Dzień za dniem, noc za nocą
Nic nie przyjdzie mi z pomocą
Czuję go, nigdy nie jestem sam
Zawsze towarzyszy mi on - znajomy stan
Objawia się on, chęci brak
Westchnąć, położyć się na wznak
Apatia, chandra
Mizerny znak
Wypełnia mnie, kontrolę chwyta
Jak gdyby koń o chorych kopytach
Chce iść, lecz nie mogę
Znów rzucić się na podłogę
Wydać z siebie żałosny krzyk
Niczym ranionej łani ryk
Skamlę o pomoc
Lecz ona nadejść nie może
Nie może, bo na ten stan
Nic już nie pomoże.