Błękity wyśnione, błękity wymarzone,
Przetkane wspomnieniami, dotknięte detalami.
Barwy wytłumione, kontrasty wydziwione,
Zamarły otulone poniekąd zgaszone ...
Dotykam powierzchni, niech mąci się szarość.
Przymykam powieki na zimną wciąż bladość.
Purpurą przemywam usta złaknione,
Rozrywam szponami serce zranione...
W odwiecznym zakwicie niknącej przestrzeni,
Bardzo się śpieszę nim wszystko się zmieni,
Zawieszam słowa w szkarłaty ubrane,
Troche wyblakłe, jakby źle dobrane...
Jedynie zieleń nic sobie nie robi,
W końcu jedyna nie zejdzie już z drogi.
Zmącona barwami zbyt krótkiego lata
Zaklina się w złocie, w błękicie przeplata.
Przy okazji przepraszam, że ostatnio nie czytam. Zamierzam nadrobić pomimo przerażającej ilosci nowych dzieł :-) Pozdrawiam serdecznie.