Dziś na ostro w studio lama słońce
szary czteropiętrowy z wąsami
na parapetach
brodę zapuścił
wywalając odśnieżony jęzor
usługi przeprowadzki
zawróciły na rondzie szyi
moje drzewa
rzęsy długie
heterochomią centralną
z posypką mroźną
mrugam
prześwietlenia
pozdrawiając z przeciwka
pana
Słyszysz dzięcioł puka do śniadania bramy
drugi trzeci czwarty
słychać ludzi pies ich prowadzi
płóg śnieżny cofa
pipipip
nie wiem czy dociera
szum drogi
skrzypię sobą szeleszczę opakowaniem
stoję stukam ekranem
relacjonując życiem
przesiąkam przez siebie
w wersji świątecznej
orzechy czekolada
pomarańcze
pachnę mieszanką
przypraw korzennych
znajdziesz mnie
w szafce kuchennej
opakowana etykietą
obżarta
Strącę cię różdżką
nie wisisz zbyt wysoko
potoczy się piłeczka dla kota
zasrebrzy w pazurach brokat
w tych złotych konfetti
zatopię serpentynę z czerni
wyłowię nieskończoność
zawiążę pętelkę na końcu
wskazującego palca boga
zaiskrzy instalacja
stworzenia sylwestra