
Triengel
Użytkownicy-
Postów
91 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Triengel
-
Za chwilę wejdę na nową ścieżkę Świat się zaczyna otwierać Czy się jakoś odnajdę? Wiele na ten temat słyszałem A przynajmniej tak mi się wydaje Głuche są te ściany Głosy tak niewyraźne Wszystko na domysłach bazuję W głowie różne wizje Co mnie czekać może Boję się tego, nie ukrywam Co jeśli mi się nie spodoba I szybko umrzeć będę chciał? Staram się myśleć pozytywnie W końcu to jedyne co mi pozostaje Wiem, że zaraz wyjdę Jest to nieuniknione Taka naturalna kolej rzeczy Nawet gdybym chciał Dłużej tu nie zostanę Tkwię tu chyba od lat Jak nie dłużej Boję się tego, nie ukrywam Życzcie mi powodzenia Tego teraz potrzebuję...
-
Po tym wszystkim co się stało Nie popełnię znów tego błędu Nauczyłem się Ból to jedyne co pozostawiłaś Ja płaczący w poduszkę Ja wiecznie się użalający W końcu wstałem Miliony pięknych wspomnień Tysiące cudownych chwil W głowie wciąż mi się śni Pora to zapomnieć A to co zostało złamane Ciężko jest naprawić Próbowałem tyle razy Wciąż bez skutku Ale się nie poddam Życie mnie dobiło Wbiło nóż w plecy To mi dało lekcje Której nie zapomnę Minęło sporo czasu Odkąd to zrozumiałem Najważniejsze jest jednak to Że walczę dalej!
-
W tych oczach widzę gwiazdy Takie oślepiające, takie olśniewające Zabiera dech w piersiach Sparaliżowany tym widokiem Myślę jak od tego uciec Takie przyciągające, takie hipnotyzujące Trudno się oderwać Choć tego bardzo chcę Nie mogę, nie mam siły Czuję jak tonę w ich głębiach Jakbym wpadł w nieskończoną otchłań Bez drogi wyjścia W głowie roi się od krzyków Błagających by to się wszystko skończyło Ciało natomiast odmówiło posłuszeństwa Siła jaka mną zawładnęła Jest przepotężna! Nieograniczona, może nawet boska Wystarczyło jedno spojrzenie Żeby porwać mnie całego Wystarczyło jedno spojrzenie Żebym przestał walczyć Wystarczyło jedno spojrzenie Żebym był cały Twój!
-
Świat umarłych ciepło wita mnie Rodzina z oddali już mi macha Choć dawno odejść powinienem To czuję że wśród żywych Należy miejsce me Radość mi sprawiają Takie drobne rzeczy Aż szkoda by było Wszystko to zostawić Przeszłość zwyciężyłem Z uśmiechem patrzę w przyszłość Choć zapewne Nie zostało mi jej wiele Staram się nie myśleć Pozytywną jestem osobą Robię to co chcę Dopóki coś jeszcze mogę Śmierć czai się tuż za rogiem Ja przed nią wciąż uciekam Dopóki widzę światło Wciąż mam nadzieję Biegnę, dalej biegnę Już od miesięcy A może kilku lat Żyję swoim życiem Nie patrzę już na czas Jedynie zdrowie Mocno martwi mnie Bo to ono zło przyciąga Ciało chce już odejść A dusza mówi "nie" Słabnę już powoli Tak bardzo chcę tu zostać Chyba nie mam wyboru Przyszedł na mnie czas Dalej nie pobiegnę Nogi nie uniosą Ręce opadają Wszystko się chwieje Ot, marny jest mój los...
-
Przeżyłem wojny nieustające Miliardy zabitych niewinnych dusz Na własne oczy widziałem Od wieków ten koszmar przeżywam Ciągle na nowo i tak w kółko Mam tego już dosyć Wiele doświadczyłem Pora na wieczny odpoczynek Los robi mi na złość Liczby przybywają A ja wciąż żyję Czuję się dobrze Ileż mam znieść cierpień Te wszystkie krzyki Płacze i jęki Słyszę je codziennie bardzo wyraźnie Niespełna zmysłów od dawna jestem Życie jest przerażające Ludzie są okropni Świat się nie zmieni Wiem co mówię Zawsze wiedziałem Marzenie mam tylko jedno Odejść w spokoju Ujrzeć światełko Które uwolni mnie Od tych bolesnych wspomnień Chciałbym nareszcie Być szczęśliwy...
-
Wstałem zaspany i zmęczony Piąta nad ranem, ja za snem stęskniony Zmuszam się do wyczynu Z łóżka mego, świętego azylu Podnieść się muszę Zanim w kolejną podróż wyruszę Poranek jak codzień Śniadanie, prysznic, grzebień Fryzurę poprawiam Lustro uśmiechem pozdrawiam Wychodzę... Samochód w naprawie Stary rower w zastawie Piechotą idę przed siebie Słońce już widnieje na niebie Pies sąsiada wesoło szczeka Na listonosza pewnie czeka Po drugiej stronie kolejna awantura Zapewne znowu jakaś dziecięca bzdura Na czerwonym się zatrzymałem Ledwo śmiech powstrzymałem Kiedy facet z naprzeciwka Telefonem o chodnik ciska Zaczął klnąć wniebogłosy Że aż dębem stanęły mi włosy Światło już zielone Złość jego minęła niczym wieki minione Z dziwnym grymasem przeszedł przez pasy W głowie mej ostrzegawcze hałasy Coś tu nie gra, coś jest nie tak Czy mam uważać, czy nastąpi jakiś atak? Pobiegłem, za siebie się nie oglądając Do pracy wejścia, dziko przez tłum się pchając... Ciężki dzień dzisiaj miałem Przez to wszystko strasznie zgłodniałem Poszedłem do ulubionej restauracji Niestety zamknięte, aż do końca wakacji Cholerny remont schrzanił moje plany Co teraz? Gdzie ja zjem dobry naleśnik na francuskim cieście zapiekany? Jakoś to przeżyję, pomyślałem A może sam coś ugotuję? Za ten pomysł sam się w ramię poklepałem... Teraz głupi żałuję że się za to zabrałem Kucharzem to ja nie będę, właśnie się tego dowiedziałem Zwyczajne spaghetti to miało być A o mały włos domu bym nie spalił, mam już tego dosyć! Następny obiad zjem na mieście A przypalony garnek wyrzucę wreszcie... Godzina już późna, kładłem się spać Niestety znowuż tak wcześnie muszę wstać Budzik nastawiony, światła wyłączone Wszelkie zmartwienia z głowy zostały przepędzone Jedyne co mi pozostało, to powiedzieć sobie "dobranoc!"
-
Życie pełen czarów Lepszy niż świat pełen rozczarowań Mędrcy dzielący mądrość swą Lepsze niż społeczne podzielenie Miejsce gdzie można odetchnąć Lepsze niż ten smog i syf Tam gdzie pięknie powinno być Jest smutno i obskurnie Tam gdzie lepiej powinno się żyć Bieda jest i głód Tam gdzie wesoło powinniśmy skakać Pracujemy za nędzny grosz Czemuż przystało nam tak żyć? Czy można to jeszcze zmienić? Czy to już na zawsze Pozostaniemy tacy sami?
-
@opal Dziękuję, z reguły większość swych tworów opieram na wyobraźni, część z nich tyczy się mnie, a część nie i np. w tym wierszu nie opisuje siebie tylko hipotetycznego skrzywdzonego człowieka
-
Droga Matko moja kochana Czymże cię skrzywdziłem Ignorujesz mnie kiedy Cię potrzebuję Czy ja aż takim ciężarem się stałem? Drogi Ojcze mój kochany Czymże cię skrzywdziłem Że cały szacunek do mnie straciłeś I wstydzisz się teraz mnie Czy ja zbeszcześciłem dobre imię Twe? Drodzy Przyjaciele moi kochani Czymże was skrzywdziłem Obmawiacie mnie gdy nie widzę Każde wasze słowo Dotyka coraz bardziej moje kruche serce Czy ja aż takim okropnym człowiekiem jestem? Drogi Boże mój kochany Czymże cię skrzywdziłem Przechodzę przez to piekło cały czas Życie mnie dobija Umrzeć jedynie pragnę A ty jedyne co robisz To się ze mnie śmiejesz...
-
Serce smutne i puste Świeciło niegdyś tak jasno Że potrafiło rozświetlić najciemniejszą noc A teraz No cóż, zgasło... Zraniony został człowiek Bohaterski i odważny Załamał się wnet Poddał się wręcz Nadzieję stracił w obliczu zła Tłumu stając się pośmiewiskiem Co poszło nie tak? Miecz odmówił posłuszeństwa Tarcza pękła na pół A on sam No cóż, zmarł... Myśli czarne mózg jego przeżarły Głosy spokój nie dawały W wątpliwość poddawały jego męskość Odwagę i szlachetne serce I w najważniejszej jego bitwie No cóż, poległ... List po sobie zostawił Opisał ostatnie swe zmagania Z demonem umowę zawarł Księżniczkę piękną mu obiecano Wieczną chwałą obłowić się miał Choć walczył z nim zawzięcie Uległ diabelskiej pokusie I zrobił najgłupszą dotąd rzecz Oddał duszę mu Za co? No cóż, za sławę...
-
@sowa w sumie już nie takich silnych lekach psychotropowych, bo z nich powoli schodzę i idzie to w dobrym kierunku 😁
-
Kicham i się smarkam Cykl się znów powtarza Czuję, że umieram Smarkam się i kicham Tak przez dzień cały Nie wiem co się wokół mnie dzieje Odpłynąłem lub umarłem Ciężko to przeżywam Już dłużej nie wytrzymam! Kicham i się smarkam Tabletki nie pomagają Organizm uodporniony Ciężki ten mój los! Smarkam się i kicham Dzień już kolejny Noc nie przespana Czy tak ma wyglądać całe życie me? Kicham i się smarkam Smarkam się i kicham Dość już tego mam! Nadziei już nie widzę Koniec jest już bliski Ja w okrutnych myślach pogrążony A w międzyczasie wciąż kicham I kicham I kicham...
-
Galopem prę przed siebie Cel dokładnie mi nie znany Na koniu zwanym "Wolność" Od wielu długich dni I tyłu samych nocy Za sobą zostawiam wszystkie Smutki i gorzkie żale To co było już minęło Wrócić nie powróci Dopóki jadę dalej I się nie zatrzymam Nacieszę się tym życiem Co ma być to będzie Przyszłością martwić się nie będę Póki czuję wiatr we włosach Nic nie powstrzyma mnie
-
Demony o sobie wciąż dają znak Biednemu człowiekowi życie uprzykrzają Niewolnikiem jest swych myśli Od dawna już nie może spać Życie całe swe poświęcił Pomagając słabym i ubogim Teraz na śmierć i życie walczy Sam ze sobą Tortury okrutne przeżywa Kiedy samotny w jaskinii swej Próbuje na chwilę odetchnąć Od bolesnych przeżytych chwil Łzy po polikach mu spływają Na myśl że może być szczęśliwy Lecz znika ona szybko Niczym czarodziejska iluzja... Uwięziony jak w jakiejś klatce Pełnej krwiożerczych istot Które rozszarpać go chcą Choć nie wiadomo za co Z przerażeniem w oczach Patrzy jak ujadają Czekając aż się z łańcuchów wyrwą I w końcu go dopadną... Dnia następnego już nie dożył Bestie go dorwały Ciało całkowicie rozszarpane Przez jego upiorne myśli Stanie się pokarmem dla ziemi Gdyż tylko tam Zostanie zaakceptowany...
-
Godzina już późna Spać dziś nie mogę Wybiorę się na spacer Krótką trasę obiorę sobie Noc taka piękna Cicha i spokojna Pójdę do lasu Tam spokojnie czuję się Latarkę wyjąłem Strach wygnałem precz Wydeptaną ścieżką Przespaceruję się Głos czyjś usłyszałem Lub mi się zdawało Lepiej przyspieszę kroku Za siebie się nie oglądając Umysł płata mi figle? Słyszę jakieś kroki Z oddali czyjeś wołania Co to może być? Nie wiem czy zawrócić Strach mnie obleciał Niegdyś zwykły spacer Teraz walka o przetrwanie Na całe szczęście Wszystko nagle ucichło Teraz znaleźć wyjście Z tej piekielnej dziczy Widzę światła już Droga jest niedaleko Biegnę dalej przed siebie Nie zatrzymując się Bezpiecznie się oddaliłem Odetchnąłem z ulgą wielką Już na pewno nigdy Tak późno tam nie wejdę Do mojego domu Wróciłem po godzinie Czas tak bardzo zleciał Nawet nie wiem kiedy Położyłem się do łóżka Zmoknięty i zmarznięty Przestraszony i skołowany Zasnąć już nie mogłem...
-
Czuję że tracę Cię Wszystko powoli zapada się Jaki sens może mieć Życie bez ciebie? Czuję że Ty Zabrałaś kawałek mnie Ten największy Ten najlepszy Wspomnienia o tobie Powoli wymazują się Gdzie ty jesteś? Nie minęła noc A zdążyłaś uciec w siną dal Tak bardzo tęsknię Tak bardzo pragnę Byś wróciła do mnie Uśmiech twój zobaczyć I objąć Cię Bo tylko wtedy Czuję że moje życie ma jakiś sens Bo tylko wtedy Jestem szczęśliwy
-
Historia pewna się rozeszła Że piekielna istota złowieszcza Torturowała ludzi o nieczystych sercach Zwłaszcza o północy, przy zgaszonych świecach Karmiła się ich cierpieniem A ich okrutny los miał być dla nich zbawieniem. Ludzie powiadają o kościelnej sekcie Rytuał krwi ponoć odbyli w sekrecie Ofiarę w imię "dobra" złożyli I bestię przez to stworzyli Siłą nadludzką obdarzony Każdy mur został przez niego obalony Okrutnym bestialstwem się szczycił Gdyż każdą ofiarą się żywił. Głuche modły, pusta nadzieja Po sobie zostawiła ta bestia Kiedyś miasto teraz mogiła Zniszczona gospodarcza siła Lud wybity aż do cna Nie doczekali się następnego dnia Bogowie nie zareagowali Inni sprawę zignorowali Po tym wszystkim demon znikł Gdzie się podział, nie wie nikt. Historia złego miasta się tak skończyła Dla mieszkańców to ogromna tragedia była Lecz dla innych stała się przestrogą Żeby zawsze iść dobrą drogą.
-
Historia pewna się rozeszła Że piekielna istota złowieszcza Torturowała ludzi o nieczystych sercach Zwłaszcza o północy, przy zgaszonych świecach Karmiła się ich cierpieniem A ich okrutny los miał być dla nich zbawieniem. Ludzie powiadają o kościelnej sekcie Rytuał krwi ponoć odbyli w sekrecie Ofiarę w imię "dobra" złożyli I bestię przez to stworzyli Siłą nadludzką obdarzony Każdy mur został przez niego obalony Okrutnym bestialstwem się szczycił Gdyż każdą ofiarą się żywił. Głuche modły, pusta nadzieja Po sobie zostawiła ta bestia Kiedyś miasto teraz mogiła Zniszczona gospodarcza siła Lud wybity aż do cna Nie doczekali się następnego dnia Bogowie nie zareagowali Inni sprawę zignorowali Po tym wszystkim demon znikł Gdzie się podział, nie wie nikt... @Triengel Czasami lubie sobie napisac prozę, ale nie zawsze mi ona wychodzi, czy dodac jeszcze jakąś zwrotkę, czy takie zakończenie może być?
-
W mrocznej otchłani Tam gdzie wszystkie dusze płaczą Czuję się bezpiecznie Szepty niespokojne mnie uciszają Oczy raduje bezkres ciemności Nie dziwota, jestem szalony! Lecz swoje miejsce znalazłem Gdzieś głęboko w lesie Z dala od cywilizacji W sercu Matki Natury Zbudowałem domek swój Moje największe osiągnięcie Jestem z niego dumny W sercu zrobiło mi się ciepło Gdyż w końcu dotarło do mnie Że znalazłem swoje miejsce Ciało me pod ziemią zakopane Zamknięte oczy od tygodni paru Powędrowałem do zaświatów Błogiego spokoju tu doznałem Szarość poprzedniego życia Została daleko z tyłu Tutaj czuję się dobrze Czuję, że odnalazłem w końcu Od dawna upragnioną Nirvanę
-
3
-
Los mu nie sprzyjał Szczęście go też opuściło Wrakiem człowieka nazwać go można Góry chciał pokonać Niezliczone wody przepłynąć Samotny dyrygent nie dał rady Muzyka go zawiodła Jego orkiestra ucichła Bóg go surowo ukarał Za jego ambicje... Hipnotyzował widownię Swym popisowym numerem Gromkie brawa zagłuszały jego myśli Był najlepszy Nikt go przebić nie mógł Teraz na jego widok Wszyscy milkną... Zgrabnymi machnięciami batutą Tworzył muzykę niczym bóg Pod jego okiem Wszystko brzmiało pięknie Jakby niebiosa na Ziemię zesłano Trębacze radośnie trąbili Bębniarze energicznie bębnili Od czasu jego upadku Nastała głucha cisza... Miasto już go nie pamięta Przyjaciele i rodzina odwrócili się Został całkiem sam Setki razy o pomoc wołał Nikt go nie usłyszał Jego własne myśli Również straciły głos Po latach uciążliwej walki Nie dał już rady Uśmiercił się bezboleśnie A szarawy niegdyś świat Znów zaczął tętnić życiem...
-
1
-
Choć oczy szeroko mam otwarte Nie widzę co się dzieje przede mną Droga którą szedłem Zaczęła się zamazywać Przeszkody, które kiedyś tanecznym krokiem omijałem Stały się teraz mym największym utrapieniem Pomyślałem, że to tylko chwilowe Jednak się myliłem... Całe życie się okłamywałem Myśląc naiwnie jak dziecko Wierzyłem, że droga którą idę Będzie tą najlepszą Że nic złego mnie nie spotka Teraz już wiem Że się myliłem... Dużo szkód narobiłem Wiele słów złych wypowiedziałem Jednak wciąż żyłem Skacząc wesoło nad wrogami Plując im w te wściekłe twarze Myślałem, że to ujdzie mi wszystko płazem Cóż, myliłem się... Karma mnie dopadła Sam stałem się swym wrogiem Ślepnąc, otworzyły mi się wreszcie oczy Widzę to, czego widzieć nie chciałem Choć potykam się ciągle o swoje nogi Wiem, że na to zasłużyłem Świat odbieram teraz innymi zmysłami Podpowiadają mi, żeby zawrócić Naprawić wyrządzone szkody A być może, jak zasłużę Zostanę odpokutowany.
-
Zbliża się nowy rok Postanowień zawsze jest dużo Ja spełnić nie mogę swojego Stać się lepszą wersją siebie Tego zawsze chciałem Nie umiem, żałuję Krzywdy które wyrządziłem Wciąż widoczne są gdy zamykam oczy Słowa które wypowiedziałem Echem rozbrzmiewają po mojej głowie Przez własne czyny W obłęd popadam Tyle prób miałem Każdą zawaliłem Zmienić się nie mogę Inny już nie będę Po tych wszystkich latach Wywnioskowałem rzecz jedną Że więźniem samego siebie Do końca życia już pozostanę
-
Śpiew ptaków o poranku Szum lasu w porze nocnej Choć dźwięki są to piękne Nie zagłuszą mej tęsknoty Do tego co już minęło Szczęścia nie zaznam Jedynie bolesny smutek To teraz czuję Przyszedł tak nagle Został tu na dłużej Poprawy nie widać Lepiej nie będzie Rozsiadł się na swym tronie I opuścić go nie zamierza Już nie pamiętam Jak smakuje miłość Wszystko to Wspomnieniem zostało Zakopanym głęboko Pod ziemią zapomnianą I pozostanie ukryte Do końca moich dni Obraz jej na ścianie Nad kominkiem wisi wciąż Ma przypomnieć chwile te Kiedy było dobrze Choć boli kiedy na to patrzę Nie potrafię przestać Jest to za trudne Tęsknota jest silniejsza A walczyć z nią nie potrafię.
-
@Kapistrat Niewiadomski chyba że czyn ten został dokladnie przemyślany ^^
-
Trauma sprawia ból ogromny Przeszłość wciąż kroku mi dotrzymuje Krzywda doznana przez ludzi Odbija się szerokim echem Zaprzyjaźnić się chciałem Zostać pokochany - wielkie marzenia miałem Odrzucił mnie świat Los się ze mnie naśmiewa Śmierć również mnie nie chce Społecznym wyrzutkiem zostałem... Odnalazłem wreszcie miejsce swe Stare szaty z ciała zrzuciłem Z dala od cywilizacji W jaskinii zamieszkałem Wieloletnia tułaczka opłaciła się Spokój nareszcie mam Żyję tak jak powinienem I jestem ze sobą szczęśliwy Samotnym być - oto ślub mój Przeznaczenie tego chciało Teraz już to wiem.