Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

slavu

Użytkownicy
  • Postów

    53
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez slavu

  1. Przepaleni światłem nocy - we mnie gwiazdy, a w tobie człowiek zamieniony w sen ułożony krucho w grobie. Ona paznokciem kochała słońce, dzbanki nalała zapachem mórz. On krzyczał deszczem i palił dni jak kopy suchych róż. On ramionami wiatr unosił, dzwony piorunów biły w niego. Ona zaplotła we włosy strach, kapało jej z oczu niebo. Przepaleni światłem nocy - w tobie gwiazdy, a we mnie człowiek zamieniony w sen trumną w ziemię krzepnie.
  2. Rosną w nas dzieci bezdomne, jakby snem albo krwią były, trzymają róże uciętych warg, w czerwone włosy zszyte żyły. Rosną w nas ptaki bezdomne, czarne serca - spalone gniazda, ptaki o oczach jak kosmos, jak grób albo ślepa gwiazda. Rosną w nas kwiaty bezdomne, łąki raf i podartych żagli, płaczą okręty rozbite o wydmy, i huśta się świt, i śpi, i śpi.
  3. Przemieniają się dni w dymu ciężkie koce, stada ptaków uduszone w niebieskiej powłoce. Ziemia uderzona wypiętrza ołtarze, klękają, modlą się ruin ślepe twarze. W piach spalony wkopują się sny, ciche karawany trumien będą szły.
  4. Te dni, które jak serca nieruchome w pierś gniotą, są tylko nocą i tęsknotą, i ziemią, która uśmierca. Te sny, które na skroni ciążą jak zakrzepy krwi, to cierń wkłuty w powieki, ból zdjętych z krzyża dłoni. A my z prochów urodzeni na kilka oddechów, na sen, na kilka nocy, na dzień, na profil cmentarnych kamieni.
  5. Gdy wiatry zapłoną powietrzem czarniejszym niż dym, gdy rany zioną, a z ust poszarpanych pomadką zbrodni nie wyjdzie słowo, nie wyjdzie rym, co zrobimy ? może w nas noc jak wilk zawyje, szczenię księżyca bez rodowodu, może nagle jak krok dzień się urwie i oddech ze strachu umrze lub z głodu.
  6. Rodzą się lądy, które broczą mgłą. Rodzą się morza wypełnione krwią. Nie widać nieba - skrzek żywych miast, na ziemiach srebro rozdeptanych gwiazd.
  7. Wszystko, tylko głuchy zgrzyt. Zwierzę, co jak człowiek rozumne i człowiek są jak ciszy krzyk, jak ziemia rzucona na trumnę. Jakieś burze, trwogi, czyny, powstałe ze zgubionych rąk, jakieś stopy na wstęgach dróg. Wszystko, rzucone w nieba kąt.
  8. Twarz przytulą drapieżniki jak mechate krople łez, skórą ziemi rosnąć - nikim. Być jak pustej muszli śpiew albo salwa zmarłym grana, w oczy zamiast dymu krew. Twarz przytulą osty słońc zeschłe w narożnikach okien, być jak szatan albo ksiądz ?
  9. Poburzyły się przestrzenie, pejzaż upadł, potem wstał, niebo powleczone ziemią, chmury rozdymione w miał. Gwiazdy cięte widnokręgiem siąkły jak rtęć w ziemię, haftowany srebrem wieniec oplótł stopy, dłonie, ciemię. I we włosach usechł wiatr, morza jak otwarte oczy stały, w katakumbę dojrzał czas i białe kalie dojrzały.
  10. Cisza i czas dojrzały, wysoki, gdy ziemia jak tęcze ciemne do nieba się pręży, a obłoki twardnieją jak sny kamienne. I kształty są takie napięte, kościoły to, cienie czy osoby ? I ziemia tak ma ręce gięte, by w obłokach żłobić groby. Stygną gromów białe wręgi wśród rzek wysokich. Trwoga - sterczą jak człowiecze kręgi, by z człowieka zrobić Boga. Tak się zmienia w wino woda, chleb, ryby co na krew brały, postać leży, jak jasna kłoda, taka cisza i czas dojrzały.
  11. Przczyn było zbyt wiele. Chmur młode panny gniły wichrom w dłoniach. Wesele. Góry naostrzone w hostię. Tam rozerwane żyły słowa, które nie stały się ciałem. Ziemi smak - wódka stołowa i rozerwani człowiek, ziemia. Tam z nieba wisiały ulew zimne szubienice. Niemoc skroplona na łzy jak krew. Przyczyn było zbyt wiele.
  12. w otwarte usta bram wiatr wlewa wyznanie miłości i przysycha do ścian tylko pot w powietrzu gdzieś błądzi jak zapach transu za uchem barmanki znów na dachu motyle usiadły jak opary z pijanego snu ona ma lodowe dłonie, i usta pełne wrzątku, on w oczach kosmos niesie i ciepłych planet sznur można zachorować od tej brutalnej różnicy temperatur
  13. Nie mogę tego przeczytać, bolą mnie w nocy oczy, a w pokoju dusi się wiatr. Chciałby już płynąć jutrzejszym dniem, wybić widok na świat, zjeść w ogrodzie obiad. Ale wciąż mazy na niebie czarne jak liść laminarii, i chmury jak kamienie. Wykuje w nich czas nasz grób i pył poleci z wiatrem do góry.
  14. dłonie jak całość przełamana w pół, by unieść czas jasny, czas dni cierpkich jak sól by ukryć drzazgi, odłamki i blizny, co żywcem palą i serce szarpią na kry by troski zebrać jak deszcz wiosenny i trzymać je w sobie jak się trzyma sny by ufać, gdy czas ciemny bok przebije i krew wyleje się z ran, a cierń na skroni zdusi śpiew dłonie jak całość przełamaną w pół złóż i do góry wznieś, gdy płytki wykopią Ci dół
  15. wspomnienia są cicho poukładane na granicy światła i mroku wyszedłem na chwilę z siebie i boję się każdego kroku ludzie zakrzepli w kożuch na powierzchni zimy na przystankach wydmuchują swe dusze jeszcze lód płynie w ich tkankach widziałem dziś rano z wapiennych obłoków jak krew sypała się mgła czy to Bóg umiera, czy ludzie idą do nieba ?
  16. Co mówisz, panie ? "gotowość jest wszystkim, reszta jest milczeniem, być albo nie być" Co czytasz, panie ? " słowa ... słowa ... słowa ..." Ty płomień miast duszy nosisz w sobie i serce jak obłok! Ja wiem gdzie kres tej podróży - brudny smak zwłok.
  17. Czy widzieliście kiedyś konwaliowe drzewa ? Mróz jak paraliż ukręcił im głowy, a w rózgach zastygł złapany tlen. Na aleję konwaliowych drzew patrzą twarze zamienione w sen. Ale te konwalie są czarne i wiszą do góry dnem jak dzwony. To na zimowym drzewie usiadły gawrony, czarne gawrony na drzewie rodzaju jak akty zgonu rozdane jesienią. A my, twarze zamienione w sen, zastygamy między niebem, a ziemią.
  18. masz powieki odrąbane od twarzy i źrenice jak zdziwione kwiaty malarii w korytarzu cicho jak w galerii trwóg, na szyi wieszasz czarną aksamitkę ślepych dróg oddechem przyrastasz do rąk i głów, jak do dziecka lęk przyrasta gdy mrok i skrzypisz we mnie jak zimowy krok
  19. pejzaż przekłuty kikutem drzew, ziemia urasta nam w buty jakiś bóg ziemię przepił i niebo przepija, niebo jak rzeka strzaskane w kry śpiewają nas dzwony melodią zimną i lęki płyną głucho jak sny a w dłoni tuziny zmęczonych pól, podniebnych rzek i kolor łąk po łąkach gwiazd dojść do zenitu, na końcu tęczy odszukać skarb: dzięcięcy tupot nowego świtu
  20. żywe wszystko żywe jak przestrzeń i czas wokół nas miasto i strach
  21. łagodna pacyfikacja ciemnej sieni w ciepły sen matczynych rąk w płodny len zbrodni pieca w mosiądz chleba grobu ziemi w zapach nieba
  22. Kłaniają się drzewa swą czarną starością. Suche ciała ze spękanej kory dumą lat biły w krajobraz pokornie. Czasem, niewzruszone z ciepłej jeszcze mogiły spijały śmierć i szelest martwych łez bogobojnie. Nam, wiatr twarz zaorał nagłym świstem, lęk bruzdy wyciął krwiste i usta napuchły od trwogi. Las rąk, ludzi mrowie, ślepych saren i jeleni stado, stoimy spłoszeni, gdy patrzysz oczami z pełnym deszczem i kłosem traw wzdychasz, sennych łąk szeptem, gdy mówisz, cichsi niż kamieni szept czy gest wątłych dłoni. Pójdziemy za Tobą w nieba rozwarte domy, a horyzont niebieski jak dywan kroki zgasi. Pójdziemy, gdy noc strzeli tysiącem białych ćwieków, gdy dzień na szyi uwiesi tysiące kolejnych słów.
  23. Sen zimny skuł powieki. Lodowym torem wjeżdża w czaszkę pociąg nocy. Owinięty w niebo sfilcowanych kocy żegnam dzień. Wagony z brudnego srebra toczą ciężkość północy w przepaść naszych trwóg, niepewność pejzażu, w czerń dróg.
  24. blaszany stragan słowa i myśli sprzedaje czyjś cień nie ma klientów i kupców nie ma umiera dzień słowa już wyschły myśli czas wyrwał słońce zemdlało zbutwiałe płótno dnia dojrzałego jak zgwałcone ciało jak kora, która z drzew opadła w zdradliwym geście jak chwile i wiersze na ruchliwym przejściu w wielkim mieście nie ma klientów i kupców nie ma tylko ten cień
  25. Pijanych aniołów zgubione pióra kołyszą powietrzem Pijanych zimą, jak wina białego chłodnym szeptem Iskier zamarzłych trupi pląs, pióra i śnieg i lęk motyli o rychłą śmierć, i brzeg W zimowym akcie napuchłe mrozem pękły mi oczy Sny skrzepły nagle, jak sople lodu wiszą u okien Czekam na lek, na Ciebie, na oddech i śmiech W wełnianą torbiel czekam owinięty czekam pęknięty przezroczysta broczy krew
×
×
  • Dodaj nową pozycję...