-♡-
Idziesz, przysiadasz i mówisz: „Mój Boże!”,
Spoglądasz po bokach i czekasz, że może...
Co może? Czy może? Czy coś dopomoże
w czekaniu tej chwili o każdej porze?
Że przyjdą te dni bez czekań bezsilnych,
w spokoju, bez zrywów ponocnej gonitwy,
bez obowiązków i bez tych spraw pilnych,
bez pośpiechu już i na gardle brzytwy.
Bez łez wylanych nad bolączką potomnych,
bez stawianych kroków, swą myślą donikąd,
zamglonym obrazem myśli jeszcze przytomnych,
szarością nicości dążącej ku mrokom.
I czekasz, i czekasz, że stanie się cud,
że poukładany sam w sobie przyjdzie.
To jakbyś osom kazała robić miód,
wiedząc, że nic z tego nie wyjdzie!
Bo cudów nie będzie i cud się nie stanie,
by radość z jutra twój ranek budziła.
Krok po kroku rób w mózgu to pranie,
pozytywnie myśląc, żeby cię to żywiło.
Piszę to, bo muszę, nie żebym chciała.
Gdzieś wyrzucić mi trzeba z siebie niepokoje.
Natchnieniem mi jesteś i już tak będę miała.
Bez ciebie, kochanie, życia się już boję!
Maria Beata