudzę dniami cierpię nocą kocham się ze snem noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę dniami cierpię nocą kocham się ze snem tęsknię za miłością w zwyczajny dzień tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tęsknię za miłością w zwyczajny dzień gdzie burze nie krzyczą gromami śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tak się cieszę że żyję że śnić mogę gdzie burze nie krzyczą gromami uśmiecham się przez sen aż się obudzę
  4. Życie z plastiku do kosza wywalam śmietnik z papieru jedynie łza szklana posegreguję zmieszane uczucia na wysypisku emocji spalę dawne rany szkło już nie pęknie plastik nie popsuje uśmiech z papieru napisze historię szklanego smutku nie szkoda wyrzucać popsute życie jeszcze się naprawi łza papierowa już w makulaturze wyrzucam wszystko co boli na śmietnik zaczynam nowe już nie plastikowe życie nie tylko na żółtym papierze
  5. Każda chwila umiera bez echa na łące gdzie mróz przechowuje ślady na skrzydłach martwego już motyla w bezkres rozpaczy samotnie lecę czarne godziny już czarnym rokiem sens mówi moim głosem więc milczę motyle niewiedzą że to koniec razem z nimi na trawie się położę będziemy cichnąć zimą na łące nikt nas nie znajdzie w śnieg się zmienimy one w swym pięknie ja w swej brzydocie razem bo cisza mniej boli we dwoje a wtedy w motyla się zamienię wolny od siebie i piekła życia a motyl dostanie moje imię może zrozumie ciężar skrzydła
  6. Bóg się narodził, a ja na krzyżu umieram. On w stajence płacze, a ja — już bez miejsca — umieram, chociaż to czas Bożego Narodzenia. Przyjdź do mnie, Jezu — nawet jako Dziecię, masz moc. pozwól wyzdrowieć z myślenia o smutnej śmierci wiele cierpiałem — czy byłeś wtedy przy mnie nadzieję jadłem pełnymi talerzami pustką rzygałem, wciąż życia sensu głodny to nie modlitwa, a krzyk człowieka niemego rozpacz już w ciąży — co się z tego urodzi udziel rozwodu, błogosław łzy niewinne dzieci podaj mi rękę bezcennym gestem
  7. Przywrócę się do ustawień fabrycznych gdzie miłość nie zapyta o przebieg z nadzieją nie tylko w snach lirycznych mroźne łzy nie będą padać jak śnieg gdzie miłość nie zapyta o przebieg silnik rozgrzany ma chęć na jazdę mroźne łzy nie będą padać jak śnieg pocieszę siebie do siebie przyjadę silnik rozgrzany ma chęć na jazdę już bez drzew gdzie łatwo o wypadek mroźne łzy nie będą padać jak śnieg przysięgam jako jedyny świadek już bez drzew gdzie łatwo o wypadek jadę po pustyni samotności przysięgam jako jedyny świadek zakończę trasę z ciężarem miłości przysięgam jako jedyny świadek przywrócę się do ustawień fabrycznych zakończę trasę z ciężarem miłości z nadzieją nie tylko w snach lirycznych
  8. Spisuję wszystkie smutki nigdy niewysłane łzy są znaczkami adresat między wersami listonosz krąży chcąc zostawić uśmiech w skrzynce poczta zgubiona prosi o nowe nadanie łzy są znaczkami adresat między wersami donikąd wyślę żal że nie wychodzi życie poczta zgubiona prosi o nowe nadanie tak żeby trafić do serca postrzelonego donikąd wyślę żal że nie wychodzi życie listem bez błędów który istnieć nie potrafi tak żeby trafić do serca postrzelonego a może samo siebie zakochaniem zbawi listem bez błędów który istnieć nie potrafi dostarczę sobie priorytetem nadzieję a może samo siebie zakochaniem zbawi cierpiące życie uwięzione w poczcie smutków listem bez błędów który istnieć nie potrafi spisuję wszystkie smutki niewysłane cierpiące życie uwięzione w poczcie smutków listonosz krąży chcąc zostawić uśmiech w skrzynce
  9. Wiara się rodzi na białym śniegu czysta niepytająca o krzyże modlitwa ołtarzem kruchej duszy dzwonem myśli wewnętrznie szeleści mściwe góry pytają o słońce czule patrzące ponad nadzieję zaśnieżona ziemia krzyczy mrozem tylko ciepło w sercu nie zamarza z drewna samotność jedna zapałka tyle wystarczy by się zakochać odmrozić uczucia łatwopalne w kościele duszy śpiewane chórem msza się zaczyna błogosławieństwem samotność od końca do początku podaję rękę na znak pokoju wiara się rodzi na białym śniegu
  10. @bazyl_prost Może się przeterminowała - ale pomyślę nad innym zakończeniem
  11. Tak wiele do napisania a doba ma tylko cztery litery może napiszę go jutro o jedną więcej czasu na już niemożliwy dzisiaj prędzej cały tydzień znaków wczoraj też wchodzi w grę zagraj ze mną litr liter ile to słów? kilometr wiersza to dwa kilogramy poezji nie wiedziałeś? sprawdź jeśli potrafisz graj znaczeniami bądź abstrakcyjny jestem ważny a już przeterminowany wyobraźnią nieograniczony po prostu wyzwolony sięgam później dalej wyżej poziomo w pionie na wprost i wspak mam kolor i smak granica przekroczona do następnego razu smacznego
  12. Odwiecznie zbłąkany włóczykij wskazówek poszukuje miejsca w elektronicznym dniu zjedzonym przez wszystkie matczyne noce odnajduje się wiecznie bez początku i końca z kijem u nogi do przodu podąża krok za krokiem nigdy się nie cofa żywi się chwilami pije dni wczorajsze energiczny pielgrzym bez twarzy nie potrzebuje zatrzymania na sobie samym tajemniczym przetrwał wszystko we wszystkim wyliczył krocie nieodgadniętych cyfr i dalej liczy już takie liczby które nazw nie mają nawet odrobinę się nie męczy stałym tempem podążając gonić go nie ma sensu szybszy jest od światła myślę że jest tutaj a w zasadzie już go nie ma teraz dla niego nie istnieje był i zawsze będzie na nieskończenie wielu czasochłonnych językach
  13. @Berenika97 Bywa że jesteśmy w większości - bywa też że w mniejszości - wszystko się miesza
  14. @violettaAle dogonić się nie da
  15. Nie wierzę Boże że mi coś pomożesz mimo to proszę nie wierząc w nadzieję zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle mimo to proszę nie wierząc w nadzieję miłością dawną która nie istnieje wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle smutku modlitwa nadziei wyzbyta miłością dawną która nie istnieje proszę o miłość która już nie umrze smutku modlitwa nadziei wyzbyta gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary proszę o miłość która już nie umrze głosem nadziei która ledwo żyje gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary zwycięstwo marzy by zakończyć wojny głosem nadziei która ledwo żyje nie wierzę Boże że mi coś pomożesz zwycięstwo marzy by zakończyć wojny zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem
  16. @Berenika97Dziękuję :)
  17. @bazyl_prost Nadzieja na odbicie - zawsze w cenie
  18. Toyer

    Haiku

    @Waldemar_Talar_Talar Śnieg dzieciom sprawia radość - a dorosłym kłopot - jednak biała zima to jednak prawdziwa zima
  19. @Waldemar_Talar_Talar Miło mi że się podoba
  20. Na koncie życia nie chowam pieniędzy chwile są droższe niż bogactwo świata przelewam moment bez oprocentowania rośnie lokata kredyt nadziei nieustannie spłacam przeżyłem szczęście przeżyję i smutki kartą płaciłem za drobiazgi chwili na konto życia akcje kupuje licząc na los szczęścia dzieje się życia tajemnicza giełda bankrutowałem by od nowa zbierać drobne nadziei bankierów wielu każdy inwestuje martwy traci by żyć nie umierać życie ma krachy lepiej nie powtarzać na bank nie żyję
  21. Słuchają ściany płaczących w nich okien bawią się we cztery miejscem gaszonym krzykiem z betonu historię opowiem siedząc w pokoju obecnie zranionym płoną firanki ogniste wspomnienia dach żalu spada na zamgloną głowę gruzy miłości dymią jak westchnienia klucz połknął smutek drzwi już nie otworzę trzaskając krzyczy popiół rozpalany ogień weźmie pocałunki gorące pamiętający wszystko geniusz ściany wspólne spalanie spojrzenie drżące podłoga parzy krokiem opuszczonym dwojga oddechy powietrza pamiątką słychać jeszcze głos łóżka zakochany samotność płacze dom płonie tęsknotą
  22. @A.BetweenDziękuję za Twoją opinię
  23. Chciałbym być deszczem co po dachach dzwoni na werblach chmurnych grając nutę zmierzchu dźwiękiem rapsodii padającej w toni unosząc ciszę padać będę jak kroplom nie wypada wiatrem szumiącym świszcząc niczym szpada spadnę szemrząc na ciekawską ulicę zapukam do wszystkich zamkniętych okien ukoję sobą melodią deszczową karmiąc spokojem będę padać jak kroplom nie wypada może z deszczem rozpadać mi się uda jestem ciemną chmurą i całym niebem z czarnych myśli wypadać się muszę płacząc razem z nieujarzmionym deszczem całuję burzę będę padać jak kroplom nie wypada ja z miliardów jedna samotna kropla
×
×
  • Dodaj nową pozycję...