Majowy dzień pochmurny jak ten ciągnący się cień,
smutku życia codziennego, gdy miłości w nim mniej.
Jak żyć, gdy najważniejsze zamienia się w pył?
O czym śnić? Czy o przyszłości, która miała być wspólna,
czy o nadziei, że będzie lepiej? Nie wiem…
Życie zbyt krótkie, by rozpaczać przez dni, noce.
Trzeba czerpać z niego wszystkie owoce.
Więc czasu brak nam, myślę, na to, by rozmyślać, co by było gdyby
i co jestem w stanie zaradzić na to.
Majowy dzień tak cichy, lecz potargany jak włosy na wietrze w burzliwy dzień.
Gdzie to słońce, co rozpogodzi mnie… Czy tak wiele chcę?
Po co starania, po co trud, kiedy wszystko to w brud.
Jak ten Syzyf, co kamień pcha,
idę przez to życie z kamieniem o masie Syzyfa razy dwa.
Ciężkie życie ma dusza miła, lecz niepokorna – i kogo to wina?
Że natura taka niesforna.
Natura jak diabeł kusi i zwodzi,
ratunku w Bogu szukać nie zaszkodzi.
Ważne, by wnioski wyciągnąć, myślę tak nad tym
i pouczam sam siebie: „Weź się ogarnij!!!”.