-
Postów
13 465 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
53
Treść opublikowana przez Leszczym
-
Najszczersza intencja, o najlepsza
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Antoine W Dzięki Antoni :) Cały czas myślami jestem przy motywacji i celu pisania wierszy i szerzej sztuki. I natenczas doszedłem do wniosku po prostu, że wiersz mężczyzny jest właśnie po to by kobieta się rozebrała:)) Dyskusyjna teza, ale coś w tym jest;) @dach Dzięki Dachu za przepiękny komplement:) -
Najszczersza intencja, o najlepsza
Leszczym opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Biały wiersz skrobnę na kawałku. Czystej chusteczki higienicznej do łez. Napiszę długopisem zwyczajnym. Dla zupełnej niepoznaki. Może dla draki? Czarno na białym. Słowa wykrzyczą naj naj tak. Żeby tak usłyszały, tak tak. Cel mej pisaniny jedyny słuszny. Jedyny nierealny, acz prawdziwy. Abyś tekst przeczytała i się rozebrała. Tylko nie zrozum mnie opacznie. Nie jestem Jakubem. Potrzebny nam fart. Nie, to jeszcze nie jest ten wiersz. Razem nagle rozebrani pójdziemy. Zdobywać szczyty i łączyć marzenia. Pożądać rzeczy niemożliwych oraz piękna ubrań. -
@Aleksandraa. trochę nawet "adresatem" się czuję:)
-
@Somalija nie sposób się nie uśmiechnąć :///
-
@Pradzi A mnie się podoba i to bardzo:)
-
@opal wyjątkowo mocny i dobitny wiersz. Takie słowa też są czasem potrzebne... thx
-
To one uczą nas przyszłości
Leszczym odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar cudna puenta, fajny wiersz :) -
Noc sierpniowa
Leszczym odpowiedział(a) na Trzygracje utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Trzygracje Urocze, z gracją:) -
@corival oj tak, jakże często o tej oczywistości zapominamy. Dzięki że zajrzałaś do mnie:)
-
@Lidia Maria Concertina ależ trzeba mieć wyobraźnię!!!
-
Ukrop. Para gromko ucieka z garnków. Wrzawa. Ktoś, kogoś, kimś i tak dalej. Troska. Naglące pytania czy znów się uda. Licytacja. Ona pierwsza nawet niż pierwszy. Opanowanie. Kierownik nie zna pełni zdarzeń. Niewątpliwy czar słów: kurwa, szybciej i damy radę. Zasłona. Pożarów zaplecza z zewnątrz nie widać. Na szczęście jestem tutaj przypadkiem. Na szczęście nie znam całej sytuacji. Na szczęście dam trzy dychy i pójdę do domu. Kącik prywatnych zajęć uśmiecha się pogodnie :)
-
Uciekłem od dziewczynki
Leszczym odpowiedział(a) na Nikodem Adamski utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Nikodem Adamski jak wyżej, może o asertywność się rozchodziło? -
@Konrad Koper Kurczę, te Twoje miniaturki słowne mają całe mnóstwo uroku:)))
-
@Pan Ropuch bardzo ładny wiersz mistrzowskiej puenty:) Kamienie z takimi runami zawsze w cenie i chyba za autentyczność :)
-
@opal extra zwyczajnie extra!!! Metafory pierwsza klasa ;)
-
@dach szczerze i mnie taki dziennik by zainteresował;)) Kierowców jest dużo mógłbyś znaleźć czytelników;))
-
Co ma w sercu terrorysta?
Leszczym odpowiedział(a) na iwonaroma utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@iwonaroma chyba jest też olbrzymia manipulacja i ogromny sprzeciw wobec rzeczywistości :// Nie wiem. -
@JAPA piękny wiersz!!! :)
-
Tu Ta To Te Te czyt. razem poniżej 1s
Leszczym odpowiedział(a) na Pan Ropuch utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@iwonaroma albo dawne Tatu;) -
@Marek.zak1 podoba mi się ta mini przypowiastka:)) Ja z tych co jeszcze umieją pływać i przepływałem tu i tam, ale tacy pływacy są najgorsi, podobnie jak kierowcy, to znaczy tacy, którym się wydaje, że naprawdę umieją pływać lub jeździć:))
-
@valeria Ładne :)
-
Barwny Sonet pt. Widziałem
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Dag dzięki za komentarz:) Ten "sonet" miał swoją historię, bo i brzmiał lekko inaczej, a i link do piosenki był, ale wycofałem się, bo jakieś dziwne nie wiadomo co mi z początku wyszło:)) Teraz jest jak jest, ciut lepiej:)) Jeszcze napiszę pełnoprawny sonet, jeszcze napiszę:)) -
Figura – cudo, udo, buzia jakież marzenie spojrzenie obłym kształtem serca i duszy głos wróży, fusy, zachwytem pełnią współpracy nie sposób usłyszeć huczne westchnienie. Marzenie skradło wrażeń długie pół nocy północ zapętliłem youtubem i facebookiem krąży w krwiobiegu urywane wspomnienie przeciągły sen zawitał późnym porankiem. Zachęty nocy toczą bój o niewysoką stawkę kręcą ach kręcą wkoło Monet nieistotnych spojrzeń, chęci, dawek, tęsknot i oddechów. Gdybyśmy myśmy posiedli uroki urody realia wydawałyby się skolka łatwiejsze a tak niczym Syzyf wałkujemy pod górkę.
-
@Radosław napisałem z początku tylko "wiatru", ale postanowiłem uczynić pewien ukłon dla przyjaciela, który miał chyba nawet tutaj nicka "Szept wiatru" ;) Dziękuję wzajemnie :) @Waldemar_Talar_Talar nie mam innego wyjścia, robię co mogę, bo wiosłować i tak nie umiem:))
-
W krainie Avalon cz. 5 - Dzielnica portowa
Leszczym opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Dzielnica portowa Nadmorskiego wieczoru padłem do łóżka jak jakiś porażony prądem. Tęsknota potrafi oj potrafi zmęczyć człowieka, powiem więcej, bo potrafi osłabić. Chodzimy przygaszeni, zmęczeni i niewyspani jak jakieś upiorne zombi. Mógłbym sporą sumę postawić u bukmachera, że dzieje się tak właśnie z tęsknoty. Różne są te nasze tęsknoty, ale wyczerpują nasze serca, dusze i ciała jak nic innego. Kto wie, czy gdybyśmy właśnie nie przestali tak tęsknić nie odeszłoby w siną dal prawie całe nasze zmęczenie? A może nawet różne choróbska by tak nas nie podgryzały? Tęsknienie, choć piękne w swojej naturze, potrafi napsuć krwi człowiekowi jak mało co. Mnie się zresztą wydaje, że powiedzenie o usychaniu z tęsknoty nie wzięło się znikąd. Ja jak wspomniałem tęskniłem za Simone i Avalonem. Stąd moje cholerne zmęczenie, które czułem każdym fragmentem swojego ciała od miesiąca. Ot cała tajemnica. Musiałem odespać i traf chciał, że udało mi się tak uczynić w nadmorskiej, portowej dzielnicy Świnoujścia. Nad ranem, a właściwie grubo po dwunastej zwlekłem się z łóżka i poszedłem się przejść. Początkowo myślałem o śniadaniu, ale zadowoliłem się przepyszną zapiekanką od podejrzanego zresztą handlarza pożywieniem. Jakiś taki dziwny i nieogarnięty i nieokrzesany i łypiący osobliwym spojrzeniem był ten wątpliwej proweniencji restaurator. Ale zapiekanka smakowała wybornie, co było niezaprzeczalnym faktem. Pokręciłem się po molo, a nawet zajrzałem do portu w poszukiwaniu łodzi o nazwie „Kraina nadziei”, ale nic takiego nie mogłem odnaleźć. Bulwarami przechadzało się ładnych kilka osób, które w istocie były naprawdę ładne, ale myślami byłem bardzo daleko i nie byłem w stanie uważnie im się przyglądać. Od czasu do czasu musnąłem kogoś spojrzeniem i to by było na tyle. Po półtorej godziny naprawdę nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Tęskno mi było i tęskno, a w nadmorskiego cymbergaja nie miałem przecież z kim zagrać. Pomyślałem sobie, że i kręgle nie dla mnie, podobnie zresztą jak urządzenie do mini koszykówki. Nie czułem klimatu do grania na automatach. Z lekką niechęcią spojrzałem również na parawan z watą cukrową. Poszedłem więc dalej i wylądowałem na ławce w parku, ale siedzenie tam bardzo się przykrzyło, a latające wokoło ptaki nie potrafiły mnie czymś sensownym zainteresować. Pokruszyłem trochę bułki, zasypałem ćwierć parkowej alejki i to by było na tyle. Kilka razy przejrzałem się w lustrze i znalazłem tam wygląd mniej więcej wzbudzający zaufanie, ale przecież mogłem się mylić. Koszula polo w kratę i jasne beżowe długie spodnie trzymały się na mnie w miarę w sam raz. Poszedłem dalej i pomyślałem, czy by rowerem z wypożyczalni nie pojeździć po okolicy, ale uznałem, że spocę się tylko ponad miarę, a poza tym wcale nie chciało mi się jeździć rowerem. Ja bym wytrzymał, ja bym znalazł zajęcie, ja bym może i wrócił do hotelu poczytać książkę o Avalonie, ale kolorystyka i wydźwięk melancholii skierował mnie prosto do pubu o dźwięcznej nazwie „Zakątek rybaków”. Cóż, pomyślałem, że żaden ze mnie rybak, ale dziarskim krokiem wkroczyłem w tę przestrzeń. Usiadłem za pustą ławą i zamówiłem u barmanki portera, co by mi się weselej na duszy zrobiło. Pociągał mnie gwar ciut zatłoczonego miejsca. Ach pyszny był ten porter, normalnie poezja. Podstawka z napisem „Bosman” zachęcała mnie jak nic innego do degustacji piwa marki nie do końca rozpoznanej, bo poprosiłem piwo z nalewaka, wcale nie pytając o jego markę. Porter mnie nawet grzał. Porter dobijał się do mojej głowy. Drugi porter mi zaszumiał, a po trzecim porterze poczułem się słabo na nogach, ale miałem przecież jeszcze godzinę czasu do daty startu do Krainy Avalon. Poczłapałem zatem do hotelu, gdzie spakowałem rzeczy, umyłem zęby i rozpakowałem gumę do żucia, a następnie już z bagażami udałem się do recepcji hotelu i zapłaciłem za nocleg. Rzecz jasna zapłaciłem dolarami, zresztą po jakimś rzadko spotykanym pioruńskim kursie w stosunku do złotówki. Pani w recepcji była zresztą bardzo miła i wiedziałem, że ten cholerny i nie boję się tego słowa złodziejski kurs dolara nie był jej sprawką, bowiem decyzje zapadały wyżej, dużo wyżej. Ach ci krwiopijcy przedsiębiorcy wszędzie wycisną z człowieka pieniądz. Wiadomo, że zatrudniają i płacą pracownikom z naciskiem jednak na zatrudnienie. Jak wspomniałem zapłaciłem i udałem się wprost do portu, być może nawet lekko się zataczając, bo zdążyłem się już odzwyczaić od nadużywania alkoholu. Ładne słonko oświetlało przybrzeżną przestrzeń, kryjąc się za niewielkimi, podłużnymi i niezbyt gęstymi chmurami. Gdybym był bardziej trzeźwy pewnie bardziej bym docenił uroki krystalicznie czystego i morskiego powietrza, ale przecież byłem już wstawiony. Rzecz niebywała, bo faktycznie przy którymś, zresztą chyba drugim pomoście, odnalazłem całkiem duży, przestronny i pomalowany w gruncie rzeczy na niebiesko kuter rybacki, na którym istotnie wielkimi zielonymi literami widniał napis „Kraina nadziei”. Ucieszyłem się jak mało kto, odłożyłem torbę podróżną na pomost, oparłem się o balustradę i zapaliłem papierosa, a potem drugiego papierosa, a potem trzeciego papierosa i nic. Kuter rybacki był zamknięty na cztery spusty i nie było na nim nawet śladu po jakimkolwiek marynarzu. Mojej Simone również nie było w pobliżu. Nie sposób było nie pomyśleć, a zwłaszcza kwadrans po siedemnastej, że Simone żartowała, a że w kiepskim stylu to zupełnie inna sprawa. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni zmuszony byłem zmienić plany i zacząć szykować się do powrotu do rodzinnego miasta, do czteropokojowego mieszkania w bloku z wielkiej płyty, do niezakończonych projektów, nad którymi spędziłem już tak wiele godzin i do smutku dnia powszedniego pozbawionego większych przygód. Opuściłem głowę pełną tęsknoty i nadziei oraz skuliłem się w sobie. Zmartwiłem się również i zawiodłem, zresztą nie pierwszy raz, bo co jak co, ale takie uczucia są mi doskonale znane.