Och, jak pięknie, jak wspaniale
uczestniczyć w ludzkim szale!
Szala, ta ze złym uczynkiem,
z wolna spada, my zaś z winkiem
uwielbiamy (aż mam ciarki)
wciąż opróżniać nasze barki!
Winko? Jasne. Wina? Skądże!
Upijamy się, lecz mądrze,
choć mądrością nie grzeszymy.
Instynkt chroni nas od winy.
Grzechy nasze zgoła inne:
czasem rzadkie, czasem płynne.
Płynnie oceniamy ludzi,
rzadko zaś w nas żal ktoś wzbudzi.
Z nas są przecież sprytne głowy.
Mózg nam działa do połowy.
Drugą z połów, wiecie sami,
zatruwamy tabletkami.
Ból się kryje, smutek znika,
w tle mordercza gra muzyka.
Ale wszystko bardzo skrycie,
uwielbiamy mianowicie
skrywać nasze złe skłonności
pod postacią jawnej złości.
Choć kochamy zabijanie
(czasu, gdy czas na czekanie
albo siebie, świetna sprawa),
to niesłuszna jest obawa,
że chwycimy wszyscy pałkę
i się wybijemy całkiem.
Jeśli już, to może Ziemię
zniszczy nasze ludzkie plemię,
gdyż jesteśmy dość nieziemscy,
by wyjść z tego jak zwycięzcy.
Świat posunął się do przodu.
My też nie zwalniamy chodu.
Chód przemienia się w wyścigi
o złapanie wyższej ligi.
Kto na mecie pierwszy stanie,
ten wygrywa umieranie,
lecz w niewiedzy i uśmiechu,
które schwycą go w bezdechu.