Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Andreapaolo

Użytkownicy
  • Postów

    7
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Andreapaolo

  1. Umęczonym moim dekadenckim wierszem dedykuję także swój bardziej radosny muzyczny wideoklip. Prawie wszystko autorskie.
  2. Lecę płaskim chropym śmigiem poza krawędź mego ja Kleję sie do lepkich zwideł szczuję do samego dna. Skrzydeł szumią pióropusze, orle pióra stroić chcę. Przyrastają zrzędła krucze, ciężkie od duszących mgieł. Krytym kosem ciągnę ciężko zachłystując się oddechem. Wiążą cienie moje plecy Płaszcz na głowę wieszą miechem. Bryję sie ciężkmi stopy, nazbyt gliny tutaj w bród. Rozparzone brną parzochy w odtajały nibylód. Lądolody wybujałe, niedomyte , niudotarte coraz bliżej naszczekują zęby kładą swe na wartę. Na zasypkę odlatują stróże, nietoperze gołe. Ostatnim lecę pokotem, wydechem, piersi żywiołem.
  3. Ten wiersz napisałem w 1976 roku. Było podobnie jak dziś, tylko jakby bardziej poetycko. Pozdrawiam.
  4. Niby lato ,a tak jakby jesień smutna niosła wodę w koszu. Jakby ptaki bałamutne szumiały w odlocie. Jakby stary i zgrzybiały czas brodził po błocie. Niby lato... Ponad smutek mokrej ciszy wzniosła błękit oczu. Niby wiosna wciąż beztroska, niby maj urocza. Przeminęła jak dzień ciepły. jak przemija życie. Czasem jeszcze modre oczy rozbłysną w błękicie. Niby lato......już koniec wakacji?
  5. Ta rzeka szumi już tysiąc lat Nad jej brzegiem Spotykają się wszyscy wędrowcy. Wszyscy żyją jej życiem, Śledzą jej toń. Ona wciąż prze naprzód niewzruszona prośbami. Nikt nie wie skąd się wzięła, czy jest wieczna. Czekają aż przeminie. Codziennie palą ogniska grzeją przemarznięte ręce. Codziennie spoglądają na drugi brzeg na którym jest ciągle lato. Tak czekają już tysiąc lat. Mogiły tych co nie dożyli porastają trawą. Wielu próbowało odejść, ale wrócili wszyscy. Kto raz ją ujrzał nie potrafi zapomnieć. Czasami gdy z przeciwnego brzegu powieje wiatr, przyniesie woń ambry, słoneczną poświatę. Kiedy czarowne dźwięki rozbudzą ciszę podnoszą się zarośnięte twarze. W obłąkanych oczach pojawia się uśmiech. Ci co zapomnieli znów pamiętają po co tu przyszli. Co wieczór niebo osnuwa się dymem ciszę zakłóca pieśń ,skarga. Jak wilk do księżyca żali się człowiek. Nad ranem snują się po brzegu. Kopią mogiły tym co odeszli nocą. Spoglądają na tych co właśnie nadchodzą aby przekroczyć rzekę. Nie odradzają ,nie mogą. Nie chcą zostać tu sami. Próbowali zbudować most. Czekaja na pomoc z tamtego brzegu, Czekają na śmierć.
  6. Wszystkie szyby są mokre od łez Takich szczerych, tak szczodrych i czystych Jakie przelać mógł jedynie deszcz Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty. Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu O tym chyba samo niebo wie My też czasem płaczemy do wtóru Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle. Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych Mimowolną, najszczerszą i własną Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu Jak deszcz skrycie stuka o parasol. Wszystkie szyby są mokre od łez Takich szczerych ,tak szczodrych i czystych Jakie przelać mógł jedynie deszcz Deszcz niewinny, odwieczny, przejrzysty. Szyby płaczą ni z żalu ni z bólu O tym chyba samo niebo wie My też czasem płaczemy do wtóru Gdy zbyt dobrze nam jest lub zbyt źle. Płacz kołyską jest dłoni przyjaznych Mimowolną, najszczerszą i własną Płacz jest nagłym rozlaniem się żalu Jak deszcz skrycie stuka o parasol. O parasol ,o dachy ,o szyby Znowu pluszcze potok moich łez Ciągle z deszczem się miesza prawdziwym Pachnie tak jak najprawdziwszy deszcz. Oczu żadnych mój płacz nie zamoczył Bo podobny do wrześniowych mgieł Przenikliwy i taki bezgłośny Wsiąka cicho w niespokojny sen. Nie pamiętam dlaczego tak płaczę Nie wiem nawet czy płacz to ,czy deszcz Który przecież bez żadnej przyczyny pada. Choć kto go tam wie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...