Kiedy zamykam oczy
Ląduję w zupełnie innym świecie
Gdzie melodia życia się nigdy nie kończy
Wokół zawsze inne brzmienie
Od gitarowych strun po anielski chór
Gdy zmęczony życiem tu przychodzę
Na trawie się położę
I w dźwięk natury się wsłuchuje
Jakże piękny, jakże spokojny...
Potem w stawie się wykąpię
Gdzie rozgrzane słońcem ciało schłodzę
Zanurzam się i dopływam aż do dna
Powietrzem się przejmować nie muszę
Muzyka me płuca tlenem wypełnia
Zawsze udaję się pod tą samą muszlę
Operą go również tu zwą
Wodne nimfy dziś swój występ mają
Ich śpiew otulił uszy me
Ah, jakież one były wspaniałe
Aplauzy nie miały końca...
Są tu też miejsca opuszczone
Gdzie żadna nuta się nie przedostanie
Tak mroczne i tak głuche
Że każdy kto tam wejdzie
W mig w obłęd popada
Stracone już istoty wolności nie doznają
Uwięzione w świecie rzeczywistym na zawsze pozostają...
Nie lubię i też nie chcę
Opuszczać tego świata
Budzić się i wracać
Tam gdzie nie powinno mnie być
Zapomniany przez ludzkość
Zawsze tak się czułem
"To tylko parę godzin"
W głowie to powtarzam
A pod koniec dnia
Kiedy kończy się ma praca
Umyty i gotowy do spania
Szczęśliwie zamykam oczy
I znów do krainy melodii wracam...
@duszka Cieszę się, że się podoba ^^ starałem się jak najsensowniejsze pytania zadawać w tym utworze, aby oddały temu wierszowi odpowiedni klimat. Również serdecznie pozdrawiam.
@Kapistrat Niewiadomski Cieszę się, że się podobał ^^ pozdro ?
Nocami znów ją widzę
Kobietę, anioła lub diabła
W oczach jej widoczna
Pustka...
Stoi nieruchomo
Patrzy się na mnie
Czegóż ode mnie chce?
Wciąż się nad tym zastanawiam
Lecz nagle...
Światła wokół gasną
Zapada noc
Widzę gwiazdy
Jestem w kosmosie
Świat stanął przede mną
Otworem...
Widzę miliardy możliwości
Wszystkie niewykorzystane
Czyżby to był znak?
Widzę setki
Nawet i więcej
Istnień...
Zagubionych dusz
Które czegoś szukają
Wciąż się za nich modlę
O to by zaznali w końcu
Upragnionego spokoju...
Wszelkie ciała niebieskie
Wydają się być takie puste
Niczym cmentarze
Umierają w nich nadzieje
I zostają pochowane
Głęboko pod ziemią...
W momencie tym
Słyszę szepty
Dochodzące skądś
Kierunku mi nieznanego
Plugawe i wrogie
Warczenia i syki
Zawsze takie ogłuszające
Zawsze takie przerażające
Strach mnie oblatuje
Sparaliżowany nim
Czekam aż nagle nastąpi
Cisza...
Krzyki ustały
Melodia z nich płynąca
Ucichła...
Symfonia kosmosu
Została przerwana...
Wybuch...
Kolejny...
I jeszcze jeden...
Dziesiątki wybuchów
Doprowadzają mnie
Do innego miejsca
Całkowicie mrocznego
Nie wiem jak...
Jedyne co widzę
To ciemność
Jedyne co czuję
To wiatr
Czyżby to była
Czarna dziura?
Czyżby to właśnie
Był mój koniec?
Zostanę zniszczony
Jak te gwiazdy i planety
Wokół mnie?
Los chce inaczej
Wtedy się budzę
Uszy bolą
Głowa boli
I tak co noc
Nieprzerwanie od miesięcy
Co chcą ode mnie bogowie?
Jaki mają wobec mnie plan?
I przede wszystkim
Co najważniejsze
Cóż on oznacza?
Tego się już chyba
Nigdy nie dowiem...
Dopadła mnie furia
Robię to czego nie powinienem
Robię rzeczy głupie
Często tracę kontrolę
Nie panuję nad sobą
Swoimi ruchami
Swoimi słowami
Niczym rozwścieczony olbrzym
Rozwalam miasta
Budowla i otoczenie
Nie sposób uspokoić
Krzywdzę ludzi
Krzywdzę siebie
Cierpię ja
Cierpią inni
Jam jest gniew
Ten który niszczy
Na to konto
Sieję spustoszenie
A na drugie
Te nieaktywne
Przenoszę bóle i żale
Smutek i płacz
Całą swą agonię...
Kawałek po kawałku
Aż ułoży się wzór
Prosty i zrozumiały
Dla oczu mych i umysłu mego
Obraz niczym z bajki
Został ostatni brakujący element
A nuż poznam bardziej siebie
Odzyskam utracone wspomnienia
Puzzle składające się
Z miliona i jeden kawałków
Utworzą klarowną i spójną
Od dawna upragnioną całość
Rzeczywistość już nie będzie
Zwykłym zlepkiem dziur i pustki
Gdzież się podział
Ten ostatni element
Kluczowy dla tej sprawy
Czyżby się zawieruszył?
Los nie chce
Abym poznał prawdy?
Zostałem już przesądzony?
I na zawsze już pozostanę
Zapomniany?
Kiedyś, dawno
Dawno temu
Mógł wszystko
Poruszyć góry
Dokonać rzeczy
Pozornie niemożliwych
A teraz
Ludzie widzą
Upadek
Nie taki zwyczajny
Głośny
Dramatyczny
Bo w tej chwili
Umiera poeta
Wena
Sobie odeszła
Słowa
Zamarły wnet
W głowie tej
Pustka pozostała
Czy się kiedyś
Odrodzi na nowo?
Nikt nie wie
Świat niegdyś
Kolorowy i wesoły
Stał się pusty
Szare obłoki
Nawiedziły miasta
Pełne mroku
Bez nadziei
Na jakąkolwiek
Lepszą przyszłość
Tłum oszalał
Bo kto im poezję da
Zilustruje i zainspiruje
Do twórczości swej
W czasach tych
Kiedy są na prawdę
Ważni
I potrzebni?
Jak długo zamierzasz uciekać
Przed nieuniknionym
Przed przeznaczeniem
Czas rządzi się swoimi prawami
Doskonale o tym wiesz
Powiedz proszę
Dlaczego?
Przeszłość cię dogoni
Sumienie szybkie jest jak wiatr
Nie odpuszcza
Nie zwleka
Wciąż myślisz o przyszłości
Tej pięknej
Tej lepszej
Kiedy wróg twój wciąż u bram
A nawet i bliżej
Teraźniejszość jest ciężka
Nie wiesz co będzie jutro
Za tydzień
Za jakiś czas
A wspomnienia
Ciągle cię śledzą
Pora wziąć miecz swój
I tarczę w dłoń
Zmierz się z przeciwnikiem
Pokonaj go
I tryumfuj nad nim
Bo tylko Ty
Wyłącznie Ty
Jesteś w stanie to zrobić
Nikt inny
Nie zmierzy się
Z twym lękiem
Nikt inny
Nie pokona
Twoich najgorszych
Błędów...