-
Postów
140 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Mel666
-
@Starzec a co jeśliby zamienić przymiotniki? Bardzo ciekawy wiersz. Trochę przypomina haiku
-
@Berenika97 właśnie zależało mi ma tym żeby ten wiersz był bardzo oniryczny, gdzieś na granicy. Niedopowiedziany w sensie obrazów i słów.
-
@wiedźma pisz co masz na myśli. Ja jestem naprawdę chill z wszystkimi komentarzami. Każdy ma inną wrażliwość i może odbierać dany wiersz inaczej i to zupełnie w porządku. Ja piszę oczywiście z jakąś myślą, uczuciami w danym momencie, ale to moje odczucia. Czytający mogą mieć zupełnie inne i to mnie również będzie bardzo cieszyć. Pola do interpretacji są zawsze szerokie:). Kocham Twoje komentarze ❤️
-
@wiedźma właśnie chciałam żeby ten wiersz był niejednoznaczy i oniryczny i mam nadzieję, że mi się to udało. Dziękuję bardzo za komentarze... ❤️ @Berenika97 bardzo sie cieszę, źè Ci się podoba:) ❤️
-
Straciłam czucie w swojej lewej dłoni, w lewej półkuli, gdzie neuroprzekaźniki się stykają, iskrzą, iskrzą się - na słomianym stosie się spalają, w lewej skroni, gdzie stare, wyblakłe fotografie pod dotknięciem ręki się rozpadają, w metalowej klatce zakopanej pod ziemią, gdzie nie dociera uliczne światło. Co się właściwie stało? To nie moje ciało - kukiełka poruszana dwoma nitkami. Drugoplanowa aktorka w sztuce nienapisanej własnymi rękoma. Nie czuję bólu, nie czuję radości, ani ciepła, ani ognia, ani złości. Nie czuję nawet obojętności - rola statysty przypadła mi. W prawej dłoni również czucie zanika, w prawej półkuli, gdzie magiczne sztuczki na cyrkowej arenie się wydarzają, w prawej skroni, gdzie z zardzewiałych doniczek płatki śniegu spadają, w prawej przestrzeni, gdzie w rodzinnym domu, nie ma już śnieżnobiałych poduszek. Co się właściwie stało? Ktoś zamyka powieki. Kurtyna opada. Za rogiem, zza tekturowej zasłony, wyszeptane moje imię. Pusta, delikatna skorupa na zewnątrz, wewnątrz wulkaniczna lawa - gęsta, zastygająca. Kim jestem więc? Czy jestem iskrą, która rozpali ogień bez użycia zapałek? Czy jestem cieniem stojącym z boku, czekającym, aż zajdzie słońce, by w ogóle zniknąć? Pionek wśród pionków, na czarno - białej szachownicy. Mój ruch!
-
3
-
Śniłam... snem kamiennym wyrytym głęboko, głęboko jedna czwarta zbliżające się kroki trzy czwarte - brama otwarta do czyśćca w dolinie niepłonącej nadzieją pomiędzy światami Śniłam snem jawnym Śniłam snem o świcie Nie brzęczały tam świerszcze Nie nuciło melodii życie Śniłam snem szalonym pigułki jedna czwarta a może trzy czwarte o północy Cicho, cicho po malutku stopklatka myśli Słyszę kroki na schodach Ten, który niesie światło bezsenność to jego nałóg
-
@Berenika97 dzięki za komentarz. Właśnie to miałam na celu pokazać. Życie ludzkie ma coraz mniejsze i mniejsze znaczenie. Jak pisałam wczesniej w odpowiedzi na komentarz wiedzmy...jesteśmy tak przebodźcowani negatywnymi informacjami, że obojętniejemy. Niestety
-
@Simon Tracy dzięki bardzo za komentarz. Właśnie zależalo mi ta tym, żeby napisać go jako kronikarz i cieszę się, że wg Ciebie to mi się udało:)
-
@LessLove bardzo dziękuję za ten komentarz @wiedźma też zgadzam się z tym 100% @wiedźma chciałam żeby to właśnie brzmiało jak wycinek z życia, tragiczny ale niestety bywają i takie. Właśnie świetnie go odczytałaś. Fragment o gazecie miał na celu pokazać zobojętnienie. Jesteśmy tak zarzucani złymi wiadomościami, że w pewnym momencie nic już nie robi na nas wrażenia tylko przekręcamy kartkę
-
oto historia Marty O. gdy sięgam pamięcią wstecz, różnie o niej mówiono: dla jednych dziwaczka, dla innych wariatka, zakompleksiona pijaczka urodziła się nad rzeką numer dwa w drewnianej chałupie gdzie wszyscy mieli wszystko,głęboko w dupie urodziła się milcząc blade wątłe dziecię nie wiedziała wtedy nic o tym zasranym świecie życie zaczęła wśród mętów i wyrzutków społecznych ojca nie znała wcale -gdzieś po drodze się zgubił matka narkomanka - podobno dawała w żyłę siostra prostytutka - o ile się nie mylę Marta dorastała w obskurnej melinie paliła ukradkiem skręty kupione w kantynie chodziła do lumpeksów - kupowała ciuchy cała wioska się śmiała z tej dziwnej dziewuchy chłopaka miała jednego sąsiad z naprzeciwka seksualny kogucik - taka męska dziwka zdradzał ją co chwila szlajał się nocami pił wódkę pod sklepem z miejscowymi pijakami pewnego dnia odszedł i nigdy nie wrócił Marta zrozumiała, że ją drań porzucił wzięła sznur do ręki, poszła do stodoły zawiązała pętlę, stanęła na belce nie modliła się skacząc wiedziała co będzie życie się skończyło kostucha zebrała żniwo ludzie nie płakali Marty już nie było ziemia pochłonęła zimne wątłe ciało tak skończyła Marta... przekręcam stronę w gazecie
-
podążam cmentarną aleją śledzą mnie tysiące kamiennych oczu gęsia skórka na plecach moje palce krzyżują się dotykam dłońmi nadgarstków, badając puls nie wierzę w wszechobecność a jednak marmurowe usta poruszają się aksamitny głos głaszcze powieki wdziera się pomalutku za źrenice rysując je pazurami od środka spoglądające nieruchome oczy złudzenie raniące mój umysł biegnę i biegnę i biegnę tam, gdzie zielony maj gdzie słońce oślepia goniących gdzie znowu zobaczę znajomą twarz wśród wiosennych pajęczyn boję się emocjonalnej ślepoty czy to, co patrzyło, wciąż patrzy przeze mnie rozmyte odbicie zegarek chodzi wstecz
-
@zawierszowana bardzo dziękuję. Cieszę się, że Ci się spodobał. @Poet Ka bardzo dziekuje. Zawsze doceniam Twoje komentarze.
-
@Marek.zak1 dziękuję bardzo.
-
@Berenika97 dziękuję bardzo za kom. Cieszę się, że udało mi się połączyć te dwie płaszczyzny. @LessLove chciałam polaczyc moment wewnętrznej transformacji świadomości z opowieścią o przejściu przez granicę istnienia. Dzięki za kom @wiedźma dziękuję Ci bardzo. Zawsze świetnie odczytujesz moje wiersze. Cieszę się, że udało mi się Cie poruszyć tym wierszem.
-
@Simon Tracy dziękuję bardzo:)
-
W głębokim cieniu skryty pokój, dwie ulice stąd, gdzie dojrzewają na drzewach emocje. Ponad plątaniną blokowisk unosi się mój głos. W bólach narodzin dokonuje wyboru. Moja matka leży w splątanej mokrej pościeli, pogrążona w półśnie, na wpół świadoma, z nieobecnym spojrzeniem. Na wpół otwarta w swoim zmaganiu, krwawiąc, wydaje mnie na świat. Moja matka, w tym świętym miejscu - zapada cisza. Nie ma już śladu mnie, tej, która kiedyś płakała, zagubiona pośród krain zamieszkanych przez obce, rozmyte twarze. Mój ojciec czeka po drugiej stronie Styksu, jest ślepy, ma opaskę na oczach, a jednak prowadzi go miłość. Nie zna drogi, którą podążam, lecz jego uczucie jest latarnią oświetlającą krętą ścieżkę. W głębokim cieniu, gdzie milkną szepty, dwie ulice dzielące mnie od radości i bólu, pośród bloków i wąskich przejść już nie płaczę, bo właśnie w tej ciemności uczę się latać.
-
przedawkowałam życie zaaplikowałam podwójną dawkę psychoanalizy dożylnie i domięśniowo stercząc z głową w sedesie i wyrzucając z siebie resztki internetowych porad zrozumiałam prostą rzecz odłączam kabel z gniazdka
-
@wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
-
@Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
-
@Poet Ka piękne. Na pograniczu realności i baśniowości. I gdzieś w tle wyczuwam potrzebę bliskości.
-
@LessLove to jest całkiem niezły pomysł. Pomyśle nad tym naprawdę poważnie, bo to nie jest coś o czym mogę zdecydować z dnia na dzień bo niestety moja praca trochę mnie ogranicza, ale dzięki za pomysł:)
-
@Simon Tracy świetny tytuł. Wiersz musial byc równie dobry. Dziękuję bardzo, naprawdę doceniam to , że tak myślisz
-
@Simon Tracy dziękuję bardzo. Cieszę się, że mój wiersz trafił do Ciebie:)
-
@Charismafilos ja bardzo lubię ta piosenkę. Mieszkałam w Wawie jakieś 10 lat także słowa mają moc;). I może faktycznie coś w tym jest. @LessLove wiem, że powinnam spróbować i może to zrobię. Potrzebuję jednak jeszcze trochę czasu.:)
-
zatańcz ze mną wisielczy taniec mój drogi przyjacielu drzewo życia spogląda z tęsknotą wyciąga kościste palce zatańcz ze mną wisielczy taniec mój drogi przyjacielu macham nogami kręcąc się i kręcąc- na lnianej linie dawno nie bawiliśmy się razem stary przyjacielu dorosłeś w ogrodzie stworzenia czas działa tylko na niekorzyść, orząc twarz smugami starości zatańcz ze mną wisielczy taniec mój drogi przyjacielu wyciągam dłoń bym mogła zamknąć ją w swojej chocholi taniec i swawole