Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Tyrs

Użytkownicy
  • Postów

    53
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Tyrs

  1. @huzarcDziękuję :).
  2. Zabrałem się za to wszystko za późno. Kałuże wchodzą mi w buty. Poranki jeszcze na plusie – ale to chwila, wczoraj widziałem żurawie – w kupie, a dziś sam jak ptak – pozbierałem butelki. Wrzuciłem do kosza. Jest porządek. Und es muss sein – der einzige Weg. Głupia dyskusja w Manekinie o szarfes S – wydłużeniu głoski, nowa ortografia, gramatyka, nowomowa – jestem urzeczony nowym światem. Wiadomości o celebrytach, promocje na lodówki, majtki, pieluchy (jeszcze mogę olać) – pozorna wolność słowa, którą cenię, choć pętla - jak cenzura - dynda u sufitu, niuanse wojny – korupcyjna afera. Dziwię się. A przecież przed rokiem wariat z rakiem donosił ściszonym głosem o szwindlach (wycieli mu krtań za karę), dziewczyna z magla trzeci rok tyra po studiach – boi się wracać i płacić kontrybucje. Dwóch - braci - też nie wraca. Mówią jak nasi, znają się na robocie, chwalą się – my, po szkołach. Poza tym obcym – Poliaki. Ale to między sobą. Opowiadam historię Saszy, śmieją się. Sasza pewnie też i pije. Od dziecka. Trząsł się z rozpadu przy podpisie, kreśląc w szpitalu sprzeciw: „Nie zgadzam się”. Tym - wiedzie się, założyli rodziny. Brakuje znajomych. Matka jak brzoza pochylona i wrośnięta w ziemię, ojciec zbyt stary – nie przyjedzie. Komuś zależy na wojennym strachu. Nie wiem – zostać, czy wyjeżdżać. Jestem urzeczony Nowym Światem – wystarczy one way ticket albo zamiana bałtyckiego śledzia stającego ością na ceviche z corvina. Es gibt immer einen anderen Weg. Immer. Każą nam iść – więc idziemy, kałuże wchodzą nam w buty.
  3. @KOBIETADziękuję
  4. @violetta Nie rozumiem tego. co napisałaś, ale niech Ci będzie. Dzięki za czytanie. @huzarc Dziękuję.
  5. Sypiam mało. To dlatego nie śnię. Żadnych obrazów, które widziałem w muzeach, żadnych postaci. Głuchy dźwięk przy pukaniu – wieczny ja, moja beautiful skull, my beautiful scalp. Klątwa dziewiątej symfonii – skoczne rondo lub szybki finał, kakofoniczny wrzask, nowe połączenia dendryt - akson są jak koleje do nieznanych miejsc – gdzie mnie nie było, gdzie byłem, z kim, wczoraj, dziś – piłem, nie pamiętam nic, nie łykam nic na niepamięć i to samo nic, w listopadowych barwach, nudzi mnie. Ach, jaki czuję się zmęczony! To nic. Żadnych ciemnych obrazów! Żadnych kobiet bez oczu! Odejdź Modigliani! Dajcie mi dobry tekst, ale nie nic! Jedynie tekst, aktorów, dwie aktoreczki z pasją. Karta za kartką – dobre szycie – zanim padną, kartka po kartce, moje wierne psy, do nóg, kompulsywnie. Metodycznie – jak mówił Stanisławski (od ilu lat już gnije i w nosie ma method acting?) po raz trzeci oglądam dokument o van Goghu – jak można tak spieprzyć kościół w Auvers, sam bym nie kupił takiego obrazu; już bliższa mi postać doktora Gacheta – doktorat z melancholii, paskudna choroba, mówiąc między nami - sypiam zbyt mało, żeby pisać o onirycznych postaciach, krajobrazach, Bogu. Żadnej ołowianej bieli! Jestem udręczony – odpalam papierosa, papierosa papierosa za i przed papierosem, przesypuję resztki wspomnień o tobie z dłoni do dłoni, między rozedrganymi palcami, drążącym językiem spijając z podłogi uciekającą przestrzeń, czas.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...