-
Postów
25 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Shia
-
Tu wszędzie cisza choć wcale nie spokój, nie mogę znieść szmerów i pisków urojonych w mojej głowie. Tonę, tonę, tonę w mroku. Wiatr wieje ale nie wiem z której strony, czy istnieje sposób by go poskromić? Niesie ze sobą piach, który w oczy mi wpada a potem strach, że oślepnę i nie trafie. Drzewa krzyczą coś o tym, że liście im płowieją. Mi też tu w powietrzu nieco pachnieć zaczyna jesienią. Tu wszędzie ciemno, a przecież świateł nie brakuje tyle małych gwiazd stąpa tą samą ziemią. A ich blask przyćmiewa moje największe ambicje, usta mają zamknięte ale słyszę jak się ze mnie śmieją. No powiedz to, powiedz jak bardzo słaby jestem. No powiedz to, powiedz jak bardzo odstaje od was. No powiedz to, powiedz ,że lepiej bym już poszedł No powiedz to, powiedz że nigdy nie będę jak wy. Cały świat tonie, ja tonę w nim. Cały świat płonie, płonę i z nim I płonąc tak bardzo bardzo się boje boje się być. ( Tekst nie jest jeszcze gotowy, będę go edytować )
-
1
-
Jestem płomieniem co świeci jasno, chce ogrzać serca, dłonie, rozświetlić całe miasto. Mój blask odbijają tafle wód, lustra, zmęczone oczy które nie zasną do samego jutra. Chce dobrze dla wszystkich zmarzniętych dusz, ale proszę nie podchodź do mnie bliżej już. Jestem płomieniem i święce jasno, czasem moje światło nie pozwoli Ci zasnąć. Jestem płomieniem i wysoką mam temperaturę, trawię wszystko, nad sobą panować nie umiem. Jestem płomieniem i spalam ćmy. Nie zbliżaj się zbyt blisko, proszę. Nie zbliżaj się, nawet jeśli samotność ledwo znosze. Nieważne jak dobrze Ci przy mnie, idź sobie. Nie chce źle dla Ciebie, nic nie poradze, że płonę.
-
Gdy opuściłeś nasz dom, wszystko zamarło. Muzyka ucichła, a światło ognia zgasło. Powietrze ziębić po skórze zaczęło, a serce nie wierzy, że wszystko minęło. Nie łamie się, nie krzyczę, nawet łzy nie ronię, przed nikim, niczym, nawet przed samym sobą, się nie bronie. Jestem tu, egzystuje, trwam w niepokoju. Wiem, że nie jestem już potrzeby tu nikomu. Gdy opuściłeś nasz dom, cisza rozbrzmiała głośno, a ja utonąłem, zbladłem, zamarzłem. Tak beztrosko. Teraz niczym nie różnię się od kawałka lodu, nie chcę mówić jak cierpię, nie chcę mówić nikomu. Co ze mną będzie, wiedzieć nie mogę. Może ktoś mnie stopi, może ciśnie o podłogę.
-
I patrzę tak tępo na te światło, co kłuje w oczy i sprawia że czuje pustke. I popijam zimną już szałwie z nadzieją że ona oczyści mój umysł czy serce. Nie, nie oczekuje niczego więcej. Może nie zupełnie taką zimną, jest letnia, ma w sobie coś z dawnego ciepła. Jutro 29 kwietnia 2 dni po tym gdy od was uciekłam. A szałwia z moich ust ścieka, a moje serce już przestaje na coś czekać.
-
Gdy zamiast się zbliżać zostajesz zmuszony do ucieczki, to ten znak, że Twoja miłość zmieniła się w strach. To już nie azyl gdzie znajdziesz schronienie teraz każda sekunda jest dla Ciebie trudna. Pożar, wszystko płonie. Ten sam płomień co ogrzewał Ciebie. Teraz parzy, teraz boli, już Twojej osoby nie strzeże. Twoje zaufanie jest skierowane przeciw Tobie, już Cię nie chroni, teraz atakuje. Zgubiłeś drogę do domu który już nie jest domem, nie Twoim. Dokąd doprowadzi obca Ci droga? Idź, i się przekonaj.
-
1
-
@Manek Dziękuje <3
-
Dziś mnie nie będzie, ani tu ani tam. Pójdę, nie wiem gdzie, gdzieś tam w dal. Może pod wierzbę co płacze co dnia lub gdzieś gdzie spada ludzka łza. Albo w miejsce gdzie nie wieje wiatr, codzień spada bolesny, mocarny grad. Właściwie to nie ważne gdzie, będę po prostu tam gdzie mój cień. Tak czy inaczej mnie nie będzie. Nieobecność możesz mi więc wpisać, kiedyś ją usprawiedliwię. Znajdziesz mnie ''nigdzie'', a jednocześnie ''wszędzie.
-
Hałas udający ciszę, tak głośny że go nie słyszę. Tak intensywny, że nie wyczuwalny, tylko przez nielicznych usłyszalny. Tak cichy że zbyt głośny. Często zwyczajnie nieznośny.
-
Jesteś miłością zagubioną, trochę niepewną siebie, wyjątkowo roztargnioną. Dla innych przeciętną, dla mnie wyjątkową, to znaczy byłbyś nią gdyby nie to, że moje uczucia pochłonęło oceanu dno. Wiem, że pokochałbym Cię całym swoim sercem, gdyby nie nienawiść którą sciskam w ręce. Widziałbym Twoje światło, byłoby jasne, najjaśniejsze ale moje oczy są uparcie, nieustannie zamknięte. Może gdy pomożesz mi spojrzeć na świat od nowa, usłyszę wydźwięk, ton, głos z Twojego słowa. Wtedy pokocham Cię jeszcze bardziej, zupełnie inaczej.
-
2
-
Poniewiera się po kątach, zakurzona, porozrywana i ubrudzona. Nieco niechciana, porzucona. Właściwie to zapomniana. Czasem ktoś na nią okiem rzuci, później do innych rzeczy wróci. Przecież to tylko skrawek materiału, dawno niepotrzebny. Nie czuje, nie żyje, jest dla nich zwyczajnie zbędny. Co z tego że maskotka ta wiele wspomnień kiedyś stworzyła, a teraz je dzielnie dźwiga. Czas zawzięcie się z nimi ściga. Przed oczami niczym irytujące światło nam miga. Mimo że brakuje jej płuc które by powietrzem oddychały. I mimo że brak jej nerwów co bodźce by przekazywały. I serca co krew by pompowało, uszu co coś by słyszały. Mimo każdego braku, niedogodzenia, jakiegokolwiek większego niezadowolenia, taką maskotkę skrzywdzić łatwo można. Mimo, że jest taka niepozorna. I ona ma futerko co może się zabrudzić i będzie trzeba je wyprać. Puch co wypaść może i będzie trzeba spowrotem go włożyć. Potrzebuje by o nią zadbać, bo i ona przecież może się skaleczyć, będzie trzeba ją zszyć, ranę wyleczyć. Może spaść, wtedy trzeba jej pomóc wrócić tam gdzie być powinna. Ona również zna cierpienie, ale w tym cierpieniu jest nieco inna. Zna je na własny, indywidualny sposób. Ona również ma swoje własne problemy. Inne, bo inne jej potrzeby. Przytul ją, ona zawsze Cię wysłucha, ukoi wewnętrznego, obolalego ducha. Już więcej nią po kątach nie rzucaj. Więcej nią nie rzucaj.
-
Zatopiona w truciźnie, jej oceanie. Zatracona w niepamięci, gdzieś gdzie nie docierają żadne fale. Dryfuje na powierzchni, szuka lądu. Jednak jej ciało nie potrafi sprzeciwić się sile oceanicznego prądu. Zagubiona i osamotniona, ciężka dusza. Nie ma gdzie wrócić, więc szuka domu. Jest na cierpienie cudze czulsza mimo, że empatii nie było uczyć ją komu. Dryfuje i od mrozu siebie nie czuje.
-
A bestia przyjdzie i pożre Cię, po kawałeczku wszystko co Twoje zje. Każde uczucie, myśl i zdrowy rozsądek po prostu z Ciebie wypije, wyssie. Skonsumuje najmniejszy fragment, zaburzy Twój duchowy porządek. Stracisz siebie i staniesz się bezdusznym ciałem. Zwykłym workiem kości, oddychającym bez świadomości i duszy, i wzroku, trwając w popłochu. Życie staje się koszmarem.
-
Czy zdołasz naprawić mnie, moje zepsute serce i ogrzać już od samotności lodowate ręce? Czy dasz radę dać coś więcej niż łzy w kieliszku i ból w butelce? I czy nie wyleje ich jedynie więcej?
-
@Marcin Szymański Dobrze, więc spróbuje tak. Dziękuje za cierpliwość.
-
@Marcin Szymański Czytam poezje, głównie starszą. Nie widzę tego chaosu, ale być może problemem jest to, że zmieniam na siłe nie wiersze w wiersze. Najlepiej czuje się pisząc coś w rodzaju opowiadań ( nie mam pojęcia jak to nazwać ). Rymy zazwyczaj wymyślam na siłe, a gdy piszę swobodnie to przeważnie to brzmi dobrze ale się nie rymuje. Ten wiersz był głównie o tym, jak stać się dla kogoś czymś więcej niż kimś. Ułożyłam go na podstawie opowiadania, którego chyba tutaj nie mogę wstawić? W zasadzie nie wiem, czy na tej stronie można wstawiać wiersze białe lub opowiadania, jestem tu od kilku dni i niezbyt jeszcze się orientuje. Spróbuję skorzytać z rady, na pewno ją przemyślę. Tak czy inaczej bardzo dziękuje za konstruktywną krytyke. <3
-
@Marcin Szymański Aż tak bardzo źle?
-
Chciałabym Tobie pomóc, uratować. Bezczynności dłużej nie tolerować. Stanąć bliżej niż inny ktokolwiek i widzieć mimo zamkniętych powiek. Znaczyć coś więcej niż ,,coś'' i być kimś więcej niż ,,ktoś''. Być jak bezpieczny szałas, co stłumi najdokluczliwszy hałas. Taka Twoja prywatna oaza, czynna od nocy do rana. Gdzie od każdej innej woda czystsza i w rozmaitsze minerały bogatsza. Chce być kimś do kogo się odezwiesz, gdy dalszej nadziei zaniechcesz. Nie chce jak inny każdy zmieniać Ciebie, chce trwać blisko i wspierać w potrzebie. Empatię i zrozumienie okazywać, cierpliwością i wspólczuciem obdarowywać. Być jak światełko co doprowadzi do miejsca bezpiecznego, miejsca od którego, nie znajdziesz innego lepszego.
-
@Marcin Szymański Dziękuje.
-
@Marcin Szymański Wiem, że napisałam w złej formie ale nie znam poprawnej.
-
@kwintesencja Jesli mozna wiedziec, jaka forma bedzie poprawna?
-
@error_erros Dziękuje za opinie i poprawienie mnie. Zdaje sobie sprawę, że moje wiersze nie są najwyższych lotów. Będę nad tym pracować, chociaż ten mi się akurat bardzo podoba ze względu na prostotę. Ale jestem wdzięczna za komentarz, miłego dnia. :))
-
Odszedłeś za nim się o tym dowiedziałam, zamiast Ciebie towarzyszył mi Twój cień. Chyba zbyt wiele słów wypowiedziałam, to był nasz ostatni dzień. Zbyt późno dostrzegłam, że wschód dawno za nami. Teraz samotnie się chowam między wspomnień scianami. Czasem Cię zobaczę, we śnie lub na zdjęciu. W przeszłości zatracę, bo pragnę być w Twym objęciu. Zbyt późno zauważyłam, i tak już wiele razy, Twego ciepła niedoceniłam. Widziałam jedynie skazy. Wiele razy zbłądziłam, co Ciebie nie usprawiedliwi. Ale błędy popełniłam, czy wolność Ci zadośćuczyni? I może to podobieństwo nas złączyło, ale jednak niezrozumienie zbyt wiele razy więź skrzywdziło. Teraz popadnę w zapomnienie. Zapomnisz o mnie. Życie od nowego tomu zaczniesz, a ja nie zapomnnę tego jak bezpieczeństwem pachniesz. Kocham Cię i tęsknie, do serca więc schowam, każde wspomnienie i uśmiech cenniejszy od wszystkiego, na wieczność zachowam. I pójdę dalej, wezmę oddech. Zacznę widzieć w moim życiu to co dobre. Lekcje wyciągne, stane się silniejsza, by być o zmartwień parę lżejsza.
-
@Ewelina Ja osobiście znalazłam odpowiedzi które mnie satysfakcjonują, jednak tutaj chciałam przede wszystkim pokazać zagubienie i rozterki które jednak pojawiają się zawsze. :)) Dziękuje za komentarz. <3
-
Kochać świadomie, o co w tym chodzi? Swiadomość i miłość, czy to się wzajemnie ze sobą godzi? Miłość to serce, ciepło, czułość a świadomość jest umysłem, zmysłami. Widzimy, czujemy, dotykamy, słyszymy kochamy gdy stykamy się wzajemnie swoimi ciałami. Wiemy, że kochamy, ale skąd to wiemy? Czy wystarczy sam fakt, że jesteśmy obok siebie, że bliżej niż z innymi żyjemy? Miłościo, czym w zasadzie jesteś? Uczuciem, wiedzą czymś mniej lub więcej? Nadzieją, popłochem, oczami duszy, jej wzrokiem. Czymś co chce czuć, gdy serce moje czuje głód a może czymś czego umysł łaknie, gdy właściwej osoby na moment zabraknie. Może czymś o czym nawet, myśleć nie było mi dane.