Godziny, minuty, sekundy uciekają.
A ja liczę oddechy jak paciorki różańca,czekając, aż sen przyniesie ulgę.
Święta Anno – patronko ma, ześlij otuchę, nadzieję.
Gdzieś się zagubiła ma dusza.
Dusza złamana.
Dusza podzielona.
Dusza książkom oddana.
Nie otwierajcie nikomu drzwi.
Ptaki nie śpiewajcie.
Oplotłaś mniej jak pajęczyna.
Przygwoździłaś do łóżka.
Pod kocem bezpiecznie.
Mój pokarm to słodkie pączki i cola.
Przyszłaś depresjo złotą jesienią.
Przyszłaś ze smutkiem, lękiem i łzami.
Czy skoczyć z dachu?
Czy się położyć na torach?
A książki wciąż trwają.