pamięci koleżanek i kolegów , którzy odeszli ostatnio z firmy
Odlatują ptaki do ciepłego kraju
bo pora nadchodzi zimna
Jeszcze się spotkają koło dróg rozstaju
gdzie kwitła latorośl winna
Odchodzą dziś koleżanki i koledzy
na kolejne życia szlaki
opuszczone rysunki opisy wiedzy
już są wolni jak te ptaki
Kiedy jak zwykle przyjadę tutaj rano
powitam już puste biurka
Lecz w pamięci naszej jednak pozostaną
i stąd ta dla nich laurka
...
a dzisiaj przecieram oczy z niewyspania
bo to z nimi byłem i w tę noc myślami
jesień się znów zaczęła czas pożegnania
z tymi co byli wśród nas i zawsze z nami
I znowu do nas przyszłaś niezaproszona
i jak zawsze z coraz to krótszymi dniami
żółtawa brunatna nierzadko czerwona
a bardzo chcesz pomieszkać razem tu z nami
popatrz wszystko na twój widok posmutniało
gwiazdy pochowały się za czarne chmury
a przecież nic złego się teraz nie stało
poranek obleczony w kir szarobury
liście spadają narodzone w czas wiosny
na ziemi pod stopami jeszcze szeleszczą
już umilkł skrzydlatych chórów śpiew radosny
ptasie matki w gniazdach młodych też nie pieszczą
zimny wiatr wieje prosto w oczy stęsknione
za obrazem jasnego bezchmurnego nieba
łąk bogatych w wysokie trawy zielone
i słońca gorącego jak bochen chleba
na alejkach odbijają się kałuże
to w nich liście ostatnie wydają tchnienie
na pajęczyny niciach przyszłość dziś wróżę
by po smutkach nie zostało choć wspomnienie
Na pewnego chłopa z targu koło Bydgoszczy
Jedna baba język sobie bez przerwy ostrzy
I wyciąga tylko mylne wnioski
Że podobno jest specjalnej troski
Zaś sama o rozum swój wcale się nie troszczy
kochaj mnie
zostań jeszcze
mamy tyle czasu
tutaj godziny nie przeminą
przecież miłość jest wieczna
pocałuj wszędzie
przytul delikatnie
pieść moje ciało
choć ja ciebie teraz nie pieszczę
kocham ciebie
mimo że kochało mnie tylu
ogrzej mnie sobą
dopóki jestem cała
moja twarz jakby spała
zagojone już rany
łzy z oczu nie popłyną
zobacz ile mam kwiatów
tylko tak mi zimno
jestem twoja
dopóki się w proch nie obrócę
mój kochany
nekrofilu
Zawistny kogut z miasta Cordoba
narzekał, że mu się nie podoba
Towarzystwo kaczek i kur
oraz ten cały ptasi chór
W końcu wszystkie kolejno zadziobał
Skarżyła się raz w mieście Szczawnica
koza, że mąż już tak nie zachwyca
Mój też nic nie jest warty
bo głupi i uparty
odpowiedziała tak jej oślica
Docinał sąsiadowi jeden z Ułan Bator
Biegał wciąż za nim i wołał nań prowokator
Dzisiaj dopiero gość dobrze czuje
Kto kogo naprawdę prowokuje
Bo go wezwał do wyjaśnienia …prokurator
Deszczyk monotonnie za oknem stuka
Pojedyńczymi kroplami na złe sny
Zmęczony życiem rymów jeszcze szuka
Co piękniejsze powyciąga z szarej mgły
Blaski słońca giną za pajęczyną
Którą cierpliwie kumpel pająk wciąż tka
Na stole szklany dzbanek z jarzębiną
Stara muzyka z gramofonu znów gra
A pokój spowity w chłodnym półmroku
Z kalendarza trochę kartek zostało
On nie usłyszy już jej szybkich kroków
Gdy wracała to wszystko odżywało
Tak wierzył że są sobie przeznaczeni
Serce rozrywa dziś smutne wspomnienie
Czasu nikt nie cofnie co los odmieni
A po nich nie zostaną choćby cienie