Mojego listu słowa,
pewnie niewiele ci znaczą...
chociaż pełna ciebie,
serca mego przestrzeń
a ja , pomiędzy nimi...
w niej... nadal sama jestem...
wtedy , tamtej jesieni,
natchnione moją rozpaczą...
w zaklejonej kopercie
wciąż słyszę jak we mnie płaczą...
I nie wolno mi tej wiary,
posłać z listem do nieba...
że być może ja sama,
nie znaczyłam zbyt wiele...
jak znaczyć sobie mogą
prawdziwi przyjaciele...
wtedy , tamtej jesieni,
na ciemnym ,pochmurnym niebie...
w każdej kropli deszczu
wciąż szukałam cząstki ciebie...
Pod oknem mojego pokoju,
kwitły czerwone maki,
prosiłam Boga by tobie
chabry błękitniały,
i śpiewały ptaki...
w subtelności świata
w ich modrym szczerym wzroku,
perłą będzie dla mnie,
łezka w twoim oku...
wtedy, tamtej jesieni,
gdy mrok wspinał się na drzewa
widziałam w twoich oczach,
jak rozstanie w nas dojrzewa...
jak dwa odrębne światy,
żyjemy obok siebie..
odległość dnia od nocy
oddziela mnie od ciebie...
Jolanta Borzyszkowska