Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Black&White

Użytkownicy
  • Postów

    31
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Black&White

  1. Te zanurzenie trwarzy w poduszke, bardzo dobry wstęp do dalszej części utworu: rozważań, myśli, marzeń sennych. Słownictwo proste, budujące senność, znudzenie tym co już tak dobrze się zna. Podoba mi się super. Bardzo dobra praca w mojej opinii Pozdrawiam
  2. Psychodeniczne. Działa na podświadomość, tylko jak dla mnie ta małżowina troche psóje efekt tajemniczości. Fajne, jako wstawka w książce przed roździałem zrobiłaby nastrój. Pozdrawiam
  3. Ta kobieta w twoim utworze to chyba shizofreniczka. Tak wnioskuję z kontekstu, z tego jak zmienia się jej sposób bycia. Po pierwsze dziwne skojarzenie z tą glazurą, po drugie z tymi czekoladkami i żądża zjedzenia choć jednej a potem zaniknięcie całkowite tej chęci po zjedzeniu czekoladowego serduszka, sposób opowiadania o mężu i o pracy jest tak bezwolny, pusty. To wszystko wygląda tak jakby jej osobowość ulegała ciągłej zmianie. Ta lekarka mnie troche mierzi, pierw jest w dresie, po opisie wnętrza i jej wyglądu pomyślałem że to rehabilitantka, potem wyciąga karte więc myślę że to lekarz rodzinny, ale jak zaczyna pytać o pracę i stosunki rodzinne w połączeniu z tym współczuciem którego tu tak pełno to ona jednak chyba jest psycholog. Szczeze po prostu czasem się gubiłem w tych opisach postaci, za dużo nluźno związanych ze sobą określeń. Ten cały akapit jest o tej jednej rzeczy która mnie mierziła, brak stałej atmosfery, za dużo skakania z kwiatka na kwiatek. Ogólnie to to jest fajny utworek, czytało się go fajnie. Jako część czegoś większego mógłby zyskać atmosferę. Pozdrawiam
  4. Dzieci księżyca od tak dawna drogę mi oświetlają którą to ich ojciec mi wskazuje. To właśnie ku niemu swoje kroki skierowałem. Jednak nie jestem jedynym który ku niemu idzie. Otoczony przez ludzi tak jak ja w księżyc zapatrzonych z którymi podążam równym krokiem w tym samym kierunku. Czasem zdarzyło się że ktoś oderwał wzrok od tego świetlistego koła, albo tylko tak mi się wydawało. Tego nie pamiętam dokładnie. Wiem na pewno że ja też spojrzałem w bok i zobaczyłem... Było to ukradkowe spojrzenie, ułamek czasu jaki poświęcałem na podziwianie księżyca. Szybko zwróciłem wzrok z powrotem we właściwym kierunku z uczuciem zawstydzenia. To co zrobiłem wydawało mi się niewłaściwe, a jednak... Nie mogłem przestać myśleć o tym co zobaczyłem. W głowie ciągle miałem ten obraz. Na początku tylko się kołatał bezwolnie w czeluściach mego umysłu, czasem wypływając. Lecz po pewnym czasie jego wspomnienie stało się czymś tak naturalnym. Bardziej naturalnym niż to co mnie teraz ku sobie ciągnęło. Zacząłem przywoływać ten obraz. Z czasem zakrywał księżyc coraz bardziej, aż zakrył go. Nie wystarczyło już samo wspomnienie… Spojrzałem w bok. Wzroku nie zdołałem już odwrócić. Pozostałem sam, idąc za gwiazdą świecącą nade mną. Nie zauważyłem kiedy zmieniłem kierunek marszu. Nogi same podążyły za oczyma. Po prostu zapatrzyłem się w gwiazdy. To one stały się teraz moim drogowskazem. Teraz zauważyłem że czuję jakąś pustkę w środku. Ale nie była ona spowodowana tym że oddaliłem się od innych ludzi. Ta pustka była spowodowana czymś innym, tym co było wcześniej. Poczułem jakby coś się we mnie wlewało, zapełniało wolną przestrzeń. Jakbym zaznawał czegoś czego nie znałem wcześniej, to było uczucie poznania czegoś nowego. To właśnie to uczucie zagłuszyło żal po stracie towarzyszy podróży. Choć nawet nie towarzyszy, tylko osób które szły w tą samą stronę co ja a może raczej ja szedłem tą drogą co oni. Nie pamiętam ile czasu trwała ta podróż w stronę księżyca. Nawet nie wiem kiedy ją zacząłem. To było tak jakbym miał to zapisane w głowie, aby obrać właśnie ten srebrny krąg za cel wędrówki. Teraz kiedy jestem sam próbuję sobie przypomnieć tamten czas. Nie tęsknię za tamtymi osobami, choć brakuje mi poczucia przynależności do grupy. Bycia cząstką czegoś większego. Idąc rozmawiałem tylko z paroma osobami a raczej zamieniłem parę słów na temat księżyca, nie było za bardzo o czym. Widzieliśmy to samo, więc nikt za bardzo nie mógł dorzucić swoich spostrzeżeń. Szedłem otoczonymi tymi ludźmi, czasem coś powiedziawszy. Każda z osób stanowiła jednocześnie środek grupy a jednocześnie zewnętrzną krawędź. Ja w środku miałem perspektywę że jestem środkiem tego koła, lecz z perspektywy jednego z tych moich znajomych to on był w środku a ja na obrzeżu. To było dziwne. Byliśmy całością, zupełnie jak kolczuga składająca się z nakładających się na siebie kółek. Nie tęsknię za tamtymi osobami, pamiętam tylko że były. Chociaż teraz przypominam sobie jedną sytuację. Raz mój krąg został przerwany, ktoś przeszedł w bok, nie w stronę księżyca. Nie zwróciłem na to wtedy uwagi, było to dla mnie mało znaczące zdarzenie. Moim celem był księżyc i to on pochłaniał całą moją uwagę. Ale teraz to sobie przypomniałem. Może to była osoba która tak jak ja podążyła za gwiazdami. Tak to właśnie wtedy po raz pierwszy spojrzałem na gwiazdy. Ta osoba mnie szturchnęła i wtedy kątem oka je zobaczyłem. Od wtedy mój wzrok czasem zbaczał z księżyca a ja sam zboczyłem z obranego kursu. W ten sposób tu dotarłem, w miejsce w którym jestem sam ze sobą i gdzie jako drogowskaz służyć mi mogą tylko gwiazdy. Te nieznane płomyki na niebie. Dotarłem ale gdzie? Może to słowo tu nie pasuje. Ciągle idę, stawiam krok za krokiem. Dotarłem Rzeczywiście doszedłem do miejsca gdzie zaczynam nową drogę. Z perspektywy tego co wcześniej było może to słowo jest jednak odpowiednie.
  5. Logiczna konkulzja co do lustra, jednak za mało pokazująca twoje odczucia co do lustra. Jest to troche takie sztampowe pojęcie o lustrzanym obiciu. Pozdro
  6. Black&White

    z drogi

    Wierz mi się podoba. całośc jest fajna, ma w sobie melancholie listopadowych dni. jednak jedna rzecz jest dla mnie niejasna, chodzi o te dęby. Nie rozumiem tej przenośni splecione nad brzegiem rzeki. Dąb (symbol Peruna w mitologi słowiańskiej) nie pasuje dla mnie w tym wierszu. Za bardzo rozbudowujesz znaczenie tego drzewa. Rozszerzasz znaczenie tego drzewa. Według mnie niepotrzebnie. Choć może masz powód ku temu. Tego nie wiem. Fajny wiersz ale z tym dębem mi się nie podoba ze zględu na znaczenie tego drzewa w symbolice (ale to tylko moje odzucie). Pozdrawiam
×
×
  • Dodaj nową pozycję...