Mieszkam pod zimnym kloszem domu
gdzie może żyć, jeść, uczyć się i odpoczywać
tylko moja powłoka
nie ja, i to im wystarcza
Snuje się po ciemnych pokojach, jak cień
nie chce być za bardzo obecna
drży z zimna, nie tylko w powietrzu
co drży, nie ja?
Nawet nie wie, że nieustannie
Układa fantazje w głowie, jak dziecko
to nie boli, bo nie poddaje się krytyce
zamknięte szczelnie pod kloszem
A ja jestem zmęczona, od lat
Robię zadania z listy zadań dla dobrych dziewczynek
Myję podłogi, ścieram kurze
słucham żali, kłótni, pretensji
płaczę tylko w nocy, pod kocem, kiedy wiem
że mogę wrócić do siebie
wtedy odbudowuje syzyfowo ciepło własnego ciała
A w umyśle układam klocki które nie pasują
w umyślę biegam, szukam skrytek
w umyślę dbam o obraz siebie
nieustannie, od lat
I jeszcze nie wiem, że to otoczenie
to źródło mojego przewlekłego zmęczenia
porażki sukcesu idealnej córki
I jeszcze nie wiem, że otoczka też chłonie
ten stęchły odór nacisku, wymagań i wizji
roszczeń opatrzonych nalepką z kultury
I jeszcze nie wiem, że stworzyli we mnie potwora
pożerającego własne wnętrzności
żeby oni nie musieli wiecznie tego robić, bo to męczące
I jeszcze nie wiem, że z czasem łapiąc ciepło
wypłyną na wierzch moje uczucia
które położą mnie do łóżka na miesiące
Żebym odpoczęła