Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Maciej_Jackiewicz

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1479
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Maciej_Jackiewicz

  1. ja lubię jesień dopóki jest złota...
  2. Przeciera jasne oczy zmęczona tak dziś chciałaby jeszcze spać pod chmurą córka Tei zamglona wiatr zerwał resztki babiego lata między konarami drzew się rozbija co by tu jeszcze tarmosić i rwać dzień za dniem jak liść opadły przemija minął jak chwila ciepły wrzesień krople deszczu grają z nowych nut dopóki na blaszanych parapetach nie rozbiją się jak okruchy kryształu i w plamy się przemienią na parasolach razem z nimi zagramy w ten świt ciemny jak z końca świata wszystko odchodzi ponownie pomału październik pisze dla nas tautogramy na literę jot jak jesień atramentową z liści czerwienią jaśniejesz już jutrzenko jem jabłuszka jarzębinę je jemiołuszka jednym łykiem piję herbatę z róży i jagody Eos różanopalca zostałaś ze mną otulone poranną mgłą spały ogrody
  3. Na egzaminie mówi do studentki docent : pani dzisiaj umie na pięć ale …procent Blondynka poszła zaliczyć z Mickiewicza teraz jej chłopak po kolokwium ją zalicza Od nowego roku plan zajęć się nie zmienia haratamy w gałę, w czasie wolnym ćwiczenia Pani wiedza jest taka wielka jak ta mała konstrukcyjna belka Z otrzęsin pierwszoroczniaków uczelnia słynie prawdziwe trzęsienie po pierwszym egzaminie Oblał u asystentów i docenta, i nadeszła pora na spotkanie w gabinecie u pana profesora Jaki narząd to organ miłości drogie panie ? no, przecież serce -doktor skończył zdanie On nie uczy się na zaliczenie i niczego nie kuje robi analizę kosztów i bez przerwy kalkuluje Pierwszorzędny aktor to z niego będzie słychać pana tylko w pierwszym rzędzie Studenta humanisty twarz wyraźna jak u malarza proszę pana ,każda historia zawsze się powtarza
  4. Jesienne trawy od świtu pokryte rosą z łez a drzewa szumią całkiem inaczej cały teatr teraz po panu Janku płacze kiedy wieści wraz z liśćmi się roznoszą Ze stolicy na już niemal świat cały tam gdzie niepoliczalne publiczności tyle wszystkim rozdałeś swej radości gdy nawet i smutki się z Tobą śmiały Każde odejście tak serce ludzkie porusza to ten czas kiedy pożegnać się pora na zawsze zostaną role aktora ---------------------------------------------- bo nie ma już tu z nami naszego Kobusza
  5. @Tomasz_Biela Fakt,wiersz nie jest lekki, ale porusza ważny temat bowiem jest o mowie nienawiści. pozdrawiam również. Autor PS. nie wszystko czego nie rozumiemy wypada nazywać niewypałem. Czasem trzeba się nad treścią zastanowić głębiej.
  6. Trujesz ducha złych słów kalkomanią i głos odbierasz nazywając gniotem drzesz na strzępy serce z papieru grożąc mi palcem bo inni też ganią podcinasz skrzydła z pierwszym lotem usypiasz wenę bez użycia eteru nie widząc pisklęcia które płacze rozbijasz świat marzeń gołą pięścią ale on widzi wszystko i zawsze inaczej nie twoją nigdy wszak będę częścią w zaciszu marzeń to ona -myśl żywa łączy się w cudowną jak ze snu parę swoim dzieckiem mnie dziś nazywa jestem dlań jak największym darem jad oszczerstwa zdusi twoją pogardą milczeć już nigdy nie będzie musiał a ty i tak nie będziesz jak Leonardo zostaw w spokoju mojego tatusia
  7. Kiedy wraz z wiosną budziło się życie widziałeś w oknie ptaki- wracały do tych samych gniazd jak co roku radośnie śpiewając na cześć słońca Tyle pięknych słów zostało w twoim zeszycie wokół ciebie wirował świat wspaniały tak bardzo chciałeś powrócić z mroku bólu i cierpienia i być z nami aż do końca Upomniały się dobre anioły z rajskiego ogrodu gdy ujrzałeś je sercem złożony chorobą a potem okiem ostatni raz na bladą ścianę Przy niej stało dziecko – to byłeś ty za młodu… a tyle jeszcze lat przecież było przed tobą pozostało pióro i białe kartki niezapisane Myśli w wiersze już się nie przemienią tylko zegar w pokoju wciąż tak samo tyka zabrały cię dobre anioły prawie jesienią dziś płacze bo tęskni za tobą … Twoja liryka *Janusz Cygan (1957-2019) –założyciel portalu E-skwerek poetów
  8. dziękuję Kasiu,ale do satyry muszę mieć nastrój
  9. Jeden dyrygent spod Poronina, kiepsko z orkiestrą sobie poczyna. Trąby czasem słuchają, inni gdzieś już go mają, albowiem często pałkę przegina. Pewien dziadyga, mieszkaniec Helu, dostał obstrukcji wnet po kisielu. Potem tym się dziad wyróżniał: raz na tydzień się wypróżniał. Baba mówiła doń : mój twardzielu.
  10. Kiedy odlatuję bez ciebie w chmurach ginę jak zraniony ptak przepadnę w starych drzew szumie okręt wiary w porcie nadziei stał na cumie usta już napojone nieśmiertelnym winem Niewinne dusze jako zwiędłą już roślinę chciałem ratować -kto jeszcze dziś to zrozumie pośród milczących twarzy w szarym tłumie to twoje skronie ozdabiam z serc wawrzynem Moja Dafne jak Apollin niepokochany łapię myśli ocalałe niczym motyle do najpiękniejszej muzyki pójść z nimi w tany I powiedzieć jak cię kocham jeszcze raz tyle ukryty przed światem opatrzę znowu rany wciąż mając ten sen że wróciłaś tu na chwilę
  11. Spotkanie nad morzem Siedzę sobie na pełnej ludzi plaży szum morza miesza się ze strasznym gwarem wszyscy ciągle walczą z lipcowym skwarem co też się tutaj dzisiaj coś wydarzy ? tak sobię marzę i leżę w grajdole wtem patrzę a tu idzie Wacek, w szkole do jednej chodziliśmy przecież klasy czyżby też przyjechał tutaj na wczasy ? brzuszek piwny mu urósł, także siwe pierwsze włosy a dziewczę urodziwe trzymał za rękę –co za cud blondynka pewnie córka, grunt to własna rodzinka tylko gdzie była ona wobec tego czy nieopodal grajdoła mojego gdy z tego głębokiego zamyślenia wyrywa głos : cześć Maciek a to Renia kopę lat kopę lat już chyba stary czy dasz temu mój przyjacielu wiary ? ile to będzie ? chyba ze czterdzieści w głowie doprawdy to się nie pomieści mówi coś teraz do swej pięknej Reni widzisz to Maciek, prawie się nie zmienił całe osiem lat z naszej podstawówki na wuefie podmieniał tenisówki a Renia patrzyła na mnie już bacznie cała wyglądała tak bardzo smacznie ten uśmiech delikatny kącikiem ust i nogi do ziemi oraz super biust ubrana w jasnoniebieskie bikini niejeden facet pewnie aż się ślini tak delikatnie trzymała pół ciastka idealna cudowna osiemnastka świetną masz córkę –Wacka pochwaliłem gdy na moment stanęła do mnie tyłem dobrze musi być zapewne chroniona no co ty ? rzekł kumpel -to piąta żona
  12. Do dziś plotkują w powiecie jak ongiś na wyspie Krecie dwaj panowie czuli się samotni --- Dedal więc poszybował w świat ale Ikar na ziemię spadł nie miał niestety też… paralotni Syzyf co toczył na górę głaz tak pomyślał o swej pracy raz że chociaż do niej się przykłada wielki kamień na dół wciąż spada --- Szybko wpadł mu pomysł do głowy: i zbudował… wyciąg linowy
  13. Poeta wiersz zamieścił raz kiedyś na portalu wnet pojawiły się głosy i komentarze podniesione niczym w obskurnym jakimś barze ale najczęściej w tonie fałszywego żalu -może i by się spodobał ale … -ja bym wyrzucił to i owo… -a to takie niepotrzebne słowo… -usunąć lepiej też to co dalej… poeta nawet nie pisał też komentarza pisanie wiersza ciągle jedynie powtarza a krytycznych uwag nie ubywało wcale -tak się nie pisze wiersza z sensem… -z tymi rymami to wygląda nieładnie… -ale o co tu chodzi kto to zgadnie... ktoś przy okazji rzucił mięsem poeta cierpliwie napisał po raz n-ty a wiersz się cały skurczył jak po wielkim praniu komentarze były często już w jednym zdaniu a on sam miał minę jakby był z krzyża zdjęty -po co te inwersje i znów ten rym… - zgłoski mi biegają jak mrówki… -tak piszą grafomani i półgłówki… -głupia pało nie zgodzę się z tym… poeta spokojnie zareagował na to chociaż nie mógł już napisać- słów brakowało albowiem z jego wiersza nic nie pozostało poza bardzo skrojonym tytułem i datą
  14. Samotny jak palec szukasz miłości wszędzie gdzie jej nigdy nie było i nie ma, wmawiając sobie, że to jest to, a Los się uśmiechając nawet ci nie podpowie, że znów jesteś w błędzie Chociaż dobrze wie od siostry Fatum, co będzie ty ranisz się zagubiony niby kochając bo nie można bardzo kochać serca nie znając gdy życie przemija jak w obłąkanym pędzie Szukasz swej miłości, kiedy się napatoczy byle jak i byle czym koisz stare smutki bo świat nie będzie zawsze piękny i uroczy Potem sen nie nadchodzi, albo jest zbyt krótki jak chorobę leczysz to, co ujrzały oczy w kosmosie marzeń nadziei skrawek malutki
  15. Jacek Wacek i Placek ze wsi Płoty po wiosce się tylko wciąż wałęsali nie mieli bowiem już nic do roboty o niczym przy tym ciągle rozmawiali Aż któregoś dnia Jacek pomysłowy wpadł na wielki pomysł nie byle jaki będziemy dziś na łące straszyć krowy potem z gniazd wypłoszymy młode ptaki Pieskom założymy sznurki na pyskach koty wrzucimy do wody gdzie stawy barany wypuścimy na pastwiskach gdzie kozy – ale będzie dziś zabawy Jak powiedział tak to wszystko zrobili spłoszone krowy w mig się pochowały ptaki odleciały w tej jednej chwili zasznurowane psy już nie szczekały Mokre koty miauczały tak żałośnie kozy i baran zaczęły się wadzić mecząc i becząc na zmianę donośnie kiedy chłopcy zaczęli znów coś radzić Co by jeszcze zrobić dla większej draki zebrały się w remizie ich rodziny niepotrzebni są nam takie głuptaki wnet przegonili całą trójkę z gminy I z miejsca gawiedź odżyła na nowo w gazetach pisali o ludziach z Płotów jak żyją teraz spokojnie i zdrowo bo nie ma już w tej wiosce trzech idiotów.
  16. FAKTYCZNIE JUSTYNKO LUBIĘ NIERAZ POFILOZOFOWAĆ SOBIE W POEZJI POZDRAWIAM
  17. Raz piękny motyl wpadł w pajęczynę bo nie zauważył nocą sieci nieborak już nigdzie nie poleci sobie przypisać może tę winę że w pętlę śmierci tak się zamotał a gdy pająk miał go już w przełyku na chwilę spoczął na dzbaneczniku* ... Różne przejawy miewa głupota ------------------------------------------------------------------- *dzbanecznik –roślina owadożerna
  18. pod bosymi stopami ziemia spalona słońcem jakiego dotąd nie było ostatnie źdźbło trawy obrócone w pył nie ma już tej roześmianej łąki jeszcze wczoraj była nadzieją zielona wyschnięte skonało życia źródełko wczoraj ptak wodę tam pił nade mną niebo prawie przejrzyste a pode mną niezmierzona głębia piekła zbudowana z zawiści i największych ludzkich grzechów Lucyper dławi się nimi ze śmiechu bogatemu diabeł dzieci kołysze próchnica świat dzisiaj okrutnie toczy już nie tylko od samego przyzębia palcem na chmurze list piszę nowe myśli łapię w czerwonym słońcu o tym co może się jutro nareszcie ziści albo przyjdzie tylko dobrym snem obojętności obawiam się bardziej od suszy nieznana oaza gdzieś tam może czeka kiedy karawana w drogę wyruszy ja wraz z nią nawet na samym jej końcu aby odnaleźć choć jednego człowieka
  19. bladym jeszcze świtem kiedy miasto śpi maluje piórem aby zarobić na chleb i zjeść go z apetytem od tylu dni miesięcy i lat po bochenku zostaną okruchy nakarmi nimi ptaki to jego przyjaciele niczym dobre duchy zanim ruszą na nieba szlaki podpowiedzą mu trudne słowa może i tobie szepną też jak całego siebie dać aby napisać choć jeden wiersz o rajskim ogrodzie z cudownym chórem gdzie ptaki rozmawiają z aniołami gdy serce wrażliwe przeraża bo nie jest z nim w zgodzie ten niespokojny ziemski świat
  20. Od farby na głowie prawie już łyse Zimą obnoszą się ze sztucznym lisem Kilo tynku na jeszcze młodej twarzy Miast pończoch cała seria tatuaży Usta od szminki tak krwistoczerwone Brwi nad oczami kredką poczernione W pięknym uśmiechu błyszczą już wstawione Z cyrkonu implanty zaś silikonem Nęcą na pokusę w stroju bikini Lub w zwiewnej wzorzystej spódniczce mini Plus torebką jak markową, prawdziwą Ale to derma lub inne tworzywo Długie przyklejone noszą pazury W solariach na brąz malują swe skóry Nasze drogie dziewczęta urokliwe … Dobrze że choć serca mają prawdziwe
  21. niezła interpretacja Natuskoo
  22. pozdrawiam również duszko twój pomysł z zakończeniem jest całkiem całkiem
  23. Co dzień ta sama huśtawka nastrojów świat kręci się wokół na karuzeli wychodzisz na miasto może właśnie dziś wreszcie coś trafisz piłeczką w kubki na strzelnicy może w prezencie od losu otrzymasz jedną sztuczną różę albo pluszową maskotkę pędząc w wagoniku kolejki górskiej odwiedzisz po drodze pałac strachów gdzie wiszą na sznurkach plastikowe szkielety i duchy z białych prześcieradeł w pracy jak zwykle diabelski młyn jeszcze tylko automat przy wyjściu wywróży ci przyszłość taką samą jak wszystkim nic ciekawego powrócisz do domu z balonem i cukrową watą na patyku uśmiechniesz się do słońca z pozoru było tak beztrosko ale cieszysz się niczym dziecko jeszcze muzyka w uszach ci gra tylko wyjątkowo dzisiaj wstęp był za darmo
  24. Codziennie się ze mnie śmieje choć ciągle pluję na nią obficie przecież ona dla mnie nie istnieje a może to jedynie moje odbicie Codziennie kleksy piórem wymazuję sny o krościatej się znów majaczą przecież ona mnie nie interesuje ból duszy miesza się z rozpaczą Codziennie powtarza się ta drama zawsze ta nieszczęsna dnia pora zamknięta dla niej prawdy brama bo nie wie jak bardzo jest chora Codziennie podnosi się kurtyna nowy akt na scenie się składa jej nie ma choć to niczyja wina a powraca zaleta to czy wada
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności