-
Postów
267 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez UtratabezStraty
-
Wydaje mi się, że zastosowałaś tutaj dosyć nietypową symbolikę słońca. Bo mi słońce kojarzy się raczej z rozjaśnieniem, a więc także z tym, co czyni człowieka mądrzejszym i lepszym, z tym, co jest życiodajne, z samym Bogiem. A więc taka negatywna symbolika słońca wydaje mi się nietypowa...
-
@Pisarzowiczka , sprawy, które przynajmniej powinny być dobrze znane, poruszyłaś w ciekawej oprawie poetyckiej. @Pisarzowiczka , jeszcze przed chwilą wydawało mi się, że nie mogę tutaj wiele dodać. Ale spojrzałem...na twoje tagi! Uważam, że powinien tam być taki tag, jak "stosunki społeczne". Dałaś tag "człowieczeństwo" i dlatego tym bardziej czuję się zobowiązany apelować o to, żeby takich spraw nie zamykać w kontekście pojedynczego człowieka, żeby umiejscawiać je w szerokim kontekście społecznym!
- 2 odpowiedzi
-
1
-
- człowieczeństwo
- satyra
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nowy rok - nowa logika
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Christine , na prawdę tak uważasz??? Bo ja uważam coś zgoła innego! Uważam, że Rosja to dla nas problem. Jak ten problem dokładnie wygląda, tego zapewne do końca nie wiemy, ponieważ jeszcze nie doświadczyliśmy zbyt intensywnie dominacji obecnej Rosji, w przeciwieństwie do dominacji Związku Sowieckiego. W tym wszystkim chodzi także o to, i do tego zmierzał mój poprzedni komentarz, że nie może być tak, żeby USA załatwiały za nas ten problem. Zapewne przyda się, jeżeli Stany Zjednoczone nam w tym czasami pomogą. Rzecz w tym, że jako suwerenne państwo, to my musimy przede wszystkim rozwiązywać takie problemy, jak Rosja, a nawet nasi najwięksi sojusznicy mogą nam w tym tylko pomagać. -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) VI
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Dziękuję wszystkim dotychczasowym komentatorom i fanom cyklu "Przygoda z moją idealną żoną": @Cyjan @Wiechu J. K. @Berenika97 @violetta @Alicja_Wysocka oraz @Robert Witold Gorzkowski. Mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem. :) Jesteście wspaniali. No i informuję was, że ukazał się już VII odcinek i myślę, że będzie ich jeszcze dużo, oj dużo..., myślę, że w sumie będzie 20 odcinków :D -
Nowy rok - nowa logika
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Andrzej_Wojnowski utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Andrzej_Wojnowski , chodzi o to, żebyśmy nie przyzwyczaili się do takiego świata, w którym to Amerykanie robią za nas w naszych sprawach porządek. -
Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe. *************************************************************************************************************************************************************************** Niedługo minie już trzeci miesiąc, kiedy jestem tutaj, czyli połowa mojej kary. Wychowawczyni zaczyna coraz częściej mówić o tym, że powinnam wyjść na przepustkę z zakładu karnego. Podkreśla, że wyjście na przepustkę to wręcz konieczność, bo nie może być tak, żebym się za bardzo przyzwyczaiła do życia więziennego. A poza tym to przepustka, według niej, to taka dodatkowa kara. No bo najpierw poczuję ten smak wolności, a potem będę musiała znowu wrócić za kraty. - Wiem, że to przykre, ale to musi być. - powiedziała niedawno. Kiedy dokładnie miałam wyjść na przepustkę jeszcze nie było jasne, ale miało to nastąpić prawdopodobnie w tygodniu, który miał się zacząć po tym widzeniu, na które Marek miał przyprowadzić panią Krysię. W ubiegłym tygodniu dostałam ten list od naszej sąsiadki i od razu zadzwoniłam do niej, żeby ją uspokoić odnośnie mojego małżeństwa. Teraz mamy już poniedziałek następnego tygodnia, a więc mam znowu piętnaście minut na rozmowy telefoniczne. Tak więc postanawiam po pracy zadzwonić do Marka. - Cześć Marek, tu Agnieszka, dostałeś może już mój ostatni list? - Cześć Agnieszko, chyba jeszcze nie… - No to, jak dostaniesz, to się dowiesz, co sądzę o takich numerach, jak ten, który zrobiłeś ostatnio pani Krysi. O konsekwencjach dowiesz się, jak przyjedziesz w tym tygodniu na widzenie do mnie… - Już się boję… - No to dobrze, że się boisz. Ale do tego jeszcze wrócimy. A tymczasem powiedz mi, czy mógłbyś mi zrobić pewną przysługę. Skoro mam już tu siedzieć te sześć miesięcy, to dobrze by było, gdyby mój przypadek był ostrzeżeniem dla innych i dlatego warto by było, żeby więcej ludzi się o tym dowiedziało. W końcu jako dziennikarka jestem osobą w miarę znaną w naszym regionie i gdyby się szersze grono o tym dowiedziało, że mnie za tę jazdę w stanie nietrzeźwym naprawdę zamknięto, to może by to zrobiło jakieś wrażenie… Marek od razu zrozumiał, co powinien robić. - Dobrze, w końcu znam trochę ludzi z Wydziału Dziennikarstwa, gdzie studiowałaś, więc spróbuję wysondować, co o tym sądzą. Ciekawe może być także dla odbiorcy mediów, jak to teraz wygląda w takim zakładzie karnym dla kobiet. Ludzie widzą, że Polska się zmienia, ale nie do wszystkich dociera, jak szeroki jest rzeczywisty zakres tych zmian… - W takim razie zakończmy teraz tę rozmowę, żebym miała jeszcze jakiś zapas minut w tym tygodniu. No i widzimy się w sobotę na widzeniu. - No, dokładnie. Skąd wiesz, że w sobotę przyjeżdżam? - Wychowawczyni mi powiedziała. W takim razie pa i do zobaczenia albo do usłyszenia. - Pa. I tak skończyła się moja rozmowa z Markiem. Tego samego dnia, późnym popołudniem, ja i Agata wykorzystywałyśmy nasz czas, która nam dziennie przysługuje na internet. Siedziałyśmy przy dwóch komputerach stacjonarnych znajdujących się obok siebie. Oczywiście wszystkie komputery mają u nas w więzieniu, jakżeby inaczej w tych antyglobalistycznych czasach, wolne oprogramowanie. Ja i Agata większość naszego czasu przy komputerze wykorzystywałyśmy na czytanie i oglądanie różnych mądrych stron: informacje z Polski i ze świata, teksty naukowe z naszych dziedzin, ale kiedy nasz czas dobiegał już końca, to w ostatnich 10 minutach przy komputerze jakoś zachciało nam się oglądać strony modowe. Tak sobie patrzymy na różne letnie kreacje, aż w końcu Agata odzywa się do mnie, lekko zamyślona: - Tak szczerze...Nie tęsknisz za takimi normalnymi ciuchami? Na przykład to...Biała sukienka w kwiaty i do tego zielone baleriny… - Wiesz co...Jak tak patrzę, to chyba jednak trochę tak. - odpowiadam. - Chyba bym nawet chętnie jakieś szpilki założyła. I do tego czerwoną spódnicę. O, taką… - A może to nawet dobrze, że tęsknimy za takimi modnymi ciuchami. - odparła Agata rezolutnie i jednocześnie przekornie. - Skoro za tym tęsknimy, a nie możemy tego mieć, to jest to dla nas jakaś kara, jakaś pokuta. A w końcu nam się kara należy za te nasze wybryki alkoholowe. - No może...- odpowiedziałam niepewnie. Kiedy tak rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy nawet, że za nami stanął Marcin. -Oj, dziewczyny, chyba wam to oglądanie stron o modzie nie służy. Czas już kończyć siedzenie przed komputerem. I zapamiętajcie sobie raz na zawsze, że w tych waszych siermiężnych, więziennych drelichach i siermiężnych, więziennych drewniakach wyglądacie przepięknie. - powiedział z przekąsem. Agata popatrzyła na niego z rezygnacją. - Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety.- oznajmiła - I tu się panna Agata myli.- odezwał się Marcin, znowu z pewną nutą przekąsu. - Jako funkcjonariusz pełniący służbę w zakładzie karnym dla kobiet czuję się zobowiązany czytać prasę kobiecą, którą od czasu do czasu pożyczam od funkcjonariuszek. I powiem wam jedno: Znam wszystkie wasze babskie słabości na wylot i wiem jak bardzo w sprawach ubioru jesteście zależne od naszej męskiej opinii. - przekonywał. - A gdyby to ode mnie zależało, to bym kazał wam chodzić w jeszcze bardziej siermiężnych ubraniach więziennych, niż to teraz ma miejsce.- dodał z nutą uszczypliwości. - Już się boimy! - odparła Agata z ofensywną ironią. -Tak, czy inaczej. Wasz dzisiejszy czas na internet się skończył. Wracamy do cel. - zakończył Marcin rozmowę. Po wyłączeniu komputerów wstałyśmy i zostałyśmy zaprowadzone do naszych cel, które o tej porze były już zamykane na noc. I tak skończył się ten dzień. Następnego dnia wszystkie więźniarki pracowały z rana przy sprzątaniu parku na obrzeżach miasta. Ja i Agata zamiatałyśmy razem pewną alejkę i wtedy podszedł do mnie pewien człowiek, który rozpoznał mnie prawdopodobnie z powodu mojej pracy dziennikarskiej i próbował mnie zagadać. Takie sytuacje zdarzały się już częściej od kiedy jestem tu, w więzieniu, i pracuję na zewnątrz. Podchodzą ludzie, którzy kojarzą mnie z moich wideoblogów w internecie albo, którzy pamiętają moje zdjęcie przy moich artykułach w sieci albo w prasie drukowanej. W takiej sytuacji strażniczka, która nas pilnuje, w sposób grzeczny i łagodny, zwraca tym ludziom uwagę, że teraz nie wolno mi z nimi rozmawiać, ale skoro mnie poznają, to przecież mogą napisać list do mnie, do zakładu karnego. I tym sposobem dostaję tutaj listy od moich czytelników oraz widzów mojego wideobloga. Kiedy tak zamiatamy tę alejkę, Agata się do mnie nagle odzywa: - Dobrze, że jesteś taka znana. Jak ludzie skumają, że taka renomowana dziennikarka siedzi w kryminale za jazdę po pijaku, to można by tego użyć do ostrzegania ludzi przed takimi zachowaniami. - No właśnie. - odpowiadam. - Dlatego też poprosiłam mojego Marka, żeby popytał w moim środowisku dziennikarskim, czy ktoś by nie chciał zrobić jakiegoś reportażu telewizyjnego o mojej sprawie. - I dobrze by było, żeby ten reportaż był także o mojej sprawie. - odparła Agata. - Ja, co prawda, prawie w ogóle nie jestem znana, no ale, gdyby ludzie się dowiedzieli, że córka sędziego już za pierwszym razem dostała taki wyrok bez zawiasów i teraz naprawdę siedzi...To mogłoby być bardzo wychowawcze. I niech nas zobaczą w tych więziennych łachach. - Oj, Agata. - odparłam. Nie mów „łachy”. Te nasze więzienne ubrania są dosyć siermiężne, ale jednak całkiem schludne. - Tak mi się powiedziało z tymi „łachami”. Nie bierz sobie tego tak do serca. - wyjaśniła Agata. Jeszcze trochę było tego zamiatania, potem jeszcze trochę grabienia trawy, no i wracałyśmy z powrotem do więzienia. *** W środę tego tygodnia, w którym na widzenie do Agnieszki miałem przywieźć panią Krysię, wreszcie doszedł ten list od Agnieszki, o którym mówiła przez telefon. No i muszę przyznać, że moja żona robiła się coraz bardziej nawiedzona. Przez ten pobyt w więzieniu czuła najwyraźniej coraz większą potrzebę, żeby mnie karać. Moja artystyczno-literacka wyobraźnia zaczynała w niej coraz bardziej widzieć...alegorię kary pozbawienia wolności. Ciekawość odnośnie tego, jakie to ona dla mnie kary wymyśli, podnosiła u mnie poziom adrenaliny. Dlatego niecierpliwie oczekiwałem tego sobotniego widzenia. W piątek, w dzień przed widzeniem u Agnieszki, miałem rano dyżur jako bibliotekarz w bibliotece uniwersyteckiej. Po dyżurze, kiedy około trzeciej po południu chciałem się wziąć za robienie obiadu, dzwoni telefon. - Cześć, tu Agnieszka. Jutro przyjeżdżasz do mnie na widzenie, prawda? - Tak, wiem. Mam być u ciebie o dwunastej. Rano przychodzi do mnie twoja mama, a potem razem z panią Krysią idziemy na dworzec i przyjeżdżamy PKS-em do ciebie. - A coś w sprawie reportażu o mojej sprawie udało ci się wysondować? - Byłem na uniwerku, na twoim Wydziale Dziennikarstwa i rozmawiałem z paroma twoimi dawnymi znajomymi, ale nic mi nie mogli powiedzieć. Kazali mi przyjść gdzieś tak za dwa tygodnie. - Ja w każdym razie wychodzę na przepustkę w najbliższy poniedziałek. Przepustka będzie na jeden tydzień, a więc trochę będziemy mieli tego czasu. - O, to się dobrze składa. Bo w poniedziałek to ja mam wolne, więc bez problemu mogę ciebie odebrać. Twoja mama na pewno też będzie chciała przyjechać po ciebie. -Dobrze, Marek, czy mógłbyś mi zrobić jeszcze jedną przysługę? Jak przyjedziesz jutro na widzenie, to możesz mi przywieźć te moje błękitne spodnie i czarne sandały? Chciałabym w tym wyjść w poniedziałek na przepustkę. Znowu zachciało mi się dokuczać żonie: -A ty co tak z tymi ciuchami? Nie wystarczą ci te rzeczy, które są w zakładzie karnym w depozycie? Myślałem, że więzienie nauczyło ciebie skromności...- powiedziałem lekko złośliwie. -Oj, Marek...-usłyszałem zmęczony głos Agnieszki. - Bądź po prostu tak dobry i zrób to dla mnie. Po trzech miesiącach chodzenia w drelichu i chodakach chciałabym mieć trochę większy wybór, co na siebie włożyć. -No dobrze, to w takim razie ci to przywiozę jutro. -No to pa. Do jutra. -Pa. Do zobaczenia. Na tym skończyła się nasza rozmowa. Ja ugotowałem sobie obiad i siadłem przed telewizorem. Leciał właśnie jakiś teleturniej, potem zaczął się polityczny program, gdzie była mowa o bieżącej pracy Sejmu. Ponieważ bilety autobusowe na podróż do Agnieszki były kupione, nie miałem wiele do roboty. Po załatwieniu rutynowych domowych obowiązków i spakowaniu rzeczy, o które Agnieszka prosiła, wziąłem się za czytanie pewnych czasopism bibliotekarskich i polonistycznych, a potem nie pozostawało mi już nic innego, jak pójść spać.
- 1 odpowiedź
-
3
-
Magia Świąt ?
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Justynaa utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Justynaa , krytykowanie konsumpcjonizmu to ważna sprawa. A ten konsumpcjonizm to czasami też wynika z wewnętrznej pustki w człowieku. Kiedy człowiekowi brakuje ważnych celów w życiu, to może być tak, że będzie się starał ukoić to nieprzyjemne uczucie związane z pustką przez kupowanie niepotrzebnych rzeczy. Warto na koniec dodać, że Pan Jezus przyszedł i przychodzi na ten świat, właśnie dlatego, że ten świat jest taki niedoskonały. -
@APM , uważam, że tylko ty możesz na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że poezja jest dziedziną życia, która na tyle wymyka się jednoznacznym regułom, że odpowiedź o gotowość utworu należy do autorki/autora.
-
Nie widzę Słońca
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ja nigdy do końca nie zrozumiałem, czym jest depresja, dlatego nie mogę tego wiersza ocenić pod tym kątem, czy jest on o depresji. Natomiast dostrzegam, że jest on o jakiejś formie zanikania energii życiowej i dlatego dostrzegam tu pewne pokrewieństwo z moim wierszem "życie przez sen", który można znaleźć tu, na portalu. -
@a2305 , nie kojarzę nic takiego, ale może dzięki komentowaniu twojego posta, ten post będzie częściej czytany i może w końcu przyniesie on pożądany skutek.
-
Kiedyś byłeś sobą, chyba w dzieciństwie
UtratabezStraty odpowiedział(a) na andrew utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Wiersz o bardzo ważnym temacie, czyli o ślepym zaufaniu do takiego, czy innego wodza. Można to też szerzej ująć, że chodzi o instynkt stadny. Bo nawet ludzie, którzy uważają, że nad nimi nie ma żadnej władzy, mogą mimo to ślepo podążać za jakąś grupą. -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) VI
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@UtratabezStraty @Berenika97, tyle, że w tym wypadku to nie tyle ja tłumaczę czytelnikowi, tylko główna bohaterka, Agnieszka, stara się podzielić swoimi obserwacjami i domysłami na temat, że się tak wyrażę, życia uczuciowego w zakładzie karnym. A czy dziewczyny mówią zawsze tylko tyle, ile to jest potrzebne??? Przecież "babska gadatliwość" i "babskie plotkowanie" to wręcz mity naszej cywilizacji... -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) VI
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 , na początku chciałbym zaznaczyć, że jestem pod wrażeniem, jak szybko i sprawnie komentujesz moją twórczość. Ja to muszę się bardzo długo zastanawiać, żeby coś o twojej twórczości napisać. Może jakimś ułatwieniem dla ciebie jest to, że ja od dłuższego czasu piszę tutaj nowe odcinki tej samej historii? Ponieważ nie wszystko piszę w sposób przemyślany, a raczej pod wpływem intuicji, dlatego pewnych rzeczy od razu nie zauważam. Na przykład te humorystyczne walory moich opowiadań z cyklu "Przygoda mojej idealnej żony". -
Wydaje mi się, że ten wiersz oddaje wizję świata, która jest nie tylko nierealna, ale wręcz sztuczna i nienaturalna. Bo w końcu trudności są ważnym elementem życia. Bez trudności nie byłoby romantyzmu i wielu innych pięknych rzeczy...
-
Mandarynki
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Alicja_Wysocka utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Alicja_Wysocka, powyższy cytat oddaje być może jeden z najciekawszych i najbardziej intrygujących problemów cywilizacyjnych, jaki poruszyłaś w tym opowiadaniu. Chodzi o to, że przecież wojsko to poważna sprawa. Tam czekają na człowieka ciężkie wyzwania. A więc na zdrowy rozum ludzki powinni tam trafiać ludzie dojrzali. A tu proszę: Michał czeka na wezwanie do wojska z DZIECIĘCYM lękiem. Ja oczywiście rozumiem, że ludzie, którzy właśnie stali się pełnoletni wiekowo mogą się nadawać do służby wojskowej. Ale tym bardziej powinni się do niej nadawać ludzie, którzy osiągnęli już jakiś poważny stopień dojrzałości. Ta problematyka nabiera szczególnej ostrości, kiedy służba wojskowa jest OBOWIĄZKOWA. No bo jeżeli jest obowiązkowa, to niby dlaczego ten poważny obowiązek ma dotyczyć akurat ludzi stosunkowo mało dojrzałych??? Myślę, że każda władza powinna być pod presją, żeby takie sprawy bardzo poważnie traktować. Zresztą w mojej prozie (Przygoda z moją idealną żoną) , którą dotychczas czytałaś, ten problem też się jakoś pojawia.... -
Dzika schadzka
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Cyjan utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Cyjan , dla mnie jest to wiersz o potrzebie bliskości z przyrodą, która to potrzeba tkwi gdzieś w człowieku. Ale jest też mowa o tym, że ta bliskość natrafia na przeszkody: -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) V
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Dziękuję wszystkim, którzy polubili i komentowali moje opowiadania z cyklu "Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety)" , czyli @Cyjan, @Wiechu J. K., @Berenika97, @violetta @Alicja_Wysocka @Robert Witold Gorzkowski. Tych, co polubili, a nie komentowali, zachęcam do komentowania. Nawet bardzo krótkie i ogólnikowe komentarze mogą być ciekawe. Zarówno te pochlebne, jak i niepochlebne. No i zwracam wszystkim uwagę, że już się ukazała część szósta, a tym, którzy nie zauważyli jeszcze części piątej, zwracam uwagę, że ona też się ukazała. Pozdrawiam -
Lekko i nie... , rozdział 2
UtratabezStraty odpowiedział(a) na Corleone 11 utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 , też mi się wydaje, że powinna tu być kontynuacja. A bez ciebie, Bereniko, bym nie zauważył, że nastąpiła zmiana narracji pierwszoosobowej na trzecioosobową. -
Z powyższego cytatu można by wnioskować, że ten raport jest niepełny. Taka moja pobieżna ocena idzie w tym kierunku, że opisani są tu ludzie, którzy mają za mało, żeby nie mieć trosk i za dużo, żeby nie mieć nic do stracenia.
-
Poniższe opowiadanie jest wizją przewidywanej przyszłości i tak należy je rozumieć. Ewentualne podobieństwa z postaciami rzeczywistymi są przypadkowe. *************************************************************************************************************************************************************************** Otworzyłam kopertę, wyjęłam list i czytam: Pani Agnieszko kochana, to straszne, że siedzi Pani w więzieniu. Ale jest coś jeszcze straszniejszego. Rozmawiałam wczoraj z Pani mężem na klatce schodowej i usłyszałam od niego straszne rzeczy. Mówił, że Pani jest głupią kozą, że jest jakiś straszny kryzys w waszym małżeństwie, że Pani na niego krzyczy, że on Pani nie kocha, tylko głupieje na Pani punkcie. A przecież zawsze byliście taką wspaniałą parą. Pani Agnieszko, zróbcie coś, żeby ratować wasze małżeństwo. Wasza zawsze wam dobrze życząca sąsiadka Krystyna Jaworska - A to ci dopiero łobuz i chuligan z tego mojego męża! - pomyślałam. - Żeby tak straszyć starszą panią, która zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu. - Do wyjścia na spacerniak było jeszcze 20 minut. Mi w tym tygodniu zostało chyba jeszcze trochę minut telefonowania, bo w ciągu jednego tygodnia więźniarka może telefonować 15 minut. Ruszyłam więc żwawym krokiem do telefonu dla więźniarek, który znajduje się na korytarzu oddziału. Podeszłam do dyżurującej przy aparacie funkcjonariuszki i zapytałam: - Mogę zadzwonić? Funkcjonariuszka coś sprawdziła i odpowiedziała mi: - Oczywiście. Masz jeszcze pięć minut w tym tygodniu. Podeszłam do aparatu i wykręciłam numer do pani Krysi, który znam na pamięć. - Krystyna Jaworska.- usłyszałam w słuchawce. - Pani Krysiu, tu Agnieszka Zawadzka, pani sąsiadka z klatki schodowej. Dzwonię z zakładu karnego. - Pani Agnieszko, z panią wszystko w porządku? - usłyszałam przestraszony głos pani Krysi. - W jak najlepszym porządku. Przede wszystkim niech pani się przestanie obawiać o moje małżeństwo. Marek jest najlepszym mężem na świecie! Jeżeli mówi, że jestem głupią kozą albo, że głupieje na moim punkcie, to znaczy tylko, że jest we mnie po uszy zakochany i głupieje z tego powodu. - Oj, no to jestem uspokojona, że mąż panią ciągle kocha. Ale martwi mnie oczywiście, że jest pani w więzieniu… - Proszę się o to też w ogóle nie martwić. W więzieniu jestem, bo sobie na to zasłużyłam. W końcu kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości to coś bardzo złego. I bardzo się cieszę, że nikogo nie przejechałam, bo wtedy to by był naprawdę powód do zmartwień. - Oj, pani Agnieszko, ale pani przecież była zawsze taką dobrą dziewczyną. Nie mogli pani potraktować łagodniej. Dać tę karę w zawieszeniu…. - Pani Krysiu, ja wiem, że „więzienie” to brzmi strasznie. Ale proszę się naprawdę nie martwić. Niech pani się koniecznie, ale to koniecznie umówi z moim mężem, żebyście tu razem przyjechali na widzenie. Bardzo serdecznie zapraszam panią! Pozna pani przemiłe dziewczyny ze Służby Więziennej, które mnie tu pilnują. Przekona się pani do naszego polskiego więziennictwa. A pan sędzia, który mnie skazywał, to bardzo zacny i mądry człowiek. Ja to czułam od razu, kiedy wypowiedział pierwsze słowa na mojej rozprawie. Ja coś takiego czuję. Jako dziennikarka mam wprawę w ocenianiu ludzi. - Oj, pani Agnieszko... - westchnęła moja sąsiadka. - Pani Krysiu, muszę już kończyć. Takie więzienne zasady. Pa, buziaczki i do zobaczenia tu, w zakładzie karnym. Pa-a. Po zakończeniu rozmowy z sąsiadką trzeba się było już szykować na spacerniak. Udałam się więc na miejsce zbiórki, gdzie powoli zbierały się już inne dziewczyny i czekały na wyjście na zewnątrz. O wyznaczonej porze pojawiła się jedna z funkcjonariuszek i sprowadziła nas na parter, a następnie, po zmianie obuwia, wyszłyśmy na zewnątrz i zaczęłyśmy kręcić nasze rundy. Kiedy tak chodziłyśmy w kółko, rozważałam co napisać Markowi w liście. Żeby mu dać jasno do zrozumienia, co sądzę o straszeniu zacnej, starszej pani, która zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu, a jednocześnie nie gnoić go w jakiś bezmyślny sposób. Kiedy tak o tym myślałam, odezwałam się w pewnym momencie do Agaty, która szła obok mnie: - Wiesz co? Ten mój mąż-głuptas, postraszył naszą sąsiadkę z klatki, że w naszym małżeństwie jest jakiś straszliwy kryzys, a on mnie nie kocha. Tak przewrotnie dobrał słowa, że pani Krysia, nasza bardzo życzliwa sąsiadka, się mocno przestraszyła o los naszego małżeństwa. Na szczęście jej wszystko wyjaśniłam w rozmowie telefonicznej. - No twój Marek to jest naprawdę mocno stuknięty. Ja też pamiętam to jego zachowanie na widzeniu, kiedy ci wykopał drewniaki spod stóp, a potem opowiadał, że chce wywołać kontrolowany kryzys waszym małżeństwie… To chyba jakiś ewenement na skalę światową w historii więziennictwa, żeby mąż, którego żonę zamknięto w kryminale, uznał to za coś romantycznego i się tym tak ekscytował. - Oj, od kiedy się tu znalazłam, zaczął naprawdę mocno wariować na moim punkcie. W każdym razie to straszenie naszej sąsiadki pani Krysi, że w naszym małżeństwie rzekomo źle się dzieje, to już było naprawdę przegięcie. Teraz będzie musiał ten chuligan przywieźć tutaj, do mnie, na najbliższe widzenie panią Krysię, a ja ją wtedy ostatecznie przekonam, że ze mną oraz z naszym małżeństwem jest wszystko w jak najlepszym porządku. A razem z Markiem i panią Krysią, to chyba powinna znowu przyjechać moja mama. Nie, żeby mój tata był mniej ważny. Ale on to całkiem dobrze zrozumiał, że ze mną się tu nic złego nie dzieje. A moja mama, skoro ją mój pobyt tutaj tak martwi, to niech przyjeżdża i niech zobaczy, że mogłabym tu być nawet znacznie dłużej i nic złego by mi się nie stało. - To trochę tak, jak u mnie. - odpowiedziała Agata. - Najbardziej się martwi o mnie moja mama, że tu jestem, ale, paradoksalnie, ona do mnie najmniej przyjeżdża. Natomiast mój tata, który w ogóle nie jest zmartwiony moim pobytem tutaj, ciągle mnie odwiedza. Trochę tak, jakby jako sędzia czuł się odpowiedzialny za wykonanie kary, którą jego córka odbywa. Zapewne dogląda, czy mnie tu wystarczająco surowo traktują. - Agata uśmiechnęła się delikatnie, jak panna z dobrego domu, mówiąca z lekką ironią o swoim ojcu, ale mimo to czująca do niego respekt. Kiedy tak chodziłyśmy w kółko po spacerniaku, nie zauważyłyśmy nawet, jak nadzorującą nas funkcjonariuszkę zastąpił Marcin. Aż wreszcie usłyszałyśmy jego głos: - Dziewczyny, kończymy spacer, wracamy na oddział. Wszystkie więźniarki od razu udały się do wyjścia z więziennego podwórka. Kiedy już znalazłyśmy się na oddziale, znowu odezwał się Marcin: - Wszystkie dziewczyny do cel. Za pięć minut zamykamy cele. A zaraz potem odezwał się do Agaty: - Uprasza się pannę Leszczyńską o udanie się do swojej celi, która za pięć minut będzie zamknięta. Agacie takie wyróżnienie się nie spodobało. - Marcin, mógłbyś przestać z tym „ę,ą”. Jesteśmy tu w zakładzie karnym. - odpowiedziała z lekką irytacją. - Agato, ty nawet nie wiesz, jak wielkim zaszczytem jest dla mnie wykonywanie kary takiej wielkiej damy, jak ty. -Nawet, gdybym była wielką damą, to tu, w zakładzie karnym, jestem więźniarką, albo osadzoną, albo skazaną. - odparowała Agata. - I tak właśnie przemawia wielka dama.- z lekko zalotnym zabarwieniem odparł Marcin. - Wiesz co...W takim razie mów do mnie lepiej per „głupia kozo”. - odpowiedziała Agata zdenerwowanym, ale jednak opanowanym głosem i z obrażoną miną odmaszerowała do swojej celi, klekocząc przy tym więziennymi drewniakami. Ja też udałam się do mojej celi, gdzie razem z Kasią zostałam wkrótce zamknięta. Marcin sobie od czasu do czasu pozwalał na takie złośliwości wobec Agaty, zdając sobie doskonale z tego sprawę, że ona tego nie lubi. Ale jakoś nie mógł się powstrzymać… To, że Agata jest córką sędziego, jej skromny i prawy charakter, czyli na przykład to, że nie odwołała się od dosyć surowego dla niej wyroku, jej wyjątkowo delikatna uroda, nazwisko kojarzące się z rodem jednego z osiemnastowiecznych królów polskich, no i że taka dziewczyna jest tutaj, pod jego władzą i nosi ubiór więzienny – to wszystko w jakiś sposób najwyraźniej zawróciło Marcinowi w głowie. Jakkolwiek Marcin, jako funkcjonariusz Służby Więziennej, był świadom, że są w takiej sytuacji pewne granice, to nie umiał całkiem zapanować nad swoimi odruchami i stąd takie sytuacje. Jak na to wszystko patrzała Agata, trudno mi było w tym momencie ocenić. Agata była zbyt skryta, żeby ujawnić wszystkie swoje uczucia. Musiałam to dopiero stopniowo wysondować. Bo w kierunku wyswatania Marcina już od dłuższego czasu były prowadzone intensywne, konspiracyjne przygotowania – zarówno wśród więźniarek, jak i funkcjonariuszek. Ja, w każdym razie, musiałam się zająć na tamten moment zdyscyplinowaniem mojego męża-głuptasa za pomocą listu. I napisałam do niego tak: Marek, ty chuliganie jeden! Marek, ty łobuzie jeden! To, że mi zrobiłeś obciach na widzeniu i w ten sposób także naruszyłeś powagę instytucji, jaką jest zakład karny, to ci mogę jeszcze wybaczyć. Ale to, że przez przewrotny dobór słów nastraszyłeś zacną, starszą panią, która jako nasza sąsiadka zawsze dobrze życzyła naszemu małżeństwu, zawsze nam pomagała, tego ci tak łatwo nie przebaczę. Pójdziesz do pani Krysi tak szybko, jak tylko możesz i się umówisz z naszą sąsiadką na wspólny przyjazd do mnie, do zakładu karnego. Ja wtedy pani Krysi pokażę, że zarówno ze mną, jak i z naszym małżeństwem jest wszystko w jak najlepszym porządku. A ty, chuliganie jeden, dowiesz się wtedy coś o konsekwencjach twojego postępowania. Kiedy wyjdę na przepustkę, wtedy poznasz dalsze skutki twojego chuligańskiego wybryku. Przed ołtarzem ślubowałam ci wierność, co oznacza dla mnie między innymi, że odpowiadam za twoje wychowanie. Przebywając tu, w zakładzie karnym, ciągle się uczę tego, jak pozytywny wpływ na życie człowieka mogą mieć kary. I dlatego ja też muszę obmyślić dla ciebie katalog kar, zarówno tych za twoje dotychczasowe przewinienia, jak i za przewinienia, które jeszcze możesz popełnić. Ale, żeby nie było całkiem tak negatywnie: Marzena Lipińska, funkcjonariuszka, która nadzorowała nasze widzenie w ogrodzie więziennym wtedy, kiedy najbardziej narozrabiałeś, bardzo pozytywnie się wyraziła o tobie. Powiedziała, że też chciałaby mieć takiego męża, jak ty. Który by tak bardzo szalał z jej powodu. Marzena, chociaż jest w moim wieku, ciągle jeszcze jest panną. Poznałam ją na tyle dobrze, żeby móc powiedzieć, że jest ona funkcjonariuszką Służby Więziennej z krwi i kości i dlatego nie chciałaby mieć zbyt „łatwego” męża, ale raczej takiego, który by wymagał z jej strony strony wysiłku wychowawczego, na którym by mogła potrenować sztukę penitencjarną. To bardzo ambitna dziewczyna. Skończyła prawo, magisterkę napisała z prawa karnego wykonawczego. Dokładnego tytułu jej pracy magisterskiej nie pamiętam, ale chodzi tam o związki prawa karnego wykonawczego z prawem naturalnym. Może ją kiedyś poznasz. Fajnie by było. Na razie, muszę już kończyć twoja Agnieszka List mi się udało dać oddziałowej może pięć minut po jego napisaniu, ale wiedziałam, że i tak wyjdzie dopiero następnego dnia. *** Jest piątek. Dla niektórych koniec tygodnia, chociaż ja tego obecnie, w związku z przerwą semestralną, tak nie odczuwam. W ostatnią sobotę byłem u Agi w zakładzie karnym. Natomiast dzisiaj przyszła do mnie, do mieszkania pani Krysia Jaworska. Opowiedziała mi, że rozmawiała z moją żoną i dowiedziała się, że w naszym małżeństwie wcale nie jest źle, a jest wręcz bardzo dobrze. Ja na to odparłem, że w zasadzie, to ja nic innego nie mówiłem. Skoro mówiłem, że głupieję na jej punkcie, no to znaczy przecież, że jestem w niej zakochany po uszy albo wręcz po czubek głowy. A że powiedziałem, że jej nie kocham? No cóż… Słowo „kochać” we współczesnej praktyce językowej jest zbyt słabe, zbyt wytarte, więc się zdystansowałem od tego pojęcia. Skoro jako „kochanie” określa się na przykład także uprawianie seksu, to ja miałem prawo uznać to słowo za zbyt wieloznaczne. W końcu ja z Agnieszką nie miałem seksu od kiedy ona jest za kratami, a jest to już spory szmat czasu. Ale czy to znaczy, że między nami nie ma więzi uczuciowej?? Jeszcze czego… Zawładnęła ona teraz moją wyobraźnią, jak nigdy dotąd. Przez praktykowaną za kratami skromność, a wręcz siermiężność stała się dla mnie pewnym ascetycznym ideałem i robi na mnie tym większe wrażenie, im bardziej na skutek więziennych restrykcji jest dla mnie niedostępna. W porównaniu z tym, co jest teraz, to normalne mieszkanie razem i regularne pożycie małżeńskie mogą się wręcz wydawać czymś nudnym. Panią Krysię najwyraźniej te moje wywody przekonały, skoro na końcu powiedziała: - To bardzo dobrze, że Pan tak kocha żonę, kiedy jest ona w więzieniu. Bo ja to już poznałam parę małżeństw, gdzie mąż porzucił żonę, kiedy ta trafiła za kraty. - Proszę się nie martwić, pani Krysiu. - odpowiedziałem. - Teraz, kiedy Aga jest w zakładzie karnym, mam na nią taką ochotę, jak nigdy dotąd. Ustaliliśmy, że do Agnieszki pojedziemy w sobotę przyszłego tygodnia. Pani Krysia obiecała, że sobie zarezerwuje ten dzień i tak się rozstaliśmy. W nocy z piątku na sobotę miałem znowu sen z moją żoną w roli głównej. Aga szła ulicą z pełnymi torbami zakupowymi. Włosy miała związane w warkocz przerzucony przez ramię. Miała na sobie białą bluzkę, niebieskie dżinsy, a na bosych stopach…więzienne białe drewniaki, tyle, że...z czarnymi literami ZK, a więc te, które używa wewnątrz więziennego budynku. Kiedy ją taką spotkałem na ulicy, wziąłem od niej torby zakupowe i razem poszliśmy do nas do domu. Tam weszliśmy na piętro, do naszego mieszkania. Ja tam zostawiłem torby zakupowe oraz odprowadziłem Agnieszkę z powrotem na dół. Przed domen czekał na nią już samochód Służby Więziennej. Daliśmy sobie całusy na pożegnanie, ona do tego samochodu wsiadła, no i odjechali z moją żoną. Tak się zakończył mój kolejny dzień bez żony w domu. Dzień, których miało być jeszcze wiele...Natomiast wciąż jeszcze nie wiedziałem, jak Aga zareaguje na mój ostatni wybryk w stosunku do pani Krysi.
-
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) V
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) V
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@Berenika97 @Berenika97 -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) V
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@violetta, tyle, że w mojej ocenie tytuł nie jest aż tak bardzo oryginalny... Jak się da do wyszukiwarki hasło "idealna żona" albo "idealna kobieta", to jednak pewna, nie tak całkiem mała, ilość materiału zostanie wyszukana. Ja starałem się dokonać prowokacji intelektualnej w ten sposób, że tę idealną żonę, która kojarzy się jednak w znacznej mierze z małżeństwem i rodziną, powiązałem zamiast tego z więzieniem. Żeby dokonać tego powiązania sięgnąłem po anegdotę mówiącą o tym, że idealnego mężczyznę można znaleźć w więzieniu i, w imię równouprawnienia płci, zamieniłem niejako w tej anegdocie mężczyznę na kobietę. Ale ty chyba czytałaś część pierwszą "Przygody z moją idealną żoną", a tam to właśnie jest na samym początku...Skoro więc uważasz, że moje opowiadanie jest takie ciekawe i intrygujące, to chyba znajdziesz tam wątki ciekawsze o d samego tytułu. Chociażby to, jak tam wygląda w więzieniu, a może też otoczkę społeczno-polityczną... -
Było, nie minęło I
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Tymek Haczka @Tymek Haczka @Tymek Haczka, rozumiem, że uważasz, że przeszłość nie jest tożsama z teraźniejszością i dlatego nie podzielasz twierdzenia, że "przeszłość jest teraźniejszością". Rozumiem takie zastrzeżenie, ponieważ w doczesności, w przeciwieństwie do wieczności, istnieje upływ czasu i przez to istnieją przeszłość i teraźniejszość. Czym się natomiast przeszłość i teraźniejszość różnią, jest już sprawą mniej oczywistą. Myślę, że możemy powiedzieć, patrząc chociażby na naszą część Europy, że między życiem w roku 1200 n.e. a a życiem w roku 1400 n.e. jest znacznie mniejsza różnica, niż między życiem w roku 1800 n.e. a życiem w roku 2000 n.e., chociaż zarówno tu i tam minęło 200 lat. Tak więc chodzi tu o pewne subiektywne, a nie obiektywne odczuwanie upływu czasu. -
Przygoda z moją idealną żoną (Przygoda idealnej kobiety) V
UtratabezStraty odpowiedział(a) na UtratabezStraty utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@violetta , skoro takie intrygujące, to może podzielisz się swoimi myślami na temat jakiegoś wątku tego opowiadania... :)