Chciałabym w urnie, jak na dostawce,
blisko rodziców oglądać ziemię.
Pierwszy raz czuję - to moje miejsce,
stąd są korzenie.
Spacerkiem cmentarz nieoświetlony
zwiedzamy razem, jak swoje miasto.
Alejki zborne, cisy wyborne,
nie będzie ciasno.
Jeszcze to lata, jak bóg da wiele,
zanim do portu wrócę z podróży.
Pozwiedzam kraje, smaki, kultury,
ale dom służy.
Wiem już dlaczego ptaki wracają,
co roku pilnie na swoje gniazdo.
Na każdy zakręt oko się mruży,
to serca własność.