-
Postów
810 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Gizel-la
-
nie pójdę, bo sprzątam
-
a jak cię nie ma, to usycham , jak opadły liść na wietrze
-
w płomieniu obsesjotwórczym spalą się
-
rym cym cym, rym cym cym fajnie, że zmieniłaś rym
-
beta_b, Ulk Paweł Artomiuk Alicja_Wysocka Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za polubienie:)
-
wolę być żwawą czterdziechą niż brzydkim szczurem
-
jaka tam cisza - masz "towarzysza" nie świruj, tylko przywal mu dechą
-
Albo haszyszu weź deko
-
no to skok, oby nie w bok na lotnisko: daleko, blisko?
-
na upierdliwych
Gizel-la odpowiedział(a) na Gizel-la utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
Ulk - dziękuję za pomoc! To stary mój wiersz. Pokombinuję... Z rymami jest trudniej,niż bez. Pozdrawiam:) -
co się wybrało świętym się stało modlić się pozostało basta!!!
-
@Konrad_Koper: a skąd ten jeż??? Wiesz, czy nie wiesz??? ;) @Marek.zak1 - dobra, dobra...patrz wyżej (jeż) @jan_komułzykant - czy na Żoliborz, czy na Bałuty - chodzić będzie i tak jak struty
-
i raz i dwa i trzy możemy do woli póki ogień skrzy dopóki nie boli
-
@Jakub Adamczyk - dziękuję za czas:)
-
Dziękuję, @valeria
-
Dzięki! @Paweł Artomiuk Kur... Dzięki!!
-
a kto odpokutuje kto, kurna, życie zmarnuje?
-
Dziękuję, @valeria!
-
czy to masochizm, dola-niedola? bez sensu chować się do skorupy niektórzy mają tak - od przedszkola i ja mam nastrój - jak ty - do dupy nie chcę współczucia, zmieniłam wersję i nie chcę czekać, aż żar oparzy dawaj muzykę, choćby perwersję chcę dalej tańczyć...na innej plaży
-
Słońce budzi mnie o świcie, uśmiech sam się pcha na twarz. Myślę sobie: „kocham życie, jest cudownie”, a tu masz... Ledwie człek otworzył oko, dzwonek do drzwi, chwytam pion. W mig otwieram je szeroko: co za morda, któż to on? I zaczęło się bluzganie, że ja taka, że on wie, że zalałam mu mieszkanie, zgłosić to policji chce! Dosyć miałam już tej gadki! Chłopa pierwszy widzę raz, myślę: „mieszka u sąsiadki? Niech go szlag, nie na to czas!” W ciągu godzin dwóch lub trzech, rozpieprzyli pół chałupy. To ci ranek, co za pech! Ledwie dzień, a już do dupy. I zaczęło się grzebanie, chłop tkwi w przekonaniu swym. A to rura poszła w ścianie, żadnej winy mojej w tym. Utwierdziłam się w mniemaniu - - nie jest jeszcze aż tak źle. Nagle myśl o kupowaniu w głowie pojawiła się! Sklep jest blisko, ale gratka, w mig załatwię sprawy te! Patrzę, a tu gna sąsiadka i pogadać ze mną chce. Kilka bluźnierstw wyszeptałam, mówiąc, że czas goni mnie. W miarę grzecznie zagadałam, ta zaś wszystko lepiej wie. I narzeka, że za sucho, że za mało deszczu jest. Potem, że z pieniędzmi krucho, daje dzieciom, bo ma gest. Że ulica za szeroka, czy za wąska - - chust to wie. Że coś ziemia jej za grząska - - nie wiem, wyłączyłam się. Łypię okiem na zegarek, słuchać tego nie mam sił. Kurna, bo za minut parę, obuwniczy zamkną mi! Lecę biegiem na łeb, szyję, myślę sobie: „dobrze jest, kupię buty, to odżyję to na chandrę jest the best!” W sklepie czarno, a do tego gość, w kolejce nie chcąc stać, wykrzykuje na całego: „ja się śpieszę, … mać.” Nagle źle mi się oddycha, do krwi się rozdrapać chcę! Myślę, kurna, co u licha? Czyżby krew zalała mnie? Wyskoczyłam jak z ogniska, bieg do domu, łeb pod kran. Patrzę - rumień na pół pyska: „ja pitolę, skąd ten stan?!” „Dość tych wrażeń” - myślę sobie. - „dzisiaj passę miałam złą. Nie chcę myśleć o chorobie lub się bardziej wpędzić w nią”. Znając przykład mój, kolego, gdy ci cenne zdrowie twe, zapamiętaj, że od złego dystans uratuje cię. Stroń od ludzi upierdliwych, jeśli tylko szansa jest, a alergii uciążliwych nie nabawisz się na fest!
-
dred pociągnięty od skroni może łysinę zasłoni
-
można nosić dredy mnie to nie przystoi