SĄD OSTATECZNY – REAKTYWACJA
SCENARIUSZ SKECZU
BOHATEROWIE:
SZEF (BÓG): Wyluzowany gość, który najchętniej piłby piwko w miłym towarzystwie. Nie cierpi nadgodzin i biurokracji.
ŚWIĘTY PAWEŁ: Nadgorliwy sekretarz/asystent, wiecznie przejęty procedurami.
KANT: Filozof z genialnym (w jego mniemaniu) planem, który trochę nie przewidział konsekwencji logistycznych.
DARWIN: Sceptyk, przyrodnik, który właśnie przeżywa egzystencjalny szok, stojąc przed Stwórcą.
(Gabinet Boga. Szef siedzi za biurkiem, nogi wywalone na stół, totalny chillout. Wpada Święty Paweł, taszcząc wielką stertę papierów).
ŚWIĘTY PAWEŁ: Szefie! Przynieśli akta!
SZEF: (Zszokowany, gwałtownie zdejmuje nogi z biurka) Jakie akta, do diabła?! Coś ci się chyba pomyliło.
ŚWIĘTY PAWEŁ: Szefie, to nowy pomysł autorski. Autorski projekt... Kanta.
SZEF: (Ożywia się) Kanta? Tego od imperatywu moralnego? Lubię go. Dawaj go tutaj!
(Wchodzi Kant, dumny, z teczką pod pachą, niesiony falą własnego geniuszu).
KANT: Szefie, wymyśliłem!
SZEF: Co?
KANT: Rozwiązanie... rozwiązanie problemów na świecie!
SZEF: (Macha lekceważąco ręką) Jakich problemów? Radźcie sobie tam sami na dole.
KANT: Ale szefie...
SZEF: No dobra, gadaj, ale szybko i węzłowato, bo mam ważne... sprawy.
(Szef przypomina sobie w duchu o zaplanowanym chillu i zimnym piwku z Piotrem. Wyciąga telefon z kieszeni, pisze SMS-a, gdy Kant zaczyna tłumaczyć, i mówi do siebie sylabizując: „Piotrek, piwko, wieczorem, aktualne”. W tym momencie Święty Paweł zaczyna rozstawiać na biurku pierwsze wykresy).
KANT: Więc szefie, sprawa wygląda tak: systemy są przeciążone. Wymiar sprawiedliwości nie nadąża, a ogólnie temat więziennictwa kuleje. I tutaj wchodzisz Ty.
SZEF: (Odwraca się do Kanta, przerywając pisanie) Ja?!
KANT: Tam na dole mamy taki plan. Koncepcja jest taka: Jeżeli jest zło niepowetowane na świecie...
SZEF: (Mruży oczy, zaczyna węszyć podstęp) Czekaj... To musi istnieć we wszechświecie...
(Bóg już wie, co się święci. Wygląda przez okno i widzi nadjeżdżające niebiańskie ciężarówki wyładowane aktami z sądów apelacyjnych, gdzie seryjnie uniewinniano ludzi z braku dowodów).
KANT: Ta sama siła, która to zło powetuje sprawiedliwością w zaświatach... Nada ją Pan?
ŚWIĘTY PAWEŁ: (Wtrąca się, załamując ręce) Ja wiem, Szefie, że Szef jest przeładowany robotą, no ale my, jako marne ameby tam na dole, nie dajemy już rady.
SZEF: (Chodzi po pokoju, łapie się za głowę, zaczyna krzyczeć) Szef... No kurwa, wiedziałem, że się rozjebie! Wiedziałem! Tyle było spokoju!
(Kant zdążył się ulotnić, widząc co się dzieje, cichaczem ewakuuje się z gabinetu. Do pokoju wchodzi pierwsza fala aniołów z gigantycznymi pudłami pełnymi akt).
ŚWIĘTY PAWEŁ: Szefie, gdzie to pomieścić? Gdzie to odłożyć?
SZEF: W dupę se wsadź! Co ja, robot jestem?! Kiedy ja to ogarnę? Tyle tego jest... Co za penalny absurd! Weź mi to stąd zabierz i czekaj, muszę się zastanowić, co to w ogóle jest... (Bierze pierwsze lepsze akta z góry) Charles Manson. Odwołanie za trudne dzieciństwo. Ten psychopata?!
ŚWIĘTY PAWEŁ: Dokładnie ten sam.
SZEF: I co on tam ma w tych aktach?
ŚWIĘTY PAWEŁ: Twierdzi, że matka go sprzedała za kufel piwa.
SZEF: (Zasępia się, nagle zaintrygowany) Ja pierdolę... To nawet ciekawe. Powołaj biegłego psychologa, niech zrobi ekspertyzę.
(Po chwili Szef znowu patrzy na rosnącą w postępie geometrycznym górę papierów. Zaczyna go trafiać szlag).
SZEF: Ja pierdolę, minie dwudziesty wiek, a my tu nie nadążymy! Zajebię tego Kanta... Musi być inny pomysł... czekaj... mam! Dawaj tu tego... Darwina!
ŚWIĘTY PAWEŁ: Darwina?
SZEF: Tak, tego teologa.
ŚWIĘTY PAWEŁ: Teologa? Przecież to ateista!
SZEF: Dawaj go tu, kurwa, nieważne!
(Wchodzi Charles Darwin. Jest lekko zagubiony, nerwowo poprawia brodę, rozgląda się po gabinecie Boga z absolutnym niedowierzaniem).
SZEF: Podobno chcesz być sławny?
DARWIN: (Bąka pod nosem, zszokowany całą sytuacją) No... tak.
SZEF: To sprawa jest taka... MNIE TU NIE MA. Kapiszi? Kapewu? Jedna sprawa, jedno słowo:
ewolucja. Rozgłoś to tam.
MORAŁ SKECZU:
Kiedy biurokracja w niebie zaczyna przerastać samego Stwórcę, ewolucjonizm staje się najlepszym programem outsourcingowym w historii wszechświata.