Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dawnotemu' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Haiku
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Znaleziono 2 wyniki

  1. Tamtego dnia wszystko wyglądało inaczej. Wszystko było takie… inne. Takie odległe i bliskie, dwa w jednym. Wiedziałem dużo, a przynajmniej tyle, że nie wiem zbyt dużo. Dużo? Nieee. Nie wiedziałem nic o niczym, o czym wiedzieć chciałem. Tamtego dnia – nie wiem jaki to był dzień (chyba jakoś w czerwcu) – wszystko było normalne i nienormalnie zarazem. Niebo było niebieskie jak migdały w głowie jakiegoś zamyślonego poetyckiego wariata, trawa i liście były zielone jak pleśń, a słońce za nielicznymi chmurami, powoli chowało się za horyzontem. Stary biało-czarny blok naprzeciwko po drugiej stronie ronda wydał się jakoś mniejszy niż wczoraj i większy niż jutro. Sekundy wydawały się być dłuższe od minut, od których to krótsze były godziny. Taki zapierdol, ledwo idzie się w tym połapać. Tamten dzień był jaśniejszy, ale – no umówmy się - nie tak jak słońce, które jak gdyby nigdy nic chowało się powoli za nielicznymi chmurami i przemieszczało się za nimi w dół pod horyzont.
  2. Ze zwierzątkami tak już bywa Gdy ma się ich za dużo Że lubisz je tylko gdy mruczą Nie warczą, nie paskudzą Wiem – hodowałam swoje racje I sto mnie pluskiew ssało Źle wymierzone interakcje Tu dużo, tam za mało Teraz do tego się uśmiecham Nad płytą betonową Bo nic tu nie jest przypadkowe Litera. Liczba. Słowo. Czasami gdy mnie wiatr zatoczy To na przechodniów wpadam Nie daję w weekend spać do nocy I cały tlen im zjadam Asfalt jest ciepły dziś. Faluje. I przeszłość w nim oglądam. A ludzie dziwnie na mnie patrzą Choć od nich nic nie żądam Sięgam pamięcią gdy ćwiczyłam Codziennie rzuty noża I latam wkoło nad dachami Młocin i Żoliborza
×
×
  • Dodaj nową pozycję...