Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Toyer

Użytkownicy
  • Postów

    210
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Toyer

  1. @hollow man Masz rację krytyka też jest potrzebna - ale nie taka co wbija w glebę - zwłaszcza na początku drogi pisania - przydaje się ta konstruktywna - tylko jest jeszcze trzecia strona - jak ona jest przyjmowana - krytyki nie uniknie się w żadnej dziecinie sztuki - tyle opinii ile ludzi - główny zamysł krytyki powinny być taki żeby przez nią się uczuć
  2. Dotykaj mnie słowem tylko nie za mocno mam wrażliwą głowę głaszcz myśli delikatnie jeśli błędy zrobię popraw dłonią pomocną owinę się w kokon jeśli krytyka spadnie bądź wyrozumiały każdy ma dni gorsze czasem płaczę rymem pośród ciszy wersów leję się jak woda piorąc brudną duszę jestem nagim wierszem w saunie krytyków jeśli nie zrozumiesz czytaj mnie na nowo tylko nie torturuj posępną literą wiersze to uczucia czuje każde słowo chowają się w szafie przed silną krytyką trzęsą się ze strachu gdy są gdzieś czytane pocą im się wersy z atakiem paniki przeżywają strofy czytanie bolesne do snu ułożone żyjące tomiki
  3. @Alicja_Wysocka Tutaj śmierć jest bardziej metaforyczna - dziękuję za komentarz
  4. Przeżyłem miłość mogę już umierać tak pięknie pękło serce na kawałki splątane w grobie pragnie się pozbierać modli się ciszą ostatniej zapałki Smutek maluje czarno-białe myśli gdy jeszcze żyła pełna była barwa Miłość nie żyje, a wciąż potrafi krzywdzić mówiła „kocham” to były tylko słowa Dwojga dusz prochy zapomniane w urnie co dzień od nowa czarna msza żałobna znajome ciała w nieznanej już trumnie poszła do Nieba miłość przepiekielna
  5. Im głośniej krzyczę tym gorzej słyszysz słowa mijają się z wiatrem odlatują cztery strony świata to za mało niech lecą piątą w samo centrum daleka droga czeka końca by zacząć od nowa więdnąć rozkwita tylko częściowo lecz kwiaty ma piękne tylko przez chwilę żyłem w połowie połowy z ćwiartką szczęścia ale było cudnie teraz żyję pełnią rozpaczy zagłuszony ciszą krzyk nie dociera gdy dojdzie do celu zawraca będę milczeć do ciebie najgłośniej jak potrafię żebyś mnie usłyszała
  6. Toyer

    Ocal mnie Boże

  7. A gdy muzyka ucichnie tanecznym krokiem do tańca prosząc ciszę nieśmiała pani melodii słyszeć nie może serce na dźwięki głuche jednak do pary wybiera osamotnionych bez taktu tańczy z gracją w rytmie powolnym z cichą orkiestrą zadumy słuchacze patrzą trwają na bal zaprasza jak burza niespodziewanie grzmią niesłyszalne nuty dźwięki z dźwiękami koncertowo samotne grane na skrzypcach ciszy tylko z nią tańczyć potrafię nie gubiąc kroku ona rozumie muzykę duszy nucącej tańczącej we własnym wnętrzu kocham ciszy perkusję
  8. Zjadam szczęście na śniadanie na talerz kładę porcję nową popijam uśmiech niczym kawę gdyby to było takie proste zjadam szczęście na obiadek potem deserek jem ze smakiem zawsze proszę o dokładkę nie łykam wtedy tabletek zjadam szczęście na podwieczorek łasy na wszelkie słodycze wypchaną buzię mam od ciastek pieszczą mnie słowa liryczne zjadam szczęście na kolację garść tabletek na depresję gdyby to było takie proste jadłbym radości o wiele więcej
  9. Tak się cieszę że żyję że śnić mogę noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę uśmiecham się przez sen aż się obudzę dniami cierpię nocą kocham się ze snem noc kocham jak dziewczynę dnia nienawidzę tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę dniami cierpię nocą kocham się ze snem tęsknię za miłością w zwyczajny dzień tylko we śnie całować mogę trzymać za rękę śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tęsknię za miłością w zwyczajny dzień gdzie burze nie krzyczą gromami śpiąc czuję że żyję tam kocham siebie tak się cieszę że żyję że śnić mogę gdzie burze nie krzyczą gromami uśmiecham się przez sen aż się obudzę
  10. Życie z plastiku do kosza wywalam śmietnik z papieru jedynie łza szklana posegreguję zmieszane uczucia na wysypisku emocji spalę dawne rany szkło już nie pęknie plastik nie popsuje uśmiech z papieru napisze historię szklanego smutku nie szkoda wyrzucać popsute życie jeszcze się naprawi łza papierowa już w makulaturze wyrzucam wszystko co boli na śmietnik zaczynam nowe już nie plastikowe życie nie tylko na żółtym papierze
  11. Każda chwila umiera bez echa na łące gdzie mróz przechowuje ślady na skrzydłach martwego już motyla w bezkres rozpaczy samotnie lecę czarne godziny już czarnym rokiem sens mówi moim głosem więc milczę motyle niewiedzą że to koniec razem z nimi na trawie się położę będziemy cichnąć zimą na łące nikt nas nie znajdzie w śnieg się zmienimy one w swym pięknie ja w swej brzydocie razem bo cisza mniej boli we dwoje a wtedy w motyla się zamienię wolny od siebie i piekła życia a motyl dostanie moje imię może zrozumie ciężar skrzydła
  12. Bóg się narodził, a ja na krzyżu umieram. On w stajence płacze, a ja — już bez miejsca — umieram, chociaż to czas Bożego Narodzenia. Przyjdź do mnie, Jezu — nawet jako Dziecię, masz moc. pozwól wyzdrowieć z myślenia o smutnej śmierci wiele cierpiałem — czy byłeś wtedy przy mnie nadzieję jadłem pełnymi talerzami pustką rzygałem, wciąż życia sensu głodny to nie modlitwa, a krzyk człowieka niemego rozpacz już w ciąży — co się z tego urodzi udziel rozwodu, błogosław łzy niewinne dzieci podaj mi rękę bezcennym gestem
  13. Przywrócę się do ustawień fabrycznych gdzie miłość nie zapyta o przebieg z nadzieją nie tylko w snach lirycznych mroźne łzy nie będą padać jak śnieg gdzie miłość nie zapyta o przebieg silnik rozgrzany ma chęć na jazdę mroźne łzy nie będą padać jak śnieg pocieszę siebie do siebie przyjadę silnik rozgrzany ma chęć na jazdę już bez drzew gdzie łatwo o wypadek mroźne łzy nie będą padać jak śnieg przysięgam jako jedyny świadek już bez drzew gdzie łatwo o wypadek jadę po pustyni samotności przysięgam jako jedyny świadek zakończę trasę z ciężarem miłości przysięgam jako jedyny świadek przywrócę się do ustawień fabrycznych zakończę trasę z ciężarem miłości z nadzieją nie tylko w snach lirycznych
  14. Spisuję wszystkie smutki nigdy niewysłane łzy są znaczkami adresat między wersami listonosz krąży chcąc zostawić uśmiech w skrzynce poczta zgubiona prosi o nowe nadanie łzy są znaczkami adresat między wersami donikąd wyślę żal że nie wychodzi życie poczta zgubiona prosi o nowe nadanie tak żeby trafić do serca postrzelonego donikąd wyślę żal że nie wychodzi życie listem bez błędów który istnieć nie potrafi tak żeby trafić do serca postrzelonego a może samo siebie zakochaniem zbawi listem bez błędów który istnieć nie potrafi dostarczę sobie priorytetem nadzieję a może samo siebie zakochaniem zbawi cierpiące życie uwięzione w poczcie smutków listem bez błędów który istnieć nie potrafi spisuję wszystkie smutki niewysłane cierpiące życie uwięzione w poczcie smutków listonosz krąży chcąc zostawić uśmiech w skrzynce
  15. Wiara się rodzi na białym śniegu czysta niepytająca o krzyże modlitwa ołtarzem kruchej duszy dzwonem myśli wewnętrznie szeleści mściwe góry pytają o słońce czule patrzące ponad nadzieję zaśnieżona ziemia krzyczy mrozem tylko ciepło w sercu nie zamarza z drewna samotność jedna zapałka tyle wystarczy by się zakochać odmrozić uczucia łatwopalne w kościele duszy śpiewane chórem msza się zaczyna błogosławieństwem samotność od końca do początku podaję rękę na znak pokoju wiara się rodzi na białym śniegu
  16. @bazyl_prost Może się przeterminowała - ale pomyślę nad innym zakończeniem
  17. Tak wiele do napisania a doba ma tylko cztery litery może napiszę go jutro o jedną więcej czasu na już niemożliwy dzisiaj prędzej cały tydzień znaków wczoraj też wchodzi w grę zagraj ze mną litr liter ile to słów? kilometr wiersza to dwa kilogramy poezji nie wiedziałeś? sprawdź jeśli potrafisz graj znaczeniami bądź abstrakcyjny jestem ważny a już przeterminowany wyobraźnią nieograniczony po prostu wyzwolony sięgam później dalej wyżej poziomo w pionie na wprost i wspak mam kolor i smak granica przekroczona do następnego razu smacznego
  18. Odwiecznie zbłąkany włóczykij wskazówek poszukuje miejsca w elektronicznym dniu zjedzonym przez wszystkie matczyne noce odnajduje się wiecznie bez początku i końca z kijem u nogi do przodu podąża krok za krokiem nigdy się nie cofa żywi się chwilami pije dni wczorajsze energiczny pielgrzym bez twarzy nie potrzebuje zatrzymania na sobie samym tajemniczym przetrwał wszystko we wszystkim wyliczył krocie nieodgadniętych cyfr i dalej liczy już takie liczby które nazw nie mają nawet odrobinę się nie męczy stałym tempem podążając gonić go nie ma sensu szybszy jest od światła myślę że jest tutaj a w zasadzie już go nie ma teraz dla niego nie istnieje był i zawsze będzie na nieskończenie wielu czasochłonnych językach
  19. @Berenika97 Bywa że jesteśmy w większości - bywa też że w mniejszości - wszystko się miesza
  20. @violettaAle dogonić się nie da
  21. Nie wierzę Boże że mi coś pomożesz mimo to proszę nie wierząc w nadzieję zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle mimo to proszę nie wierząc w nadzieję miłością dawną która nie istnieje wiara zasnęła gubiąc duszę we mgle smutku modlitwa nadziei wyzbyta miłością dawną która nie istnieje proszę o miłość która już nie umrze smutku modlitwa nadziei wyzbyta gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary proszę o miłość która już nie umrze głosem nadziei która ledwo żyje gdzie wiara walczy z człowiekiem bez wiary zwycięstwo marzy by zakończyć wojny głosem nadziei która ledwo żyje nie wierzę Boże że mi coś pomożesz zwycięstwo marzy by zakończyć wojny zgubiłem drogę uciekam przed Bogiem
  22. @Berenika97Dziękuję :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...