Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

idolateman

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    7
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez idolateman

  1. Ci którzy znają prawdynie szukają nie drążąich światło świeciświeci niezwykle jasnoMy mieszkańcy ciemnościzakładnicy ich przenikliwych spojrzeńbłądzimy w poszukiwaniu drogiw pragnieniu światłanasze palce zrywająwilgotną kiść ziemiKopiemy już długolecz zwykle bez słowa skargibez słow z pochyloną głowąnie rozróżniamy dni ani nocyw oparach nieświadomości mrokuwydajemy każdy oddechZnający prawdy są cierpliwinie odczuwają strachuw rozmowach z otchłanią przyznają -kazdy może popełniac błędyniestety dla wasjest zbyt wcześnie na światłoPotem odchodząw szeptach cieni i oskarżeńgasną ogniska fałszywej n
  2. Morzu kradnącemu moją wyspę nie rzucę wyzwania gdy stanę na brzegu nie powiem zbyt wiele nic falom po słowach niech krzyczą inni mewy śnieżnobiałe zaniosą skargę ponad przypływami Tutaj cisza wiatr słońce pośrodku niezmienności wciąż inne świty inne noce oddechy i wolność pomimo đwiadectw kości na piaskach z uporem trwa życie zmęczona tajemnica znaczenie mgły na cienistych ścieżkach Pozostanę skałą pośród skał bez imion świecić będą gwiazdy i przepływać chmury o tym pamiętają nie tylko poeci słowa skruszone rykiem elementów nad ranem odda morze kradnące moją wyspę
  3. Spóźniony człowiek. Nie wiem, dlaczego akurat te słowa wydostają się przez spierzchnięte wargi. Powtarzam je bardziej myślą niż głosem, który nikomu nie jest potrzebny, a mnie w szczególności. Język bywa zdrajcą, o czym właśnie przekonywałem się na własnej skórze. To on wpakował mnie w tarapaty, odkrył tajemnicę, której w świecie Klonów nie należało wyjawiać. Jestem człowiekiem, zwykłym człowiekiem, który spóźnił się na statek, przyznałem w nadziei ocalenia, ale to był błąd. Jestem człowiekiem, może jednym z ostatnich i powinienem bardziej uważać. Od czasów Wymiany nikt nie odkrywał przed Reg
  4. Gdzieś, gdzie nie prowadzą żadne kroki, jedynie ścieżki pełne słów trudnych jak wiersze, które nie istnieją poza myślą, dla ludzi o twarzach z mgły utkanych przyniosę lustro prawdy, a może wino, kielich o brzegach słodkich jak usta dziewczyny z bladymi stopami, które w snach zbyt prędko odchodzą w niepamięć, Trwogą istnienia napełni się oddech, świadomość krainy, która jedynie w nocy jest czymś trwalszym niż pył ze skrzydeł motyla, pokusi o zanurzenie się w falach, ach słyszę już wezwanie głębi, szept kuszący i palce, lecz chłód przebudzenia drąży źrenice
  5. Łapa. Jedna łapa, potem druga, a za nią jeszcze dwie. Cztery łapy, mam cztery łapy. Od urodzenia, od pierwszego pisku, pierwszego pociągnięcia matczynym językiem. Cztery łapy. I ogon. Mam ogon. To dobrze, że wciąż je mam. To znaczy, że jestem. Tu i teraz. Ja, cztery łapy, ogon. Wszystko trafiło tutaj razem ze mną, nic nie pozostało. Nic więcej nie potrzebuję, chociaż to nie jest pewne. Teraz nic nie jest pewne, oprócz miski. Miska jest zawsze pewna. Napełniają ją dwa razy dziennie. Woda i pokarm, więc już nic nie muszę. Nie muszę, więc leżę. Cały dzień i całą noc. Wiele nocy, pociętych na kwa
  6. Naszkicuj sobie człowieka wyrastającego pomiędzy przestrzeniami gdzie smutek sączy się szarym kamieniem z każdego oddechu i z każdej myśli sunących po odbiciach nikomu niepotrzebnego nieba przez około sześćdziesiąt minut człowiek ten wydaje się nie mieć przyszłości jedynie przeszłość określa jego przeznaczenie w barwie która nie pozostawia wątpliwości innym ludziom wstępującym na chwilę lub przejazdem w obojętne ściany galerii szczycących się wieloma podobnymi obrazami człowiek tak pilnie strzeżony człowiek nie przerywający marszu pokuty żadną pokusą w kształ
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności