Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Otori Mononoke

Użytkownicy
  • Postów

    145
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Otori Mononoke

  1. Dzięki za opinię rymy faktycznie wyszły mi troche naciągane...:)
  2. to dopiero jest piękne! dodaje do ulubionych bez zastanowienia!:)
  3. Naprawdę ci się podoba? Dziękuję! Już zabieram się do pracy;)
  4. Nie lubię promieni słońca, bo dzień przynosi cierpienie. Nienawidzę końca każdej nocy. Westchnienie... Promienie budzą mnie do życia z bezuczuciowego letargu. I wtedy oślepiona światłem nie widzę nic przekleństwa huczą w mych uszach zniewagi są jak siarczyste policzki uczucia odbijają się rykoszetem od stalowych twarzy i tną moje ciało jak ostrza a miłość odbita wzgardzona trafia prosto w serce uderza mocno tak boleśnie aż rozszerzają się źrenice a w płucach zapiera dech w końcu powtórnie w litościwej nocy zatapiam moje ciało końcami palców dotykam mroku jej skrzydła muskają moją twarz ciemność tłumi dźwięki i uczucia więc już nie słyszę i nie czuję nic utula noc wyostrzone zmysły moja mroczna kochanka troskliwie otula całunem zamyka wieko skrzyni jeszcze ostatni pocałunek i pogrążam się w nieprzespanym cichym śnie
  5. Nie pocieszaj mnie. Wiem,że wyrok wydany. Twoja twarz smutkiem się gnie. Nie smuć się, kochany. Uśmiechnij się i zrób herbaty przy kominku usiądźmy podaj mi koc w kwiaty bądźmy razem jak złociste ćmy. Jestem słaba, zmęczona los odda mi tylko przysługę od bólu szalona leżę przez noce bezsenne i długie gdy ty nie śpisz też sprawdzasz, czy jeszcze żyję ja też się boję, wiesz obejmij moją szyję. Tętno bije słabe, ledwie, ledwie ból wstrząsa ciałem w agonii o mojej słabości zima wie opowiada jeziora toni zanoszę się kaszlem, bo nie umiem płakać. Spokojnie. Moje serce wie kiedy stanąć. Wiatr gałęzie gnie za oknem. Obojczyki śpiesznie unoszą się, by nadążyć za oddechem. Mów do mnie jeszcze mogę słyszeć.Wiem już czas. Wiatr płynie z gór. Ramiona zmienią się w skrzydła pełne czarnych piór. Już czas. Wszędzie jej woń mdła. Zaraz złoży zimny pocałunek na moich ustach okryje mglistym całunem pogrąży mnie w snach nieprzespanych. Widzę jej twarz Jest piękna. Nie bój się. Życie to najstraszniejsze co znasz. Wiatr ze sobą mnie uniesie. Lecę. Wśród płatków śniegu. Zimny wiatr w oczy. Świat stanął w biegu. Niebo blaskiem broczy. Poczekam na ciebie. Znajdę nam najpiękniejszą z gwiazd. Ciebie tez śnieg pogrzebie. Ona nauczy znowu kochać nas.
  6. co mam rozumiec przez : 'to akurat beznadziejnie'?
  7. dotykają mojej twarzy skrzydła żyłkowanych wspomnień prześlizgują się od ust do oczu po policzkach płyną gorzkie krople
  8. byłam twoim cieniem i oddechem leżałam u twych stóp jak wierny pies byłeś moją nadzieją i jedynym grzechem byłeś moim uśmiechem i powodem do łez i nie pragnęłam niczego więcej brałam twoje dłonie w moje ręce a ty odszedłeś i nie wrócisz pamiętać mnie nie musisz i obrastam tęsknotą jak małe zwierzątko grubym futerkiem by przeczekać zimę bez ciebie. wieczną zimę
  9. dziękuję za przychylną opinię pozdrawiam
  10. Naprawdę? pozdrawiam
  11. bardzo dziękuję również pozdrawiam
  12. O, kurczatko! Miło mi bardzo, za taki odczyt wierszyka, pozdrawiam. :)) Masz, oczywiście, rację. Miłość, jak już jest, nie jest kiczem, nawet gdy ludzie zachowują się trochę inaczej niż zwykle - np. dziwnie: piszą wiersze, wzdychają, są nieobecni, a kobiety jakieś świetliste... :)))) to jest naprawdę świetny wiersz:) i masz rację z tym zachowaniem ludzi-tyle że niektórzy reagują jeszcze inaczej... poza tym kicz to sposób przedstawienia, a nie temat, np.: łabędzie na stawie;przeciez sa nieziemsko piękne, tylko człowiek nie potrafi ich odpowiednio namalować lub opisać... mam nadzieję, że wyraziłam się zrozumiale?:)
  13. Ja tez nie za bardzo rozumiem, o co mi chodziło:):):) ale mniej więcej chodzi o to, że siedzę sobie w nocy i takiśe różne nowe wyrazy wprowadzam jako mój własny język, bo nie jestem człowiekiem, tylko gwiazdą, stąd to świetliste DNA i umiłowanie do chmur, lotu i nocy. dziękuję za twój komentarz
  14. chmury oczy mroczące broczące światłem noce podlatywaniami mrocznikami wypełnione kielichy ciemnozielone wina pełne od brzegu do dna moje świetliste DNA
  15. dziekuję za opinię, ale ja naprawdę czuję, że to jest kicz...
  16. zazdroszczę Ci tego, że umiesz tak pisać... ten tekst jest świetny! czytając, czułam zapach szpitalnej sali
  17. ja wcale nie znam sie ani na miłości, a już tym bardziej na wierszach, ale myślę, że jest całkiem dobrze tylko zgadzam się z czułą-ja, że denerwujące są kolokwializmy i podobne treści w sąsiednich wersach: uwierz mi, że wtedy niedobrze sie czyta fajnie, że napisałeś taki wiersz pisz dalej pozdrawiam
  18. piękny wiersz pełen bólu i cierpienia i mroku... zupełnie jak ja
  19. Lubię tęsknić zamknąć miłość w marzenie o tobie śnić czuć na ustach pragnienie jego smak cierpko-słodki brać w dłonie małe wspomnienia wiotkie wchłaniać w serce całe i już nie wiem, co kocham bardziej: twoje usta czy ich pragnienie? twoje dłonie czy ich cienie? twój dotyk czy jego wspomnienie? twoje ciało czy o nim marzenie? twoją miłość czy pustkę po niej? biorę twój cień w moje dłonie i pieszczę do świtu i dłużej jeszcze
  20. moim (skromnym, bo dopiero zaczyna mnie pochłaniać liryka i wcale nie znam się na czymkolwiek) zdaniem ten wiersz opisuje coś co nigdy nie może zostać potraktowane jako kicz! bo nawet jeśli sytuacja banalna, to za kazdym razem inna Ona, inny On i inny deszcz... a kiedy czytałam, czułam krople na twarzy
  21. dziękuję cieszę się bardzo, że ci się podoba
  22. Na sukni Zimy koronki wykwitają szklanego kwiecia gronostaje wszywają futra w zamiecie śnieżnych trenów pocałunki przelotne składa mróz srebrzy jej twarz kryształkami osiada na rzęsach pokrywa bladym niebieskim rumieńcem policzki wiatr północny układa długie włosy cierpko brzmiących dni upina welony gęstych mgieł przelotnych westchnień spojrzeń pod zmarzniętym sercem lodowym brzmi zimny żar czeka na Niego przed ołtarzem Czasu staną On-Lato- z fletem bosostopy grajek ją pojmie na życie i na śmierć na zycie gorsze niż śmierć i po cichym -tak- i cichszym jeszcze szeleście jego słonecznej dłoni na welonie pocałunek przysiadł na ustach jak przelotny ptak i wszedł w nią lekko jak lekko płynie po niebie jasna chmura i nasienie dmuchawca i choć ona od gorąca umiera a on od zimna drży to są najszczęśliwsi razem śnieżną burzą przykryła ich rozebrana już z koronkowego chłodu on umiera pod jej dotykiem jak ścięty mrozem kwiat liść ona roztapia się na jego ustach jak płatek śniegu -proszę-szepcze- zgińmy razem unicestwieni naszym przeciwieństwem- -dobrze.nie pragnę już niczego ale przyszły Wiosna i Jesień przez Ziemię przysłane urażoną związkiem królewny i żebraka odtąd dzielą ich Wiosna i Jesień wezbrane liśćmi jak zazdrością a ona musi żyć a on nawet nie może pogładzić jej włosów słonecznym promieniem
  23. Nie obchodzi mnie czego chcą inni ja mam ciebie, a ty masz mnie I tak odwiecznie będziemy trwać Ty i ja, ja i ty Nie obchodzi nas czego chcą inni mamy siebie ja też chciałabym umieć tak pisać... piękne i prawdziwie niesamowite bo wielu obchodzi właśnie to, czego chcą inni
×
×
  • Dodaj nową pozycję...