Lilia piękna, wręcz oszałamiająca,
często tańcząca, jak i świecąca,
tak samo pięknie płacząca.
Lilio ma piękna, cudowna, czemuś taka?
Twarz przestronna, często kłamiąca,
a mimo wszystko tak bardzo promieniejąca.
Prawda Cię skrzywdziła, poraniła,
niczym pnączami druta kolczastego opatuliła.
Piękna lilio! Wysłuchaj chociaż raz,
spójrz na świat bez ciemnych barw!
Lilio Ty nasza, nie daj ciemności odebrać kolorów,
cudowna lilio, nie płacz jak nikt nie widzi,
lilio, spójrz na świat bez krat bólu,
lilio, pamiętaj o sobie.
Czymże świat byłby bez Ciebie?
Zapachu pięknego, wyglądu oszałamiającego,
Często śmierć zwiastującego.
Piękna, nadzwyczajna jak i cięta,
prawdą atakująca, z bólem przez świat zmierzająca.
Obudź się z amoku, lilio,
nie musi już tak dalej być.
Lilia, może piękna, a jak toksyczna.
Przykra, niezbyt przyjemna,
spolądająca w przeszłość,
rozgrzebująca wściekłość.
Lilio zgorzkniała, powiedz mi!
Jak tyś zdołała,
smutna szlochała…
Lilio smutna, aczkolwiek w tym piękna,
jak tyś tak wstrętna?
Lilio nieszczęsna,
poczuj moc tętna, bądź proszę wdzięczna.
Lilia biedna, tak bardzo smętna,
kiedyś czuła się jak księżna.
Miłość tak szczelna, że odbiła swe piętna.
Lilio nieszczęsna, często tak smętna,
na świat spójrz zza piętna.
Jesteś przepiękna, a jak zniszczona.
Tyś czerwona - bez obrony.
Tyś biała była, jakże piękna,
ambitna, a jakże naiwna.
Lilio naiwna, podzielże się,
myślami które prześladują Cię.
Myślami, które prześladują mnie.
Sens? - dawno przepadł gdzieś w ogniu.
Lilio… już nie pytam.
Ależ pytaj!
Za dzień chwytaj, pewnie myślą błyskaj!
Jednakże gdzież w tym sens?
Gdzież się kryje, jak nie w bezsensie?
Nie jestem z wielkich opowieści!
Jestem jedynie pęknięciem,
jak linii na papierze jaki spłonął
wraz z uczuciem.
Lilio, tyś naiwna była…
Wiem, to moja wada.
Lilio, nie płacz więcej - zapałki się wypalają.
Nie odpalisz żadnej ponownie.
Lilio, każda iskra kończy się ciszą,
chowasz je w kartoniku.
Jakbyś chciała schować wspomnienia,
które nie zapłoną.
A Ty, Lilio, dalej pytasz,
“Dlaczego wciąż je trzymam?”
Lilio, Lilio, Lilio.
Cały zaś czas tylko to.
Natręctwo.
Gdzie podział się rozum?
Gdzie podziało się to co zgasło?
Przede wszystkim,
gdzie zgasła iskra, jaka miała zapłonąć?
Ciągle słyszę “Lilio” to,
“Lilio” tamto.
Każda zapałka płonie,
gasnąc w mych dłoniach...
Kto by pomyślał, że to spłonie?
Pozostawiając popiół wspomnień,
w małym kartoniku po zapałkach.
Moja iskra zanika w wodzie,
coś, co niszczy ogień.
Woda otula mą zapałkę,
bezlitośnie ją gasząc.
Czemuś wodą?
“Lilio, Lilio, Lilio…”
Dość.
Lilio naiwna…
Ty niegdyś ogniem,
teraz gasnącą myślą
W dłoniach.
Ciszy.
Każda zapałka kończy tak samo.
Gasnę, powoli.
We własnym ogniu,
własnej wodzie jaką się stałam.
Nie jest Tobą.
“Lilio, Lilio, Lilio…”
Przestań.
Dość maskarady.
Dość pożarów wkoło.
Gasnę w oczach…
Lilio zniszczona, niegdyś ognista.
Dlaczegoś obróciła się w popiół?
Spłonęłaś w oczach,
powoli zgasłaś.
Lilio popielna, powstańże z popiołu,
pokaż światu swą moc.
Na nowo zapłoń.
Zapłoń jak zakochane serce.
Wznieć nowe pożary.
Spal mosty przeszłości.
Poczuj palące uczucie.
Poczuj iskrę.
Niech wznieci twój ogień.
Lilio.
Pamiętaj kim jesteś.
Jesteś dzieckiem ognia.
Powstań jak pożar z iskry.
Wznieć go swoją zapałką
i spal wszystko w popiół.
Tak jak spłonęłaś Ty.
Jestem dzieckiem ognia.
Z popiołów powstanę,
tak samo jak w popiół się obrócę.
Płonę, palę co dotknę.
Samą siebie także.
“Lilio, Lilio, Lilio…”
Widzę rozczarowanie.
Ciągle jestem lilią.
Powinnam dryfować po wodzie.
Iskierki świetlików powinny mnie otaczać.
Czemu tak nie jest?
Dlaczego jestem jak zapałka?
“Lilio, Lilio, Lilio…”
Nie!
Dość.
Nie jestem twoją podwładną.
Lilio, oddaj się mi.
Sprawię, że zapłoniesz jasnym ogniem.
Ogniem tak gorącym,
że cały świat nauczy się bać.
Przestań! Nie będę już Lilią.
Lilio, nie bądź uparta.
Spłonie każdy.
Każdy kto ocenił.
Skrzywdził.
Przestań, przestań, przestań!
Nie potrzebuję Cię.
Wyjdź z mojej głowy.
Lilio zagubiona, oddaj się mi…
Oddajże kontrolę.
Dajże wydać wyrok,
spalić wszystko w popiół…
Nie.
Nie oddam siebie.
Nie dam zniszczyć mojej zapałki.
Będzie płonąć.
Aż nie wypalę się jak gwiazda.
A gwiazdy nigdy nie przestają płonąć.
“Lilio… to już koniec.”
Kurz opadł, koniec maskarady.
Pustka w sercu, zanieczyszczone wody.
Wypalona trawa, spadające gwiazdy.
Nikt nie przeżył.
Nastąpiła cisza.
Powoli unosząc wzrok,
zauważ płatki z nieba spadające.
To lilia - pomyślisz.
Jednak co by tam robiła?
Delikatne płatki lądujące na Tobie.
Piękne, wilgotne.
Coś nowego w porównaniu z Twym ogniem.
Coś co nie rządzi się chaosem.
Nie jesteś już Lilią.
W końcu możesz odetchnąć.