Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Toyer

Użytkownicy
  • Postów

    8
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Toyer

  1. Każdy podarowany kwiat - staje się wspomnieniem osoby obdarowywanej - pamiętam kwiaty które dawałem - zwiędły a wspomnienia zostały
  2. Kwiaty to symbol piękna - pięknie jest jak ma się komu je podarować
  3. @Jacek_Suchowicz Wyczuwam jakąś ironię - ale wierszyk polubiłem @Alicja_Wysocka Dziękuję za piękne słowa - wiersz jest sprzed paru lat - ale lubię do niego wracać @Leszczym Dzięki leszczym już się znamy z pisanych wierszy - ale tutaj jestem nowy
  4. @Annna2 Byłem 3 tygodnie w szpitalu z kratami - warunki jak w więzieniu - po wyjściu zostawiła mnie dziewczyna - a potem pogłębiła się depresja - niedługo rok od tamtego czasu będzie mijał - sensu od nowa szukam
  5. @Annna2 Tekst napisałem już parę lat temu - gdy nie wziąłem na spacer zegarka i telefonu - wtedy jeszcze cieszyłem się teraźniejszością - dzisiaj moja teraźniejszość nie jest za wesoła - powoli wychodzę z ciężkiej choroby - chociaż nie mam się czym cieszyć to uczę się szczęścia na nowo
  6. Na pytanie jak się czujesz - najczęściej odpowiada się dobrze - nawet gdy w środku dusza płacze
  7. Wyszedłem dzisiaj na spacer bez zegarka i telefonu. Telefon jak telefon — ma tylko jedną ważną dla mnie funkcję — co zrobię bez zegarka? Nie miałem przy sobie czasu, żeby wrócić. Już po chwili poczułem się zagubiony. Normalnie spoglądam na tarczę nałogowo, zacząłem czuć syndrom odstawienia. Miałem tyle czasu, a nie miałem zegarka. A jeśli mi się skończy, to co zrobię? Odpalałem papierosa od papierosa, ręce drżały. Chciałem zapytać przechodnia, ale "czas to pieniądz"... — nie stać mnie było na czyjąś odpowiedź. W portfelu brak gotówki — tylko karta. Raczej nikt nie nosi terminalu przy sobie — tak jak ja dzisiaj zegarka. Będę sprytny — pomyślałem i poszedłem do sklepu, zapłacić za aktualny czas bezgotówkowo, a przy okazji zdobyć fajki — bo się skończyły. Wszedłem do środka. Pani ładnie się uśmiechnęła — nie miała czasu na nic więcej, bo była w pracy. Powiedziałem dzień dobry i z wielką niecierpliwością dodałem: — Poproszę papierosy! — Jakie? — zapytała ładna pani; trudniejszego pytania nie mogła zadać. — Obojętnie — odpowiedziałem poirytowany. Marnowała mój czas, którego nie miałem i zaczęła wymieniać marki, pytać cienkie czy grube, może mentolowe? — Pani da te czerwone, z napisem palacze umierają młodziej. — Na śmierć i tak nie miałem czasu. Powoli, lecz sprawną ręką wyciągnęła paczkę, sprawdziła cenę: — Dwanaście dziewięćdziesiąt dziewięć. — Zapłacę kartą. — Trzymałem ją jeszcze przed chwilą wejścia do sklepu, traktując jak zbawiciela. Ręce mi drżały, kawałek plastiku wyślizgnął się z dłoni na podłogę, czyściutką jak łza — pewnie często ją zmywają — ale nie to było ważne, liczył się dla mnie tylko czas. W końcu się udało, jednak dopiero przy trzeciej próbie — bezduszny plastik — ograbił mnie z kawałka czasu, którego i tak nie miałem. — Wydrukować potwierdzenie? — Ekspedientka zapytała bez wyraźniejszej emocji. — Tak! - krzyknąłem z całych płuc, poczerniałych od dymu papierosowego. Odbieram świstek i oczom nie wierzę — godzina się nie wydrukowała — albo może bardziej była zamazana i nieczytelna. Trudno mam drugą szansę — pomyślałem, a myśli się we mnie gotowały. — To poproszę paragon! — rozkazałem, jakby była moją służącą. — Przepraszam, rolki papieru się skończyły... Bunt maszyn normalnie! Mają tyle czasu i nie chcą się podzielić i to za pieniądze! Trzeciej szansy nie będzie, na koncie mniej niż zero. Wyszedłem trzaskając drzwiami i klnąc pod nosem. Dla zabicia czasu postanowiłem powłóczyć się bez celu, ludzi pełno i pewnie każdy ma przy sobie czas poza mną. Ktoś do mnie podszedł i pyta: — Przepraszam, która jest godzina? — Nie jestem jedyny! — A a czy ja wyglądam na kogoś, kto ma zegarek? — Wydarłem się na nieznajomego, co nie szanował czasu i nie miał go przy sobie — był bezużyteczny jak ja i trochę mu współczułem, ale pomyślałem ze musi być bogaty. Popatrzył na mnie jak na wariata i odszedł. Nagle usłyszałem dzwony kościelne. W końcu! Dowiem się za darmo... i zaczynam liczyć. Jeden, dwa, trzy... Czerwony fiat Punto zatrąbił dwa razy — zgubiłem rachubę, a to była taka okazja... Kierowcy mają dobrze, zawsze mają czas w swoich autach.... "Szczęśliwi czasu nie liczą" a ja nie mam zegarka i jestem biedny, ale to już sprawa drugorzędna. I jakby tego było mało, potknąłem się na chodniku, przywalając głową w bruk. Krew cieknie, boli jak cholera. "Czas leczy rany" — co teraz pocznę bez zegarka?
  8. Tam gdzie kończy się smutku mrok zaczyna się skrzydlata nadzieja na jej skrzydłach zaczynam lot rozpaczy mówię do widzenia dopóki z nią lecę nie zginę nieszczęście zostawiam na ziemi coraz wyżej lecąc wierzę że już nigdy mnie nie zostawi z powietrza widzę więcej wszystko się w sens układa więcej jest we mnie mnie rozumiem już znaczenie słowa ona nie mówi choć podpowiada cel naszego lotu tylko jej znany lecz mi to wcale nie przeszkadza szepcząc kieruje w niebieskie migdały od nowa lecę na skrzydłach nadziei która już była bliska stracenia teraz jej kształt wyraźnie się mieni na tle białych chmur i błękitnego nieba
×
×
  • Dodaj nową pozycję...