myśli w uścisku nocy
spieszą wybrzmieć arie
pod etiudą pana na fazie
wiedzą, że ranek obnaży ulubioną pajdę chleba
trzymaną ciasno przez dłonie przywykłe do pyłu
dzień opadnie pracowicie jak zmęczone powieki
skrzydła motyla oddadzą ostatni trzepot
niepewny swego spełnienia
jego ulotność zostanie zauważona
kiedy kurtyna znów zajdzie
by przepleść cykl subtelności
wszystko widać wyraźniej
gdy nikt nie neguje ciemności