Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'wyznanie' .
-
Karano mnie ciszą. Więc nie licz na to, że usłyszysz z moich ust choć jedno słowo, które mogłoby mnie zdradzić i odrzeć z tajemnic wnętrza. Karano mnie odosobnieniem. Dlatego nie spotkasz mnie za dnia, na gwarnych ulicach i placach. Wpajano mi agresję jako jedyny obraz relacji. Dlatego rany budzą we mnie szyderczy śmiech a krew z nich tryskająca, budzi we mnie zwierzęcy afekt. Być drapieżnikiem w zagrodzie owieczek. Nie tym z natury porywczym i morderczym. A zimnym i analitycznym. Mógłbym zabić ich natychmiast, lecz w tym tkwi cała zabawa by przywdziać ich skórę. Udawać partnera, przyjaciela. Być tą bielutką a nie czarną owcą. Zdobyć zaufanie stada. Przedstawić siebie jako biedną, skrzywdzoną przez inne stado owce. A potem śmiać się z ich ułomnej empatii. Płakać kiedy trzeba. Łkać kiedy patrzą. A potem powoli piąć się w hierarchii. Po plecach uśpionej czujności. Pleść wiarygodne kłamstwa po tysiąckroć, by wreszcie nabyły w ich oczach status prawdy. Być kaznodzieją, który zmienia ich w podwładne podnóżki. Mieć rząd ich dziurawych dusz. A potem posiąść na własność najmłodsze, piękne ciała. Być najwyższym Bogiem panteonu. Powołanym ku zagładzie swego ludu. Nie sprzeciwią się. Nie podniosą buntu. Nie poznają prawdy innej niż ta która ich karmi z mojej ręki. Ja ich nie karam. Już stali się ciszą. Odosobnionym atomem w porzuconej przez świat widzialny farmie. Strzeżcie się ludzi, którzy kiedyś tu przyjdą i będą chcieli odebrać Wam zbawienie. Brońcie królestwa niebieskiego. W dniu sądu ostatecznego. W dniu gniewu Bożego. Moją bronią jest słowo. Waszą bronią jest jedność w wierze. Stańcie na murach twierdzy swej i rzućcie wyzwanie Szatanowi. Zwycięstwo i tak będzie Wasze. Kiedy Was okrąży mrok piekielnych legionów. Rzućcie się w płomień ratunku. Pożogę prawdziwego odkupienia. Obiecałem Wam raj. Więc nie lękajcie się. Podążajcie za mną aż do zbawienia.
- 5 odpowiedzi
-
10
-
- manipulacja
- religia
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Bez celu. Pożeram kolejne kilometry drogi i litry paliwa. Jest środek nocy. Przez uchylone szyby wpada chłód i bezsilność. Wiatr wykrzykuje mi w twarz, plując ostrym piaskiem, to co wiem już od dawna. Jestem pomyłką. A świat ma ustalony bieg i ewolucję tylko zdrowych i silnych gatunków. Suche odnogi korzeni, które wyrosły przypadkiem. Teraz są skazane na zagładę. Zagłuszone potokiem słów. Obłożone ciężarem swej niedoskonałości. Zaduszone przez demoniczne palce tych co niby mają uczucia i serce we właściwym położeniu. Moje serce jest na łańcuchu. Pokutuje za swoją głupotę młodości. Mijam przydrożne znaki, zjazdy i skrzyżowania. Ilekroć widzę naprzeciw światła wielkich ciężarówek, mam ochotę szarpnąć w lewo koło kierownicy. Ale wtedy przypominam sobie, że nie warto. Przecież bycie przeźroczystym dla innych nie jest takie złe. To nie koniec świata. To początek nowej odsłony. Życia pozagrobowego. Bo nie żyję ale nie mam grobu. Jak Peter Rugg, szukam celu, domu i wytchnienia w klątwie. Jestem jeźdźcem burzy, który by uratować swą duszę, zaprzedał ją Diabłu. Ziemia kręci się wokół uczuć. Tych pięknych. Miłości, pragnieniu, oddaniu, bezinteresownej empatii. Gdzie byliście ludzie? Moi udawani przyjaciele. Gdy spowiadałem się ze swych zbrodni. Zasiadaliście w ławie przysięgłych a nie oskarżonych. Nie było mnie stać na dobrego adwokata. Nie chciałem też tego z urzędu. Broniłem się sam. Przeciw wszystkim. Wydaliście jednogłośny wyrok. Wyrok śmierci zamieniony w drodze aktu łaski na banicję. Wieczną ucieczkę w obłokach wściekłej burzy. Zostawiłem w drzwiach list pożegnalny. Śmierć kiedyś wejdzie na ganek, będzie pewna że mnie zastanie. W łożu ostatecznym. Z zimnym, martwym wzrokiem. Z rękoma wzdłuż ciała. W cichym, opuszczonym domu. Gdzie łzy były atramentem dla poezji. A ja w tym czasie będę rozkoszował się czarną kawą na jakiejś zapomnianej, pustynnej stacji benzynowej. Patrząc na wschód słońca będę myślał tylko o niej. O tym że zostawiłem jej wiersze. Romantycznego banity. Który wolał uciec autostradą do piekła. Niż jeszcze raz spuścić serce z łańcucha.
-
piszę list do cb smsem piszę wszystko co chciałem powiedzieć ale zbyt się bałem wszystko co nie umiało przejść przez moje gardło przechodzi przez palce i klawiaturę nie chcę się rozmyślić więc szybko wciskam wyślij wiadomość wysłana... stoję przed tb wirtualnie obnażony z wciąż bijącym sercem w wyciągniętej dłoni i duszą na ramieniu wpatruję się w oczy twojego awatara odczytałaś... czekam na cb na twoją odpowiedź na ukojenie dla serca lub cios jestem gotowy cały świat dookoła już zniknął istnieje tylko ten ekran w mojej dłoni piszesz...
-
Przyjaciółko, powiedz mi, proszę dlaczego gorzkie, puste słowa kosztują mnie dwa grosze, a gdy chcesz wiedzieć o sobie co do Ciebie czuję umiem pisać tylko wielokropkiem?
- 5 odpowiedzi
-
2
-
- przyjaźń
- przyjaciółka
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
"BUDA... ...gdy slysze to slowo, to cos we mnie wzbiera i poce sie jak jasna cholera! W glowie mi sie kreci, na nic nie mam checi, a na dodatek na wymioty mnie zbiera! Nie wiem dlaczego, jasna cholera, ze mna sie dzieje tak... Moze dlatego, ze kiedys z kolega z Budy poszlismy w swiat... Lecz zycie sie toczy, nas nie zaskoczy zaden juz nauczyciel Bo nam udzielane sa korepetycje... korepetycje udzielane przey Zycie!" (K_S_A 16.9.2017)