Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

UtratabezStraty

Użytkownicy
  • Postów

    280
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez UtratabezStraty

  1. @Wiechu J. K. , właściwie to już zacząłem pisać część VIII. Ale musiałem też przemyśleć pewne krytyczne uwagi od @Berenika97. @Berenika97 jest bardzo pilną recenzentką tego całego cyklu opowiadań, a ja na podstawie jej recenzenckiej działalności muszę czasami przemyśleć, czy nie "odlatuję" trochę za bardzo z moją fantazją. Ale ponieważ właśnie znalazłem się na trzydniowym zwolnieniu lekarskim, to mam nadzieję, że znowu coś się się ruszy.
  2. @Zuzinix , miasto jako alegoria pewnego idealnego stanu ludzkości? Mi to się kojarzy z niebiańskim Jeruzalem z Apokalipsy świętego Jana.
  3. @Migrena , PROKURATOR brzmi groźnie! Kiedy słyszę to słowo, to już widzę oczyma mojej wyobraźni człowieka z groźną miną, który na sali sądowej oskarża podsądnego albo z równie groźną miną, siedząc za biurkiem w swoim gabinecie, przesłuchuje oskarżonego. Z jakże groźnie brzmiącego PROKURATORA ty zrobiłeś (zapewne przez analogię do rzeczowników "doktor - doktór") prokuratura, czyli najwyraźniej zrobiłeś sobie z niego bekę. :D Ale muszę jeszcze raz przeczytać opowiadanie, żeby sobie przypomnieć, jak to jest.
  4. Wydaje mi się, że należy czytać tu między wierszami i w związku z tym zadać pytanie: Jakie są, w takim razie, jeszcze inne, oprócz wygody, kryteria przy ocenie butów dla kobiety? Może pytanie brzmi naiwnie, wolałbym jednak, jako mężczyzna, przeczytać zdanie różnych kobiet, m.in. autorki wiersza, a wtedy mógłbym się do tego odnieść.
  5. A ja myślę, że jest wręcz odwrotnie. Myślę, że dosłowne odczytanie Apokalipsy św. Jana czyni ją czymś abstrakcyjnym, czymś z innej rzeczywistości. Kiedy ludzie natomiast zostają natchnieni duchem apokaliptycznym, to może to zdestabilizować porządek społeczno-polityczno-ekonomiczny. Czy jest to dobrze, czy źle - to już temat na osobną dyskusję.
  6. @Berenika97 @Berenika97 , piszesz o pokusie, która mnie też dopada. Sęk w tym, że nie widzę możliwości przezwyciężenia tej pokusy raz na zawsze. Pokusa ta wynika, według mnie, z wypaczonego sposobu widzenia Apokalipsy św. Jana oraz innych apokaliptycznych treści biblijnych. A bez apokaliptyki nasza cywilizacja byłaby bardzo wyjałowiona. Dlatego pozostaje mi przede wszystkim ćwiczenie panowania nad emocjami. Ale to wcale nie jest aż takie trudne...
  7. Tym bardziej mnie ciekawi, dlaczego ta rozmowa o braku dostępu do modnych ciuchów jako pokucie, czy też karze wydaje ci się niewiarygodna. :) Ponieważ sprawa dotyczy kobiet, to myślę, że jako kobieta masz tu swoje zdanie. A może sprawa ma coś wspólnego z nadmiernym moralizatorstwem, które mi zarzuciłaś...
  8. No właśnie! I tu mamy problem. Bo strach niekoniecznie musi być najlepszym doradcą. A do budowy trwałego pokoju są potrzebni ludzie, którzy mają odwagę, żeby zmieniać stosunki społeczno-polityczno-ekonomiczne na bardziej sprawiedliwe.
  9. Brzmi ciekawie, chyba będę wracał do tego wiersza.
  10. @Berenika97 , skoro gołąbek pokoju jest dezerterem, to znaczy, że wpierw był żołnierzem. A mi się wydaje, że tego doświadczenia bycia żołnierzem brakuje wielu przedstawicielom mojego pokolenia polskich obywateli, łącznie ze mną (rocznik urodzenia 1977).
  11. @Berenika97 @Berenika97 , masz rację, że fabuła rozwija się powoli i może być nieco nudno, ale ma to być niejako etap przejściowy w rozwoju fabuły. Jakkolwiek jesteś wnikliwą recenzentką mojej prozy, to tym razem zdarzyło ci się przeinaczyć pewną myśl: to nie modne ciuchy mają być pokutą, ale brak możliwości ich noszenia.
  12. @Pisarzowiczka @Pisarzowiczka , też myślę, że jeżeli relacja więzi, to może to powodować stres. Ale także trwałe więzi mogą powodować stres, bo przez to ktoś się o kogoś boi. A więc słusznie, że zadajesz to po pytanie w fraszce "Więzi". Ale to fundamentalne pytanie, które zadałaś wymaga bardzo wnikliwych rozważań, których poezja może nie udźwignąć. Dlatego warto, żebyś rozważyła, czy nie przejść w którymś momencie od poezji do prozy, może nawet do pisania całej powieści. Ja też zaczynałem, tu na portalu, od poezji, a kiedy ramy poezji zaczęły mi się wydawać zbyt wąskie, zacząłem pisać powieść, której dotychczasowe odcinki można znaleźć tu na portalu, na moim profilu i do których czytania serdecznie zachęcam. Do czytania mojej poezji też zachęcam, ale do czytania mojej prozy zachęcam bardziej, bo w mojej ocenie ta proza jest bardziej treściwa.
  13. Wydaje mi się, że zastosowałaś tutaj dosyć nietypową symbolikę słońca. Bo mi słońce kojarzy się raczej z rozjaśnieniem, a więc także z tym, co czyni człowieka mądrzejszym i lepszym, z tym, co jest życiodajne, z samym Bogiem. A więc taka negatywna symbolika słońca wydaje mi się nietypowa...
  14. @Pisarzowiczka , sprawy, które przynajmniej powinny być dobrze znane, poruszyłaś w ciekawej oprawie poetyckiej. @Pisarzowiczka , jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że nie mogę tutaj wiele dodać. Ale spojrzałem...na twoje tagi! Uważam, że powinien tam być taki tag, jak "stosunki społeczne". Dałaś tag "człowieczeństwo" i dlatego tym bardziej czuję się zobowiązany apelować o to, żeby takich spraw nie zamykać w kontekście pojedynczego człowieka, żeby umiejscawiać je w szerokim kontekście społecznym!
  15. @Christine , na prawdę tak uważasz??? Bo ja uważam coś zgoła innego! Uważam, że Rosja to dla nas problem. Jak ten problem dokładnie wygląda, tego zapewne do końca nie wiemy, ponieważ jeszcze nie doświadczyliśmy zbyt intensywnie dominacji obecnej Rosji, w przeciwieństwie do dominacji Związku Sowieckiego. W tym wszystkim chodzi także o to, i do tego zmierzał mój poprzedni komentarz, że nie może być tak, żeby USA załatwiały za nas ten problem. Zapewne przyda się, jeżeli Stany Zjednoczone nam w tym czasami pomogą. Rzecz w tym, że jako suwerenne państwo, to my musimy przede wszystkim rozwiązywać takie problemy, jak Rosja, a nawet nasi najwięksi sojusznicy mogą nam w tym tylko pomagać.
  16. Dziękuję wszystkim dotychczasowym komentatorom i fanom cyklu "Przygoda z moją idealną żoną": @Cyjan @Wiechu J. K. @Berenika97 @violetta @Alicja_Wysocka oraz @Robert Witold Gorzkowski. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. :) Jesteście wspaniali. No i informuję was, że ukazał się już VII odcinek i myślę, że będzie ich jeszcze dużo, oj dużo..., myślę, że w sumie będzie 20 odcinków :D
  17. @Andrzej_Wojnowski , chodzi o to, żebyśmy nie przyzwyczaili się do takiego świata, w którym to Amerykanie robią za nas w naszych sprawach porządek.
  18. Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe. *************************************************************************************************************************************************************************** Niedługo minie już trzeci miesiąc, kiedy jestem tutaj, czyli połowa mojej kary. Wychowawczyni zaczyna coraz częściej mówić o tym, że powinnam wyjść na przepustkę z zakładu karnego. Podkreśla, że wyjście na przepustkę to wręcz konieczność, bo nie może być tak, żebym się za bardzo przyzwyczaiła do życia więziennego. A poza tym to przepustka, według niej, to taka dodatkowa kara. No bo najpierw poczuję ten smak wolności, a potem będę musiała znowu wrócić za kraty. - Wiem, że to przykre, ale to musi być. - powiedziała niedawno. Kiedy dokładnie miałam wyjść na przepustkę jeszcze nie było jasne, ale miało to nastąpić prawdopodobnie w tygodniu, który miał się zacząć po tym widzeniu, na które Marek miał przyprowadzić panią Krysię. W ubiegłym tygodniu dostałam ten list od naszej sąsiadki i od razu zadzwoniłam do niej, żeby ją uspokoić odnośnie mojego małżeństwa. Teraz mamy już poniedziałek następnego tygodnia, a więc mam znowu piętnaście minut na rozmowy telefoniczne. Tak więc postanawiam po pracy zadzwonić do Marka. - Cześć Marek, tu Agnieszka, dostałeś może już mój ostatni list? - Cześć Agnieszko, chyba jeszcze nie… - No to, jak dostaniesz, to się dowiesz, co sądzę o takich numerach, jak ten, który zrobiłeś ostatnio pani Krysi. O konsekwencjach dowiesz się, jak przyjedziesz w tym tygodniu na widzenie do mnie… - Już się boję… - No to dobrze, że się boisz. Ale do tego jeszcze wrócimy. A tymczasem powiedz mi, czy mógłbyś mi zrobić pewną przysługę. Skoro mam już tu siedzieć te sześć miesięcy, to dobrze by było, gdyby mój przypadek był ostrzeżeniem dla innych i dlatego warto by było, żeby więcej ludzi się o tym dowiedziało. W końcu jako dziennikarka jestem osobą w miarę znaną w naszym regionie i gdyby się szersze grono o tym dowiedziało, że mnie za tę jazdę w stanie nietrzeźwym naprawdę zamknięto, to może by to zrobiło jakieś wrażenie… Marek od razu zrozumiał, co powinien robić. - Dobrze, w końcu znam trochę ludzi z Wydziału Dziennikarstwa, gdzie studiowałaś, więc spróbuję wysondować, co o tym sądzą. Ciekawe może być także dla odbiorcy mediów, jak to teraz wygląda w takim zakładzie karnym dla kobiet. Ludzie widzą, że Polska się zmienia, ale nie do wszystkich dociera, jak szeroki jest rzeczywisty zakres tych zmian… - W takim razie zakończmy teraz tę rozmowę, żebym miała jeszcze jakiś zapas minut w tym tygodniu. No i widzimy się w sobotę na widzeniu. - No, dokładnie. Skąd wiesz, że w sobotę przyjeżdżam? - Wychowawczyni mi powiedziała. W takim razie pa i do zobaczenia albo do usłyszenia. - Pa. I tak skończyła się moja rozmowa z Markiem. Tego samego dnia, późnym popołudniem, ja i Agata wykorzystywałyśmy nasz czas, która nam dziennie przysługuje na internet. Siedziałyśmy przy dwóch komputerach stacjonarnych znajdujących się obok siebie. Oczywiście wszystkie komputery mają u nas w więzieniu, jakżeby inaczej w tych antyglobalistycznych czasach, wolne oprogramowanie. Ja i Agata większość naszego czasu przy komputerze wykorzystywałyśmy na czytanie i oglądanie różnych mądrych stron: informacje z Polski i ze świata, teksty naukowe z naszych dziedzin, ale kiedy nasz czas dobiegał już końca, to w ostatnich 10 minutach przy komputerze jakoś zachciało nam się oglądać strony modowe. Tak sobie patrzymy na różne letnie kreacje, aż w końcu Agata odzywa się do mnie, lekko zamyślona: - Tak szczerze...Nie tęsknisz za takimi normalnymi ciuchami? Na przykład to...Biała sukienka w kwiaty i do tego zielone baleriny… - Wiesz co...Jak tak patrzę, to chyba jednak trochę tak. - odpowiadam. - Chyba bym nawet chętnie jakieś szpilki założyła. I do tego czerwoną spódnicę. O, taką… - A może to nawet dobrze, że tęsknimy za takimi modnymi ciuchami. - odparła Agata rezolutnie i jednocześnie przekornie. - Skoro za tym tęsknimy, a nie możemy tego mieć, to jest to dla nas jakaś kara, jakaś pokuta. A w końcu nam się kara należy za te nasze wybryki alkoholowe. - No może...- odpowiedziałam niepewnie. Kiedy tak rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy nawet, że za nami stanął Marcin. -Oj, dziewczyny, chyba wam to oglądanie stron o modzie nie służy. Czas już kończyć siedzenie przed komputerem. I zapamiętajcie sobie raz na zawsze, że w tych waszych siermiężnych, więziennych drelichach i siermiężnych, więziennych drewniakach wyglądacie przepięknie. - powiedział z przekąsem. Agata popatrzyła na niego z rezygnacją. - Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety.- oznajmiła - I tu się panna Agata myli.- odezwał się Marcin, znowu z pewną nutą przekąsu. - Jako funkcjonariusz pełniący służbę w zakładzie karnym dla kobiet czuję się zobowiązany czytać prasę kobiecą, którą od czasu do czasu pożyczam od funkcjonariuszek. I powiem wam jedno: Znam wszystkie wasze babskie słabości na wylot i wiem jak bardzo w sprawach ubioru jesteście zależne od naszej męskiej opinii. - przekonywał. - A gdyby to ode mnie zależało, to bym kazał wam chodzić w jeszcze bardziej siermiężnych ubraniach więziennych, niż to teraz ma miejsce.- dodał z nutą uszczypliwości. - Już się boimy! - odparła Agata z ofensywną ironią. -Tak, czy inaczej. Wasz dzisiejszy czas na internet się skończył. Wracamy do cel. - zakończył Marcin rozmowę. Po wyłączeniu komputerów wstałyśmy i zostałyśmy zaprowadzone do naszych cel, które o tej porze były już zamykane na noc. I tak skończył się ten dzień. Następnego dnia wszystkie więźniarki pracowały z rana przy sprzątaniu parku na obrzeżach miasta. Ja i Agata zamiatałyśmy razem pewną alejkę i wtedy podszedł do mnie pewien człowiek, który rozpoznał mnie prawdopodobnie z powodu mojej pracy dziennikarskiej i próbował mnie zagadać. Takie sytuacje zdarzały się już częściej od kiedy jestem tu, w więzieniu, i pracuję na zewnątrz. Podchodzą ludzie, którzy kojarzą mnie z moich wideoblogów w internecie albo, którzy pamiętają moje zdjęcie przy moich artykułach w sieci albo w prasie drukowanej. W takiej sytuacji strażniczka, która nas pilnuje, w sposób grzeczny i łagodny, zwraca tym ludziom uwagę, że teraz nie wolno mi z nimi rozmawiać, ale skoro mnie poznają, to przecież mogą napisać list do mnie, do zakładu karnego. I tym sposobem dostaję tutaj listy od moich czytelników oraz widzów mojego wideobloga. Kiedy tak zamiatamy tę alejkę, Agata się do mnie nagle odzywa: - Dobrze, że jesteś taka znana. Jak ludzie skumają, że taka renomowana dziennikarka siedzi w kryminale za jazdę po pijaku, to można by tego użyć do ostrzegania ludzi przed takimi zachowaniami. - No właśnie. - odpowiadam. - Dlatego też poprosiłam mojego Marka, żeby popytał w moim środowisku dziennikarskim, czy ktoś by nie chciał zrobić jakiegoś reportażu telewizyjnego o mojej sprawie. - I dobrze by było, żeby ten reportaż był także o mojej sprawie. - odparła Agata. - Ja, co prawda, prawie w ogóle nie jestem znana, no ale, gdyby ludzie się dowiedzieli, że córka sędziego już za pierwszym razem dostała taki wyrok bez zawiasów i teraz naprawdę siedzi...To mogłoby być bardzo wychowawcze. I niech nas zobaczą w tych więziennych łachach. - Oj, Agata. - odparłam. Nie mów „łachy”. Te nasze więzienne ubrania są dosyć siermiężne, ale jednak całkiem schludne. - Tak mi się powiedziało z tymi „łachami”. Nie bierz sobie tego tak do serca. - wyjaśniła Agata. Jeszcze trochę było tego zamiatania, potem jeszcze trochę grabienia trawy, no i wracałyśmy z powrotem do więzienia. *** W środę tego tygodnia, w którym na widzenie do Agnieszki miałem przywieźć panią Krysię, wreszcie doszedł ten list od Agnieszki, o którym mówiła przez telefon. No i muszę przyznać, że moja żona robiła się coraz bardziej nawiedzona. Przez ten pobyt w więzieniu czuła najwyraźniej coraz większą potrzebę, żeby mnie karać. Moja artystyczno-literacka wyobraźnia zaczynała w niej coraz bardziej widzieć...alegorię kary pozbawienia wolności. Ciekawość odnośnie tego, jakie to ona dla mnie kary wymyśli, podnosiła u mnie poziom adrenaliny. Dlatego niecierpliwie oczekiwałem tego sobotniego widzenia. W piątek, w dzień przed widzeniem u Agnieszki, miałem rano dyżur jako bibliotekarz w bibliotece uniwersyteckiej. Po dyżurze, kiedy około trzeciej po południu chciałem się wziąć za robienie obiadu, dzwoni telefon. - Cześć, tu Agnieszka. Jutro przyjeżdżasz do mnie na widzenie, prawda? - Tak, wiem. Mam być u ciebie o dwunastej. Rano przychodzi do mnie twoja mama, a potem razem z panią Krysią idziemy na dworzec i przyjeżdżamy PKS-em do ciebie. - A coś w sprawie reportażu o mojej sprawie udało ci się wysondować? - Byłem na uniwerku, na twoim Wydziale Dziennikarstwa i rozmawiałem z paroma twoimi dawnymi znajomymi, ale nic mi nie mogli powiedzieć. Kazali mi przyjść gdzieś tak za dwa tygodnie. - Ja w każdym razie wychodzę na przepustkę w najbliższy poniedziałek. Przepustka będzie na jeden tydzień, a więc trochę będziemy mieli tego czasu. - O, to się dobrze składa. Bo w poniedziałek to ja mam wolne, więc bez problemu mogę ciebie odebrać. Twoja mama na pewno też będzie chciała przyjechać po ciebie. -Dobrze, Marek, czy mógłbyś mi zrobić jeszcze jedną przysługę? Jak przyjedziesz jutro na widzenie, to możesz mi przywieźć te moje błękitne spodnie i czarne sandały? Chciałabym w tym wyjść w poniedziałek na przepustkę. Znowu zachciało mi się dokuczać żonie: -A ty co tak z tymi ciuchami? Nie wystarczą ci te rzeczy, które są w zakładzie karnym w depozycie? Myślałem, że więzienie nauczyło ciebie skromności...- powiedziałem lekko złośliwie. -Oj, Marek...-usłyszałem zmęczony głos Agnieszki. - Bądź po prostu tak dobry i zrób to dla mnie. Po trzech miesiącach chodzenia w drelichu i chodakach chciałabym mieć trochę większy wybór, co na siebie włożyć. -No dobrze, to w takim razie ci to przywiozę jutro. -No to pa. Do jutra. -Pa. Do zobaczenia. Na tym skończyła się nasza rozmowa. Ja ugotowałem sobie obiad i siadłem przed telewizorem. Leciał właśnie jakiś teleturniej, potem zaczął się polityczny program, gdzie była mowa o bieżącej pracy Sejmu. Ponieważ bilety autobusowe na podróż do Agnieszki były kupione, nie miałem wiele do roboty. Po załatwieniu rutynowych domowych obowiązków i spakowaniu rzeczy, o które Agnieszka prosiła, wziąłem się za czytanie pewnych czasopism bibliotekarskich i polonistycznych, a potem nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.
  19. @Justynaa , krytykowanie konsumpcjonizmu to ważna sprawa. A ten konsumpcjonizm to czasami też wynika z wewnętrznej pustki w człowieku. Kiedy człowiekowi brakuje ważnych celów w życiu, to może być tak, że będzie się starał ukoić to nieprzyjemne uczucie związane z pustką przez kupowanie niepotrzebnych rzeczy. Warto na koniec dodać, że Pan Jezus przyszedł i przychodzi na ten świat, właśnie dlatego, że ten świat jest taki niedoskonały.
  20. @APM , uważam, że tylko ty możesz na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że poezja jest dziedziną życia, która na tyle wymyka się jednoznacznym regułom, że odpowiedź o gotowość utworu należy do autorki/autora.
  21. Ja nigdy do końca nie zrozumiałem, czym jest depresja, dlatego nie mogę tego wiersza ocenić pod tym kątem, czy jest on o depresji. Natomiast dostrzegam, że jest on o jakiejś formie zanikania energii życiowej i dlatego dostrzegam tu pewne pokrewieństwo z moim wierszem "życie przez sen", który można znaleźć tu, na portalu.
  22. UtratabezStraty

    Szukam wiersza

    @a2305 , nie kojarzę nic takiego, ale może dzięki komentowaniu twojego posta, ten post będzie częściej czytany i może w końcu przyniesie on pożądany skutek.
  23. Wiersz o bardzo ważnym temacie, czyli o ślepym zaufaniu do takiego, czy innego wodza. Można to też szerzej ująć, że chodzi o instynkt stadny. Bo nawet ludzie, którzy uważają, że nad nimi nie ma żadnej władzy, mogą mimo to ślepo podążać za jakąś grupą.
  24. @UtratabezStraty @Berenika97, tyle, że w tym wypadku to nie tyle ja tłumaczę czytelnikowi, tylko główna bohaterka, Agnieszka, stara się podzielić swoimi obserwacjami i domysłami na temat, że się tak wyrażę, życia uczuciowego w zakładzie karnym. A czy dziewczyny mówią zawsze tylko tyle, ile to jest potrzebne??? Przecież "babska gadatliwość" i "babskie plotkowanie" to wręcz mity naszej cywilizacji...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...