Wszystkie szyby są mokre od łez
Takich szczerych, tak szczodrych i czystych
Jakie przelać mógł jedynie deszcz
Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty.
Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu
O tym chyba samo niebo wie
My też czasem płaczemy do wtóru
Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle.
Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych
Mimowolną, najszczerszą i własną
Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu
Jak deszcz skrycie stuka o parasol.
Wszystkie szyby są mokre od łez
Takich szczerych ,tak szczodrych i czystych
Jakie przelać mógł jedynie deszcz
Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty.
Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu
O tym chyba samo niebo wie
My też czasem płaczemy do wtóru
Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle.
Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych
Mimowolną, najszczerszą i własną
Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu
Jak deszcz skrycie stuka o parasol.
O parasol ,o dachy ,o szyby
Znowu pluszcze potok moich łez
Ciągle z deszczem się miesza prawdziwym
Pachnie tak jak najprawdziwszy deszcz.
Oczu żadnych mój płacz nie zamoczył
Bo podobny do wrześniowych mgieł
Przenikliwy i taki bezgłośny
Wsiąka cicho w niespokojny sen.
Nie pamiętam dlaczego tak płaczę
Nie wiem nawet czy płacz to ,czy deszcz
Który przecież bez żadnej przyczyny
pada. Choć kto go tam wie.