Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Miczu32

Użytkownicy
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Miczu32

  1. Jestem niewolnikiem ciągłych popędów, splątany niepisanym kontraktem, odciśniętą linią papilarną, z terminem ważności od poczęcia aż do śmierci. Nie mogłem nawet zdecydować, którą z potrzeb mam wypełnić, a którą wykreślić z listy. Nikt jeszcze nie wynalazł sposobu na trwałe rozwiązanie tych przypadków. Dlatego musimy na razie minimalizować, na dzień dzisiejszy, efekty jej działań substytutami lub ersatzami. Jak zwał, tak zwał. Pośród szkieletów budynków dominuje olbrzymia piramida z hierarchicznymi od dołu do góry potrzebami. Na co dzień niewidzialna, przez swoją sieć połączeń kontroluje całą ludzkość. Tylko że ten obiekt miał swoją nazwę. Jak to brzmiało? Coś na M... Masło? Marlow? A no tak! Piramida Maslowa. W tabelkach pragnień wyróżniamy 5 pojęć: fizjologii, bezpieczeństwa, przynależności i miłości, szacunku wraz z samorealizacją. Nie pomiń żadnej z nich, zanim jej brak odczujesz na własnej skórze. Potrzeba potrzebie nierówna, nie każda wspólnota pragnie tego, co druga strona. Czyż cywil w pokoju z bogatej Północy może pojąć potrzeby mieszkańca biednego Południa, otoczonego w kotle wojennym? Lecz łączy ich jedno: niezaspokojone żądze prowadzą do psychicznych katiuszy, z napięciem włącznie — jak struna od gitary. Nawet wymazanie naszej rasy przez pstryknięcie palców Thanosa nie uwolni nowych panów planety od potrzeb. Piramida, choć mniej znana niż Cheopsa i Słońca, rzuca cień na istoty żywe. Żadne masy trotylu nie ruszą jej fasad. Nawet śmiałek nie odłamie choćby fragmentu tynku. Wygrałeś, Maslowie… punkt dla ciebie. W tabelkach pragnień Excel tu nie pomoże. Nauczony losem innych, mogę z drobnym uśmiechem i poczuciem ratyfikacji wypełnić zobowiązania, jak przykazała matka natura, bez krzywdy dla innych
  2. Zostanę strażnikiem własnego pokoju, cztery ściany nieskalane obcą stroną. Plakaty, dyplomy, klasowe zdjęcia są wspomnieniem minionych dni. Światło migającego monitora, fetor zaduszonego kąta. Za drzwiami sylwetki rodziców, wyczekujących z nadzieją, aż wypełnię wpajane normy. W ich czasach to działało, a współcześnie?... cóż... Moja forteca obroni mnie, nie ma tu docinków, kpin, kompleksów, oczekiwań. Nie jestem w tym sam, w każdym mieszkaniu jest ktoś, nierzucający się w oczy. Ci z orzeczeniem, którzy na dzień dobry dostali kłody pod nogi. Artyści z ułańską fantazją, od rana do świtu zamyśleni o niebieskich migdałach. Ludzie pracy zacierający dłonie na widok swojej magicznej oferty pracy. W grupie zawsze raźniej... Nie muszę wyściubiać nosa, parę kliknięć i mam wszystko, co trzeba. Internet to okno na świat, w którym możesz żyć jako mieszkaniec globalnej wioski. Możesz być tym, kim nie jesteś na co dzień. Kolejnym anonem na forum, trollem, gwiazdą... To prostsze niż prawdziwe życie. Upływ czasu nie baczy na nic. Zataczam kolejne błędne koło, licząc na jakiś cud. Próbuję wygrzebać resztki entuzjazmu, jakie ostały się u mnie na dnie. Czy ktoś poda pomocną dłoń? Ktokolwiek...? Gdziekolwiek...? Już nie poczuję dotyku dłoni, blasku i ciepła czyichś oczu. Nie będzie ocierania się ciał we wspólnym godowym tańcu. Żyję jak niedotykalny, w niechcianym celibacie. Odkąd tylko byłem mały, nie miałem powodzenia u dziewczyn. Zawsze zbyt inny, niski... Ostatnia klasa liceum, matury napisane, uciekły w siną dal do bogatszych metropolii. I na to jest rozwiązanie. Konto założone, teraz mogę przebierać w różnych paniach z katalogu usług. Jak zapłacę, to chociaż powie mój nick. Usłyszeć od kobiety twój nick... Usłyszeć go... Czy to się zmieni? Epidemia samotności zaraziła każdego. Tylko że zostałem pacjentem zero, zanim się domyśliłem. Ułożony do snu, kulę się do siebie, aby przez chwilę poczuć ciepło. Poduszka twoim jedynym powiernikiem, godnym zaufania. Nie zamierzam więcej się kształcić, taśmowa produkcja absolwentów sięgnęła zenitu. Książki stanowią orbitę mojego życia, choć nie te tolerowane przez edukację. W szkolnej ławie niewidzialna kreska wytyczyła podział: na lepszych i gorszych. Nie byłem ani jednym, ani drugim. Dyplom nie wnosi prawie żadnej wartości. Bez konkretnej specjalizacji awans społeczny jest umowny. Lecz i to nie daje gwarancji zatrudnienia. Większość stosowała znaną metodę: zakuć, zdać, zapomnieć. Dlaczego ja w to wierzyłem? Czy stać mnie jeszcze na rozwój? Już nie wiem, co mam robić. Moja pasja nie zapewni mi godnego życia. Lata stagnacji i lęku uwiązały mnie od zmian. Jak podjąć pierwszy krok? Może tak miało się potoczyć? Może tak miało...?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...