basen pachniał chlorem
choć nie było już w nim wody
na dnie leżał liść
przyklejony do kafelków
jak mokry język
zszedłem po drabince
metal był zimny
aż zabolały dłonie
każdy krok rozbijał się o dno
większy ode mnie
i długo nie chciał ucichnąć
przesunąłem palcami po ścianie
pod gładkim kaflem
pęknięcie szło osobno
wtedy przypomniałem sobie
jak brzmi woda
kiedy ktoś znika pod powierzchnią
najpierw plusk
potem cały basen
zamyka się nad nim
bez jednego słowa